wtorek, 28 lutego 2012

pół minuty. 30 sekund. nic. a trwało niemal wieczność. przez ułamek tej wieczności byliśmy obok. spłynął na mnie bursztynowy sentyment i całą dobę kojąco lepi się do zmarzniętego ciała. nie jest mi źle. nie mruczę też z rozkoszy. to swojego rodzaju łaska. oczyszczenie. przebaczenie? być może. gdybym tylko wiedziała co schowałeś za bursztynową kurtyną. żal? smutek? złość? tęsknotę? 
spotkamy się kiedyś w jednej z tych kawiarni, w których nigdy nie piliśmy kawy i opowiesz mi co tkwiło wówczas w Twojej podświadomości. i może znów będzie padał deszcz. kto wie.
ale teraz proszę. nie wracaj, po prostu nie wracaj. nie potrzebuję znów równoczesnego spełnienia marzeń i urzeczywistnienia koszmarów. nie teraz. nie.

piątek, 24 lutego 2012

you’re in my veins, and I cannot get you out.

nie zaryzykuję. nie powiem nic o miłości. zagryzę wargi, zacisnę zęby i będę milczeć. nie narażę nas na ból. nie wybuduję między nami kolejnej ściany pełnej wypalonego cierpienia. nie zapędzę Cię w ślepą uliczkę. masz moje słowo. więc nie bój się, nie uciekaj. zostań ze mną. jakkolwiek.
zawzięcie próbuję trzymać Cię w zmarzniętych dłoniach. skrupulatnie zaciskam drobne palce - najmniejsza luka mogłaby być katastrofą. ale gdzieś w środku, między sercem a żołądkiem, nieprzyjemne ukłucie budzi świadomość, że w końcu trafisz na szczelinę i uciekniesz. przelejesz mi się przez palce i znikniesz. i będzie bolało. wysuszone ciało, niemal martwe, zapadnie się w miękki materac, otuli kojącą muzyką i wbije mętne oczy w biały sufit. szpital psychiatryczny dla złamanych serc...


 ale nawet najcięższe przypadki mają szanse. trzeba tylko wierzyć. bardzo mocno wierzyć.

środa, 22 lutego 2012

turn off.

wcisnąć czerwony guzik. wyjąć lśniący kluczyk ze stacyjki. przekręcić błyszczącą gałkę. wyrwać metalowe zęby wtyczki z martwego kontaktu. po prostu - wyłączyć. usiąść w skórzanym fotelu z kubkiem parującej herbaty. być ale nie istnieć. bez umiejscowienia. bez karcenia. bez czerwonych maków. bez huczących huraganów i rwących powodzi. bez palpitacji serca i krwotoków wewnętrznych. bez splecionych dłoni i nerwowych tików. bez nadziei. bez świadomości. bez zazdrości. bez            
    
miłości. 




od kilku dni szalik ciąży nieprzyjemnie, nozdrza pulsując zachłannie wdychają lekkie powietrze, a oczy cieszą się słońcem. idzie wiosna. i niesie ze sobą nadzieję. mnóstwo nadziei. nadziei i strachu. boje się cieszyć.

poniedziałek, 20 lutego 2012

i wish...

na życzenia trzeba uważać. odpowiednio dobierać słowa. przekalkulować wszelkie zyski i starty. kilkakrotnie powtarzać je w myślach zanim wyjdą na świat. po prostu - należy być ostrożnym. bo jeśli się pospieszysz możesz powiedzieć za dużo. a życzenia lubią się spełniać nieoczekiwanie. i niekoniecznie tak, jakbyś tego chciał. znajdują luki, przez które przeciskają brudne fałszerstwa i krwawiące oszustwa. chowają za kurtyną nadziei czarne kruczki. krzyżują długie palce za wychudzonymi plecami. i choć od dziecka lubiłeś je szeptać pod nosem - musisz wiedzieć, że jesteś ofiarą własnych życzeń. nieopatrznie wypowiedziane przecinają tkanki. opróżniają błękitne żyły. chwytają za gardło. niosą koniec świata. apogeum. apokalipsę. (apo)koniec.
uwierz, czasami lepiej nie pozwolić im zaistnieć. czasami lepiej nie mieć życzeń. są zdradliwe.
dlatego nie pozwól mi być Twoim życzeniem. weź mnie póki możesz. póki noc. póki idzie wiosna. póki mamy jeszcze czas. weź w potarganych wiatrem włosach, z podkrążonymi oczami i rumianymi ustami. weź, póki jestem i chcę być Twoja.




padłam ofiarą własnych pragnień. w 10 sekund mój raczkujący świat upadł na rumianą twarz. i pomyśleć, że wszystko przez niefortunne życzenie. Boże - uchowaj.

sobota, 11 lutego 2012

jesteś bohaterem mojej powieści. poniekąd ukształtowałam Twoją osobę. w kartotece podświadomości figurujesz więc jako 'mój' . nie znoszę świadomości, że ktoś obcy wyciąga po Ciebie szkaradne dłonie. kładzie policzek na twardych żebrach. opuszkami palców zwiedza smukłe plecy. wtula w Ciebie chore ciało. to dusi, drapie, gryzie, spowalnia krwiobieg, kurczy serce i wysysa resztki sił. chciałabym błagać Cię, żebyś odszedł, nie pozwolił urzeczywistnić się koszmarom. obiecałam jednak, że będę dzielna. że nie wróci płacz i rozpacz. i tak też będzie. 
nad Twoją głową wieszam jednak łapacz snów, 
z nadzieją, że odstraszy wszystko co 
niepożądane. 


nie wymaga nawet komentarza(klik)

niedziela, 5 lutego 2012

zrozumiałam. bycie dzielnym nie polega na ciągłej walce. trzeba umieć wycofać się w odpowiednim momencie. spakować walizki i wyjechać. bez pożegnania. nadszedł więc czas, by naprawdę stać się dzielnym rycerzykiem w błękitnej zbroi. koniec.
biała flaga na maszcie, kapitanie.
nie skasuję numerów  - znam je przecież na pamięć. nie spalę zdjęć - zostaną w sieci. nie oddam Twoich rzeczy - czuje do nich sentyment.
po prostu znikniesz z mojego życia. pozostaniesz tylko fizycznie. przekleństwem będzie mijanie Cię każdego dnia. przekleństwem będzie deszcz w letni dzień. ścieżka w parku. biała cegła. i ostatnie wakacje. wszystko zatrute, bliskie destrukcji.
ale nie bój się. nie pozwolę Ci odejść bez szumu. przepłaczę kilka nocy. będę krzyczeć w poduszkę. opowiem ludziom jak złym jesteś człowiekiem. wielu o Tobie usłyszy. ku przestrodze.
a teraz dobranoc. żałuję, że nie był nam dany happy end.

piątek, 3 lutego 2012

wszelki wypadek

dość. mówię dość. nie mam siły. nie mam odwagi. rezygnuję. odejdź, droga wolna.
ale łapie Cię za rękę. zachodzę drogę. znów coś we mnie drży. coś się kurczy. krew buzuje w  lazurowych żyłach. dłonie składają się w małe pięści. znów staję do walki. znów czuję, że mogę. potrafię. jestem silna. mogę wygrać. mogę. mogę. mogę. wygrać.
wciąż zaskakuję swoją chorą podświadomość. robię jej na złość walcząc o coś, co według rozumu już dawno przegrane. ale serce uparcie twierdzi, że w rękawie żeber trzyma krwisto czerwonego asa. ufam mu. przecież to moje serce - nie może mnie oszukiwać. sprzedałam duszę uczuciom.
nazwij mnie szaloną. głupią i naiwną. wypomnij, że buduję przyszłość na micie o szklanych domach. powiedz, że jestem chorą idiotką, która próbuje być mądrzejsza niż jest. śmiało. nie zaboli. nauczono mnie walczyć do ostatniej kropli krwi. i tak też będzie.




naprawdę nie podejrzewałam, że mam w sobie tyle siły.


***
wczoraj zgasła moja najukochańsza. nie może jej więc tu dziś zabraknąć.

zdarzyć się mogło.
zdarzyć się musiało.
zdarzyło się wcześniej. później. bliżej. dalej.
zdarzyło się nie tobie.
ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
ocalałeś, bo byłeś ostatni. bo sam. bo ludzie. bo w lewo. bo w prawo.
bo padał deszcz. bo padał cień.
bo panowała słoneczna pogoda.
na szczęście był tam las.
na szczęście nie było drzew. na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok. o włos od zbiegu okoliczności.
więc jesteś? prosto z uchylonej jeszcze chwili?
sieć była jednooka, a ty przez to oko?
nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
posłuchaj.jak mi prędko bije twoje serce.

W.Szymborska