niedziela, 3 stycznia 2016

kolejny raz rozpoczyna sie nowy rozdział. kolejny raz krzyżuje palce szepcząc pod nosem zaklęcia. przede mną nowe szanse, nowa wiara i nowe walki do stoczenia. będę zdzierać knykcie i obijać kolana. wylewać morza łez i przyprawiać serce o niepożądane palpitacje. tak jak dotychczas. otoczę się starymi przyjaciółmi i wciąż będę szukać kogoś kto pozwoli mi odetchnąć cała sobą. i znów uwierzę, ze uda mi się go znaleźć. ta sama naiwna ja w świecie starych i nowych marzeń. wish me luck!

i wszystkim którzy nudzą się na tyle żeby czytać to wszystko, życzę pięknych chwil, nieskończonej radości i ciepła. niech nowy rok będzie dla Was dobry i inspirujący. 

tymczasem serce i umysł serwują mi kolejna dawkę szaleństwa. jeśli istnieje jakaś nagroda za największa liczbę rozterek miłosnych to bez wątpienia wygrałam te zawody w przedbiegach.


bezradnie pozwalam rosnąć mydlanym bańkom. pękną. prędzej czy później. wiem. ale chwilowo nie mam siły z tym walczyć. szklane domy na fundamencie z piasku. 






a co jeśli nie?

niedziela, 8 listopada 2015

od jakiegoś czasu prześladuje mnie wrażenie, że zakochać się można raz na zawsze. nie inaczej. nie da się całkowicie przestać. odciąć. zapomnieć. zakochanie zabiera fragment serca. bezpowrotnie. i już do końca życia patrzysz na daną osobę przez pryzmat uczucia, które dzięki niej w Tobie urosło. do ostatniego tchu jest punktem odniesienia dla każdych kolejnych wzniesień. słabością. sentymentem. kryształkiem, który już nie pasuje do całości, ale wciąż z uśmiechem, po kryjomu, obracasz go w palcach w kieszeni zimowego płaszcza.


a najgorzej jest kiedy te kryształki towarzyszą Ci na każdym kroku. przebywanie w towarzystwie minionych uniesień sprawia, że przestają być minione. zwłaszcza kiedy dajesz się ponieść emocjom i wyobraźni i nagle toniesz w ich ramionach.

wciąż nie nauczyłam się kochać.

piątek, 2 października 2015

czy każdy z nas zasługuje na miłość? czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, troskliwi, czuli, inteligentni i zabawni, aby ktoś potrafił nas pokochać? czy każdy nadaje się do życia w uczuciu, które zapiera dech w piersiach?

podobno.

im dłużej nad tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że jednak nie do końca. że gdzieś w tym wszystkim ukryto jakiś haczyk, drobny kruczek, coś co niektórym z nas odbiera możliwość doświadczania tak pięknych emocji. i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jestem jednym z tych nieprzytomnych pechowców, którzy całe życie spędzą gdzieś pomiędzy.

a w sercu i w głowie permanentne burze.


piątek, 21 sierpnia 2015

i znów to samo. gorące sentymenty zalewają umysł. wracają dawne obrazy, zakurzone emocje poruszają wątłym sercem. wciąż i wciąż. permanentnie. wszystko spróchniałe, nadgryzione niedopowiedzeniami, uszczerbione rzędem złych decyzji i niewłaściwie dobranych słów. przychodzą, rzucają na kolana, zdzierają knykcie i nie wiadomo dokąd uciekać.

potrzebuje oddechu. haustu świeżego powietrza. orzeźwienia, inspiracji. poczucia, że coś się zaczyna. woń rozpadających się uczuć przybija mnie do podłogi. i już dość. chcę się uwolnić, odetchnąć, poczuć, że żyję.

a Ty znów jesteś. wciąż silny. wciąż trudny. wciąż nie mój. nie wiem czy wygram sama ze sobą.

***
produktywność ostatnich dni pozwala mi zapomnieć o tych wszystkich gryzących sprawach. ale wieczorami wszystko spada na mnie jak zbyt ciężka kołdra w upalną noc. spada i wywołuje rwące potoki na policzkach. dlaczego przyszło mi być tak emocjonalna i skorą do galopującego serca?

poniedziałek, 29 czerwca 2015

zaczynam zakochiwać się w ludziach. nie w mężczyznach. ani też w kobietach. po prostu - w ludziach. mruczę głośno szczerząc kły w blasku promieni słońca. nieprzyzwoicie dobrze mi ostatnio. odpukać w niemalowane!


koniecznie trzeba przesłuchać