czwartek, 27 stycznia 2011

only. ONly.

pamiętasz?
była wiosna. śnieg topniał, rodziło się życie.
pamiętasz?
było lato. słońce świeciło, morze szumiało.
pamiętasz?
była jesień. liście spadały, padał deszcz.
pamiętasz?
zima też była. było zimno, przed domem stał bałwan.
pamiętasz? nie pamiętasz.
nie pamiętasz.
siedziałam na werandzie, noce były już ciepłe. naiwnie uśmiechałam się do gwiazd.
nie pamiętasz.
leżeliśmy na plaży. robiłeś zdjęcia. jedno stoi na komodzie... lubię na nie patrzeć.
nie pamiętasz.
lało jak z cebra. wbiegłam mokra do Twojego mieszkania. nie odróżniłeś łez od kropli deszczu.
nie pamiętasz.
zmroziłeś serce i usta. moje serce i moje usta. pstryknąłeś palcami i już Cię nie było.
ale przecież Ty niczego nie pamiętasz.
będę pamiętać za nas dwoje, nie martw się.

***
właściwie to korybut miał wyjechać z niejaką Niewielką na urlop nad morze, ale ciężko się nam rozstać. i mimo, że znów zaczynam sobie układać życie, zawsze wpadnę z jakimś słowem. może nawet dwoma?

sobota, 22 stycznia 2011

wiesz cukierku, czasami się boję, że gdy na Ciebie spojrzę, będę musiała rozpocząć walkę z samą sobą. a przecież lubię na Ciebie patrzeć...

czwartek, 20 stycznia 2011

again and again

świat zatańczył na rzęsach. siedzieli obok siebie. zgrabnie obrócił się w perfekcyjnym piruecie. drżała a on nerwowo pocierał dłonie. potknął się, zachwiał. łzy zaszkliły jej oczy. upadł. starannie ważyła każde słowo. jednak szybko się podniósł i znów tańczył w całej swej okazałości. nie chciała powiedzieć za dużo...

... jednak słowa same wyrywały się z gardła. mówiła i mówiła a on słuchał i wszystko jej tłumaczył. znów doszli do porozumienia. 'zagrajmy w naszą grę według nowych zasad'. i poszli, bo przecież nie mogła spóźnić się na autobus.
ah, jaki to był piękny taniec.


poczułam dzisiaj ulgę. ulgę, której potrzebowałam od kilku miesięcy. nareszcie mogę powiedzieć, że jest dobrze!

***
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.

środa, 19 stycznia 2011

spadł na mnie kamień. ogromny głaz zmiażdżył mi serce. czuję jak ból rozchodzi się po całym ciele.
chyba umieram. masz dwa wyjścia. reanimuj mnie albo wbij mi nóż w plecy. jedno albo drugie. białe lub czarne. nic pomiędzy. decyzja należy do Ciebie.

to wszystko prowadzi do obłędu... o ile już nim nie jest.


***
bez szymborskiej się nie obejdzie. nie tu, nie dzisiaj, nie ze mną.

Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj,
jak mi prędko bije twoje serce.

wtorek, 18 stycznia 2011

kąpiel - woda. woda - pranie. pranie mózgu.

gorące kąpiele są niezdrowe. wspomagają powstawanie cellulitu, powodują pękanie naczynek. ale czy jest coś przyjemniejszego niż ogarniające nas ciepło, para unosząca się nad powierzchnią wody i kojący nasze ciało balsam? nie ma. a już na pewno nie wówczas, gdy czekamy na telefon. na tak ważny i decydujący telefon. i właśnie na taki telefon czekała tamtego wieczoru. zanurzyła swoje drżące ciało w gorącej wodzie. oparła głowę o wannę. leżała tak przez kilka minut. i przez te kilka minut zastanawiała się, co usłyszy gdy podniesie słuchawkę. bała się, że znów jej policzek przetnie łzawy strumień. a może nawet rwąca rzeka? podniosła gąbkę, nałożyła balsam. powoli i dokładnie umyła każdy milimetr swojego ciała. robiła to o wiele wolniej niż zazwyczaj. naprawdę nie chciała usłyszeć, że musi zamknąć ten rozdział w swoim życiu.
woda zaczęła robić się chłodna, traciła temperaturę. jakby powoli umierała i stawała się zimna jak trup. skóra na opuszkach już dawno się pomarszczyła, para uleciała gdzieś w przestrzeń łazienki. 'weź się w garść. bez względu na to co usłyszysz - dasz radę korybucie!' uparcie przekonywała samą siebie.
wyszła z łazienki. zadzwonił telefon. serce zaczęło pędzić jak oszalałe. już za moment dowie się, czy może to jeszcze jakoś poukładać. odebrała. odebrała i ... dowiedziała się.

tego wieczoru pachniała wanilią. spodobałby Ci się ten zapach. tak jak jej podobało się Twoje opium. myślisz, że razem tworzyły by idealną harmonię zapachów?

***
moja przygoda z szymborską wciąż trwa. wczoraj natknęłam się na 'buffo'. pasuje idealnie, czyż nie?

Najpierw minie nasza miłość,
potem sto i dwieście lat,
potem znów będziemy razem:

komediantka i komediant,
ulubieńcy publiczności,
odegrają nas w teatrze.

Mała farsa z kupletami,
trochę tańca, dużo śmiechu,
trafny rys obyczajowy
i oklaski.

Będziesz śmieszny nieodparcie
na tej scenie, z tą zazdrością,
w tym krawacie.

Moja głowa zawrócona,
moje serce i korona,
głupie serce pękające
i korona spadająca.

Będziemy się spotykali,
rozstawali, śmiech na sali,
siedem rzek, siedem gór
między sobą obmyślali.

I jakby nam było mało
rzeczywistych klęsk i cierpień
- dobijemy się słowami.

A potem się pokłonimy
i to będzie farsy kres.
Spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez.

Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.

A my wiecznie jacyś tacy,
a my w czapkach z dzwoneczkami,
w ich dzwonienie barbarzyńsko
zasłuchani.

sobota, 15 stycznia 2011

byłam dzielna. naprawdę. gdyby rozchodziło się o wizytę u lekarza z całą pewnością nosiłabym teraz dumnie na piersi naklejkę z napisem 'dzielny pacjent'. a tymczasem noszę w sobie ogromne pokłady bólu. nie jest mi przykro, smutno i źle. mnie to wszystko po prostu boli. cierpię na duszy i na ciele. nie potrafię zapomnieć, nie potrafię. przez moją głowę uporczywie przewijają się dawne obrazy. wszystko. jakby wydarzyło się dosłownie moment temu. nawet sny są już Tobą zatrute. a Ty? a Ty stoisz i nawet na mnie nie patrzysz. mówisz do mnie i nie masz odwagi spojrzeć mi w oczy. w te same oczy, w które do niedawna uporczywie się wpatrywałeś. ba! uważałeś nawet, że się 'świecą'. zobacz do czego doprowadziliśmy. nie chcę tak!

wiem. ja wszystko wiem. to moja wina. ja jestem głupia. przyznaję się. ale czasami coś musi zacząć się jeszcze raz, żeby nie musiało się już kończyć...
szkoda, że odeszła ostatnia szansa.


***
teraz jestem tego pewna. właśnie TO chcę powiedzieć.

czwartek, 13 stycznia 2011

skoro ostatnio wszystko zmieniło się w ciągu 25 minut, to teraz też może, prawda?
skręca mnie od środka. strach i niepewność wpadły na herbatkę do mojej podświadomości. źle przyjmuje się takich gości...



'dlatego by nie widzieć Go, wczoraj wykułam oczy swe'
(o tak. nie chcę na to patrzeć. ale wytrzymam. będę dzielna.)

środa, 12 stycznia 2011

wiosna, lato, jesień, zima...

za oknem - wiosna. dzień trwa dłużej niż miesiąc temu, przebiśniegi wystawiły głowy ponad gruntem i bacznie obserwują jak słońce wdziera się przez niedomknięte rolety. ludzie spacerują chodnikami, wypuszczają na spacer swoje uśmiechy. i chyba zauważyłam nowy pieg na swoim nosie.
w sercu - zima. siarczysty mróz pożera każdą komórkę ciała. krew krzepnie w zastraszającym tempie. gęstnieje i uporczywie przeciska się przez wąskie żyły. policzki przybrały już kolor purpury, nie wytrzymują wewnętrznego chłodu. serce zamarza, zamienia się w przezroczystą, kruchą bryłkę lodu. zobacz jak żałośnie wyglądam. potrzebuje ciepła Twoich dłoni, żeby poczuć wiosnę. ona nadchodzi a ja jej nie widzę, bo ciągle patrzę za siebie. szukam Cię, szukam.
g d z i e j e s t e ś?

poniedziałek, 10 stycznia 2011

'nie mam co do tego wątpliwości. jestem głupia' - taka o to myśl zwaliła mnie dzisiaj z nóg.
nie potrafię się podnieść. leżę w zimnej, bordowej kałuży krwi. krwi wylewającej się z rany, którą sama zadałam. cztery pchnięcia nożem. można by rzec 'zbrodnia idealna', prawda? owszem. można by, gdyby nie to, że sprawca cierpi równie mocno co ofiara. cóż za paradoks.

nie wiem już jak się nazywam, ile jest dwa plus dwa, którędy w prawo i co powinnam zrobić. wracają do mnie błędy z przeszłości, bardziej lub mniej dalekiej, wraca do mnie poczucie winy. wraca też potrzeba robienia Ci na złość i spacerowania w deszczu po parku. na usta cisną się dwa słowa. dwa proste słowa, których nigdy jeszcze nie wypowiedziałam. a ja? ja blaknę, niknę w oczach, znikam...







...ratuj.

niedziela, 9 stycznia 2011

miało Cię już nie być. odszedłeś.
przecież wyjechałeś i nie zostawiłeś nawet kartki, dokąd się udajesz.
dlaczego więc wracasz?
wciąż i wciąż pojawiasz się obok,
na tyle blisko bym mogła dostrzec Cię kątem
mojego zielono-brązowego oka.
wiem, że nie robisz tego celowo.
nie mógłbyś.
mając mnie na wyciągnięcie ręki,
cierpisz tak samo jak ja cierpię,
widząc Cię z inną kobietą.
nie chcemy się, a nie potrafimy o sobie zapomnieć.
gramy główne role w marnej komedii
zwanej 'miłością'.

sobota, 8 stycznia 2011

p a r a n o j e.

'jesteś naiwna, głupia i kochliwa. wcale nie jesteś tak odważna, dzielna i dojrzała jak ci się wydaje, korybucie, nie jesteś!' karciła samą siebie od północy do północy. między tyknięciami zegara słychać było wyraźne 'głupia, głupia, głupia' odbijające się echem pustego mieszkania. rytmiczne uderzanie głową w blat stołu wyznaczało rytm bicia jej serca. miała w sobie tyle miłości, a nie potrafiła jej nikomu oddać. nie potrafiła, albo nie mogła. obie wersje były na tyle okrutne, że śmiało mogła się nazwać 'bohaterem romantycznym naszych czasów'. owszem, mogła wykrzyczeć wszystko co w niej siedziało. wszystko co pełzało w żołądku, drapało w gardle, świszczało w uchu i uwierało pod powiekami. mogła. ale strach był silniejszy od woli. dlatego milcząc brodziła w błękicie tęczówek i zachwycała się każdym nowo odkrytym elementem tej zgrabnej, przystojnej i wrażliwej układanki. i miała do siebie pretensje. pretensje o to, że znów powtarza swój błąd. ale widocznie lubiła go popełniać... musiała to lubić skoro robiła to notorycznie, prawda?

gubię się w swoich uczuciach i pragnieniach. coś co wczoraj wydawało mi się absurdalne - dzisiaj nabiera sensu. postradam zmysły, jeśli w końcu czegoś z tym nie zrobię...

***
jestem pułapką w pułapce,
zamieszkiwanym mieszkańcem,
obejmowanym objęciem,
pytaniem w odpowiedzi na pytanie.
(nie potrafię już żyć bez szymborskiej. nie spodziewałam się, że poezja jest w stanie tak mnie porwać. a jednak. ciągle się zadziwiam.)

a ta piosenka budzi we mnie mnóstwo emocji KLIK

wtorek, 4 stycznia 2011

zaczyna się coś nowego, a świat dawno zszedł już na psy.

czy można tęsknić za czymś co wyrzuciło się do kosza? za czymś co skończyło w kartonie z etykietką 'usuń'?
czy można kochać nie znając? nie wiedząc czego możemy oczekiwać?
czy można być zazdrosnym o coś, do czego nie ma się prawa? co nie należy do nas?
wreszcie, czy można żyć nie potrafiąc oddychać? nie znajdując nigdzie tlenu?

można. można jeśli naszym tlenem jest coś więcej niż kilka pierwiastków skrzętnie połączonych w mieszaninę jednorodną gazów, nazywaną przez sztywnych panów pod krawatami 'powietrzem'. ale takie życie boli, rani nas od środka. i choć z zewnątrz wyglądamy normalnie, w środku krwawimy wyrzutami sumienia, niedomówieniami, skrywanymi tajemnicami i palącymi pragnieniami. plujemy krwią i szybko zakrywamy usta chusteczką, tak żeby nikt nie widział. nie możemy okazać słabości. przecież ludzie to maszyny. one nie czują. nie mogą czuć bo nie mają serca...

... a jednak zdarzają się wyjątki.

***

nowy rok jest z dnia na dzień coraz gorszy. jeśli będzie tak nadal to w ciągu tygodnia będę zmuszona ogłosić swój osobisty koniec świata.
dziękuję, dobranoc.

sobota, 1 stycznia 2011

delete.

spisałeś się cudownie. wręcz fenomenalnie. doprowadziłeś do tego, że nie tylko zachłysnęłam się błękitem Twoich oczu, ale utopiłam się i spadłam jak kamień na dno. do tej pory kochałam wszystkie wspomnienia, w których grałeś głowną rolę. wczorajsze budzi we mnie obrzydzenie. jest dla mnie flegmą, która dociera do nosa i utrudnia mi oddychanie. oblewa krtań i zabiera głos. wpływa do mózgu i zaburza racjonalne myślenie. mimo wszystko ciesze się, że stało jak się stało. mam to co chciałam, rozwiązałam 'zagadkę', jedna niewiadoma mniej. d e l e t e. d e l e t e. d e l e t e.

nowy rok? zaczął się źle. można by uznać, że tragicznie gdyby nie to, że znów poznałam siłe przyjaźni. ale aktualnie mam przed sobą czystą kartkę. podjęłam decyzje, (prawdopodobnie) słuszną decyzję i pomimo wyrzutów sumienia, mogę zacząć wszystko od nowa, od pieprzonego początku układać sobie życie. rozpoczyna się nowy rozdział w moim życiu a ja zaciskam dłonie w pięści, przykładam je do policzków i głośno powtarzam 'ten rok będzie lepszy, ten rok będzie lepszy'. a jak będzie naprawdę?

a rok poprzedni? do łatwych i przyjemnych nie należał. ale tak to już chyba jest, że z chwilą w której opuszczamy piaskownice i domek dla lalek nic już nie jest proste. ten rok był rokiem trudnym. ale też i wspaniałmy. poznałam mnóstwo cudownych ludzi, bez ktorych już nie wyobrażam sobie życia, utwierdziłam się w przekonaniu, że długoletnia przyjaźń to najpiękniejsze co może nas w życiu spotkać (agnieszko, anno, julio, koprze, radku, żuku- dziękuję!), odkryłam, że liceum zmienia i wywraca świat wartości o 180 stopni. dowiedzialam się także, że miłość nie jest łatwa i przyjemna, że często niesie ze sobą ból i cierpienie i że wcale nie wygląda tak jak w filmach. poznałam siebie, stworzyłam marzenia, postawiłam przed sobą nowe cele. permanentnie upadałam i podnosiłam się. ale nie żałuje niczego, co sie w tym roku wydarzyło. wiele rzeczy zabolało, wiele wycisnęło z mojego wątłego ciała łzy, wiele obudziło mój uśmiech. kilka razy umarło mi serce, kilka razy ktoś skutecznie je reanimował. ale to wszystko już za mną. d e l e t e. d e l e t e. d e l e t e.