
postanowiłam tu wrócić. zrobiłam mały porządek i biorąc pod uwagę, że dochodzi 1:30, a moją głowę męczy jakieś choróbsko - chyba nie jest źle.
***
doznałam olśnienia. tak, właśnie tak. czuję się trochę tak, jakby ktoś zupełnie mi obcy, podszedł do mnie i uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. 'przepraszam, chyba straciłam przytomność' wymamrotałam gdy podnosiłam się z chodnika. otworzyłam oczy i wszystko wydało się zupełnie inne, niż przed owym incydentem. zobaczyłam ilu wartościowych ludzi stoi obok mnie gotowych, żeby wyciągnąć do mnie rękę kiedy się wywrócę. doszłam do wniosku, że na pozór denerwujący rodzice wcale nie są tacy źli jak mi się wydawało. a przede wszystkim - zrozumiałam, że wszystkie problemy stwarzałam sobie sama. że to ja przekonałam swoją podświadomość, że singielstwo to nasz przyjaciel i kazałam postawić mu dodatkowe posłanie w mojej głowie. teraz wiem, że trzeba je jak najszybciej wyrzucić i otworzyć się na coś nowego.
w chwili gdy to wszystko do mnie dotarło wiedziałam, że jestem dzieckiem szczęścia. i chociaż na pozór to nic wielkiego, to nie zamieniłabym tego na nic innego. na żadne skarby świata!
***
za dwa dni wracamy do szkoły. 'niech to będzie dobry rok, niech to będzie dobry rok!' - zamykam oczy, zaciskam pięści i szepczę cicho pod nosem.