ten rok kończy się podobnie jak się zaczął. z pozoru niewinnie. przyjemnie. z uśmiechem. ale przez nieopaloną skórę czuję, że będzie z tego tragedia. nie jedna. i nie dwie. krzyżuje palce, spluwam przez ramię, zaciskam powieki. obym się myliła. chociaż raz.
jeszcze nie wiem jaki był ten rok. jeszcze nie wiem co z niego wyniosłam. jeszcze nie wiem czy powinnam o nim pisać.
bawcie się dziś wszyscy dobrze. bez potoków na policzkach, rozdartych serc i kłopotliwych przygód. szczęśliwego!
wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 22 grudnia 2013
odliczamy. permanentnie. bez przerwy. bez chwili oddechu. lata. miesiące. dni. godziny. minuty. i sekundy. do kolejnych urodzin. do nowego roku. do spotkania. do pocałunku. do miłości też. i choć czasami robimy to na ślepo i bezwiednie - wciąż oddajemy temu życie. nie myślimy dniem dzisiejszym. nie patrzymy pod nogi. nie czerpiemy z obecnych historii. zaciskając pięści wspinamy się na palce wypatrując czegoś w oddali. kogoś. zatracamy całych siebie układając w głowie skrzętne scenariusze. wciąż przerysowane i nad wyraz idealne. nieprawdopodobnie nieżyciowe. a jednak czasami się zdarza. patrzysz w oczy. opuszkami palców gładzisz rumiane policzki. mierzwisz włosy. poznajesz. smakujesz. czujesz. kochasz. i masz. masz to wszystko o co modliłeś się każdego dnia. o co błagałeś skamląc jak chory pies. stoi przed tobą. prawdziwe. twoje. nie musisz już odliczać. możesz się śmiać. oddychać pełną piersią. nie martwić się. żyć. i właśnie wtedy coś wkrada się pod kruche żebra i kuje wiotkie serce. szepcze do ucha złowrogie wróżby. przydusza. przygniata. i uciekasz. odchodzisz. porzucasz swoje największe szczęście na rzecz kolejnego odliczania. i znów boli. znów jesteś sam. ty i twoje paranoje. nic mniej. nic więcej.
martwię się bo tak bardzo nie potrafimy czerpać z tego, co się nam przytrafia. tak bardzo nie umiemy oddać się czemuś bez pamięci. bez zająknięcia. ważymy wciąż zyski i straty myśląc o przyszłości. a może warto być tu i teraz? może warto zaufać, dać się ponieść? może warto przestać odliczać? może.
i gdy tak o tym myślę:
bądźmy więc brzydcy. tu i teraz.
martwię się bo tak bardzo nie potrafimy czerpać z tego, co się nam przytrafia. tak bardzo nie umiemy oddać się czemuś bez pamięci. bez zająknięcia. ważymy wciąż zyski i straty myśląc o przyszłości. a może warto być tu i teraz? może warto zaufać, dać się ponieść? może warto przestać odliczać? może.
i gdy tak o tym myślę:
pluszowy królik zapytał: "co to znaczy być prawdziwym?"
i zapytał: "czy to boli?",
a koń odpowiedział: "czasami".
"czy to się dzieje w jednej chwili?"
"zajmuje dużo czasu".
"prawdziwy stajesz się wtedy,
gdy już wykochano z ciebie większość sierści.
gdy oczy wypadają i puszczają szwy.
ale to bez znaczenia,
bo jesteś prawdziwy.
brzydkim mogą cię nazwać tylko ci, którzy niczego nie pojmują".
bądźmy więc brzydcy. tu i teraz.
środa, 11 grudnia 2013
i właśnie w takie dni brakuje mi najbardziej. w takie dni, kiedy wszystko idzie nie tak. kiedy do łez doprowadzają najdrobniejsze trudności. kiedy czuję się nijaka, bezradna i słaba. niepotrzebna. właśnie w takie dni tęsknię. za ramionami. palcami. wargami. cichym, kojącym szeptem i galopującym sercem. pogubiłam się. niczego już nie wiem. ale to nie nowość. i albo wezmę się w garść. albo przepadnę. jak kamień w wodę. jak Ty. a przecież nie tak miało być. prawda?
wstanę jutro wcześniej. wypije gorącą herbatę. założę szalik i pójdę na spacer. i może wszystko się jakoś ułoży.
niedziela, 17 listopada 2013
zmienia się wszystko. czas przelewa mi się przez zmarznięte palce. obce historie biegną wciąż przed siebie. gdzieś w kącie do męskiego torsu tuli się drobna kobieta. a ja stoję. patrzę. słucham. zmarznięta. samotna. wciąż bez historii. bez zmian. bez Ciebie. boje się, że nie istniejesz. że czekam na próżno. nie zjawisz się. i zostanę. tu. i nigdzie indziej. i z niczym. i z nikim. wyblakła. pomijana. samotna.
czwartek, 3 października 2013
too much.
nie wiem co chcę powiedzieć. a raczej chcę powiedzieć tak wiele, że nie wiem od czego zacząć. kłębią mi się w głowie myśli. tłamszą, odbijają od ścian podświadomości. cisną się na usta - jedna za drugą. brak wytchnienia, brak ciszy. spokoju także brak. nie ma sekundy, chwili oddechu. wkradają się nawet w krótkie ułamki mrugnięcia powiek. plączą się między zroszonymi rzęsami. nieprzyjemnie łaskoczą w nosie. na moment grzęzną w gardle, cofają się, zatruwają wnętrzności. siedzę z nimi przygaszona. otulam się kocem w uwikłane wzory. i marznę. i drżę. nie wiem na co czekam i na co liczę. pogubiłam się, robię głupstwa, udaje. niekompletna. niezdecydowana. niewierząca. nieistotna.
z dnia na dzień coraz mniej wierze w szczęśliwe zakończenia. nie zaciskam kciuków, nie spluwam na szczęście. po prostu
kupię w tym roku kolejne rękawiczki.
z dnia na dzień coraz mniej wierze w szczęśliwe zakończenia. nie zaciskam kciuków, nie spluwam na szczęście. po prostu
kupię w tym roku kolejne rękawiczki.
wtorek, 24 września 2013
ludzie znikają z naszego życia. są, a następnego dnia nie pamiętamy kim byli. i wciąż o tym słychać. w kawiarniach, na parkowych ławkach, w słuchawkach telefonów. gdzie nie przystawisz ucha - tam czyjeś życie staje się uboższe o jakiegoś człowieka. dlaczego? bo nie smakował tak jak powinien? bo przyprawiał nas o mdłości i nieustające bóle? i co to w ogóle znaczy? można tak po prostu wymazać kogoś z życiorysu? tak zwyczajnie zatrzeć wszelkie ślady jego obecności? wykasować miękkie pocałunki, objęte poranki, szczere uśmiechy i kontrafałdy przyspieszonych oddechów? było - nie ma. głowa staje się lżejsza. serce zdrowsze o jedną nieszczęśliwą miłość. usta uboższe o kilka pocałunków. nic nie drapie pod cienką skórą, nie uwiera pod żebrami. sumienie śpi spokojnie pod białym sufitem. tak to działa?
a co jeśli spotkasz swojego wymazanego przyjaciela w kawiarni, spojrzysz na niego, i nie pamiętając kim jest, wpuścisz go na nowo do swojego świata? czy to co zagrzebałaś pod grubą warstwą brunatnej ziemi wykiełkuje ponownie? w tej samej czy innej postaci? będziecie żyli długo i szczęśliwie czy kolejny raz uschniecie banalnie w kącie społeczeństwa?
czy można tak po prostu zapomnieć?
strułam się, ale nie zapomniałam. i długo jeszcze nie zapomnę. gdzieś pod żebrami schowałam nadzieje, że nie zostałam wykasowana. jak krwisty as w wąskim rękawie dodaje mi otuchy i odwagi. czekam tylko na odpowiedni moment. nie wiem czy to będzie dobre i zdrowe. i nie wiem czy znów nie zakrztuszę się uczuciami. ale jedno jest pewne: czym się strułeś - tym się lecz.
a co jeśli spotkasz swojego wymazanego przyjaciela w kawiarni, spojrzysz na niego, i nie pamiętając kim jest, wpuścisz go na nowo do swojego świata? czy to co zagrzebałaś pod grubą warstwą brunatnej ziemi wykiełkuje ponownie? w tej samej czy innej postaci? będziecie żyli długo i szczęśliwie czy kolejny raz uschniecie banalnie w kącie społeczeństwa?
czy można tak po prostu zapomnieć?
strułam się, ale nie zapomniałam. i długo jeszcze nie zapomnę. gdzieś pod żebrami schowałam nadzieje, że nie zostałam wykasowana. jak krwisty as w wąskim rękawie dodaje mi otuchy i odwagi. czekam tylko na odpowiedni moment. nie wiem czy to będzie dobre i zdrowe. i nie wiem czy znów nie zakrztuszę się uczuciami. ale jedno jest pewne: czym się strułeś - tym się lecz.
sobota, 21 września 2013
odeszłam. odwróciłam głowę, podniosłam brodę i zostawiłam Cię za sobą. bolało. dusiło. paliło. ale pozostawałam silna. nieobjęte ciało zapomniało silnych dłoni i ciężka głowa uwolniła się od gorzkich sentymentów. mruczałam. jeszcze niegłośno. jeszcze niepewnie. otworzyły sie oczy. w żyłach łaskotała nadzieja. i jeden wieczór. przyszedłeś. dotknąłeś. spojrzałeś. byłeś. broniłam się. izolowałam. uciekałam i chowałam się pod osłoną zmroku. a Ty szedłeś tylko obok. deszcz otulał Twoje silne ciało. i pachniałeś tak oszałamiająco, że znów nie mogę spać. dlaczego nie znikniesz K?
straciłam moja kocią miłość. już nie mruczę. przestałam płakać po trzech dniach.
i znów uczucia zapierają mi dech w piersiach.
i znów uczucia zapierają mi dech w piersiach.
czwartek, 5 września 2013
uzależniona od spracowanych dłoni. silnych ramion. sprężystych warg. dobrego spojrzenia. wycofanej osobowości. szczerego śmiechu. przechodzę na odwyk. na detoks. na własne życzenie. z piekła do piekła. pozbawiam się wszystkiego. każdej uciechy. mniejszej. większej. każdego koszmaru i zgrzytu. nie ma nic. pustka. eter. jak sierota w ciemnym lesie. i ani mi dobrze, ani błogo. wciąż boli. wciąż chcę. wciąż myślę. wciąż.
przybądź. przy-bądź. na-bądź. pod-bądź. obok. bądź. i ratuj mnie. usycham.
nie dociera. czuję się głupsza niż dotychczas. nic nie rozumiem.
środa, 21 sierpnia 2013
bezmyślnie odbijamy się od ciemnych sztachet strachu i niepewności. dwie zaspane ćmy. przenosimy się w czasoprzestrzeni. powoli. po cichu. brak jakiejkolwiek konsekwencji. niezależnie. nie. zależnie. światło żarówki pulsuje permanentnie dając o sobie znać. i bije z niego ciepło. ukojenie. rozgrzeszenie. potrzebne na już. na gwałt. na wieczny odpoczynek. i moglibyśmy. tak bardzo. tak bezwstydnie. tak po prostu. chcesz?
i sama już nie wiem. ale myślę. tęsknię. potrzebuję. jakkolwiek.
i sama już nie wiem. ale myślę. tęsknię. potrzebuję. jakkolwiek.
środa, 14 sierpnia 2013
i kiedy wydaje mi się, że odszedłeś, że schowałam Cię najgłębiej jak tylko mogłam, że nie grasz już pierwszych skrzypiec - wracasz. na pozór niegroźnie. na pozór. i znów dręczy mnie poczucie winy. i znów depcze mi po piętach myśl, że z Tobą byłoby cieplej. i znów boje się, że już nic nie wróci. przyjdź. bądź. kochaj? jeszcze raz. ostatni. do końca. proszę.
wrócił M. niespodziewanie. jestem przeklęta.
wrócił M. niespodziewanie. jestem przeklęta.
niedziela, 14 lipca 2013
środa, 12 czerwca 2013
chciałabym.
bezszelestnie przemykam pod nogami. niezauważalnie prześlizguje się pomiędzy. nie widać mnie. nie słychać. a jestem. po cichu. po wielkiemu cichu. na miarę Turnaua. mam supermoc. jestem niewidzialna. ludzie widzą przez ściany, czytają w myślach, lewitują. a ja jestem, choć mnie nie ma. a może i odwrotnie. już nieważne. nie, ważne. i chciałabym być. zaistnieć. w oczach, w uszach, w głowach. w sercu. i chciałabym tonąć w bezkresnych źrenicach. trzymać za dłonie. szeptać na dobranoc. całować miękkie wargi. opierać się i dawać oparcie. mierzwić włosy. słuchać. mówić. kochać. wierzyć. czuć. chciałabym.
naprawdę.
czwartek, 30 maja 2013
przychodzi taki dzień, kiedy dostrzegasz całe zło wokół Ciebie. wszystko robi się szare i smutne. nie ma już ciepłych ludzi i szczerych uśmiechów. osoby, które nazywałeś przyjaciółmi stają się coraz bardziej obce i zdystansowane. a wszelkie próby przywrócenia tego nieogarniętego burdelu w ryzy kończą się katastrofą. i rzucasz to wszystko do stu diabłów. i kładziesz chude kości na miękkiej kanapie. i toniesz pod fałdami ciepłego koca. i zasypiasz z nadzieją, że jutro będzie lepiej. pamiętaj. naiwność nie jest karalna. ale boli. cholernie boli.
możecie mi powiedzieć, że jestem niezrównoważona psychicznie i mam wahania nastrojów. być może to prawda. albo po prostu powoli dociera do mnie jak bardzo się myliłam.
możecie mi powiedzieć, że jestem niezrównoważona psychicznie i mam wahania nastrojów. być może to prawda. albo po prostu powoli dociera do mnie jak bardzo się myliłam.
piątek, 24 maja 2013
bardzo moje. w każdym calu moje. w całej swojej niedoskonałości - moje.
nie zdawałam sobie sprawy jak wiele mam. zapomniałam o ludziach, którzy są obok. zapomniałam o tym co mnie pobudza, napełnia ciepłem, popycha do działania. przestałam szukać inspiracji. dałam się wciągnąć makabrycznym scenariuszom. tak bardzo skupiłam się na odgrywaniu roli bohatera romantycznego, że patrzyłam na świat przez ciężką kurtynę bólu, która rosła. z każdą sekundą, z każdym oddechem, z każdym mrugnięciem i uderzeniem serca. przez długi czas miałam w sobie lodową bryłę. i nagle topnieję. odmarzam. zbawienny odwilż penetruje mi ciało. wiotczeją mięśnie. rozszerzają źrenice. rozsznurowują usta. i w końcu spokój. i w końcu cisza. i w końcu przebaczenie. rozgrzeszenie. amen.
wtorek, 14 maja 2013
potrzebuję. już. teraz. natychmiast. lato. słońce gładzi mnie po zmęczonych policzkach. kostnieje. stałam się nosicielem lodowej góry. nie mogę oddychać. daj mi ramiona. palce. usta. obejmij. szepcz. i pozwól mi topnieć. bądź. wróć. codzienny dom z drewnianego bólu. długo jeszcze?
miłość przygarnę od zaraz.
miłość przygarnę od zaraz.
środa, 17 kwietnia 2013
i choćbym wyrzucała Cię jak kamień w wodę - wracasz. permanentnie pojawiasz się w mojej historii. niczym fatum, niechciane nieszczęście, przekleństwo. zamieram na chwilę. zamykam powieki. pozwalam sobie pamiętać. są. wyrzuty sumienia, poczucie winy. przewracają się w żołądku. szaleją w głowie. szklą oczy. wbijają paznokcie w zmarznięte ciało. zdarzyłeś mi się w nieodpowiednim momencie. nie byłam gotowa. nie rozumiałam. zaszyłam Cię pod sercem. będziesz. z tym, czy z tamtym. zawsze. wybacz. wszystkiego najlepszego.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
niedziela, 31 marca 2013
sto lat.
kiedy byłam mała, mama zawsze powtarzała mi, że wszystko będzie zrozumiałe kiedy dorosnę. ufnie, pokornie kiwałam loczatą jeszcze główką, wkładałam za duże szpilki, chwytałam wózek i biegałam za czarno-białym kotem po całym ogrodzie. stroiłam się w kolorowe sukienki i urządzałam bale dla pluszowych niedźwiedzi. siadałam na mocnych kolanach taty i czułam się najszczęśliwsza na ziemi. beztrosko. ciepło. błogo.
i dorosłam. 20 lat - brzmi dumnie. już nie 'naście' i Bogu dzięki, że jeszcze nie 'dzieści'. dorosłam, może spoważniałam. ale poza tym niewiele się zmieniło. szpilki nadal spadają mi z małych stóp. kot wciąż leniwie wyleguje się w promieniach słońca. a tata nadal jest najważniejszym mężczyzną w moim życiu. i tak samo jak 15 lat temu niczego nie rozumiem. nie potrafię odnaleźć sensu w tym, że ludzie przychodzą, zmieniają nasze życie i brutalnie z niego znikają. nie wiem dlaczego popełniam błędy prowadzące do wyrzutów sumienia i przepłakanych nocy. nie jestem ani mądrzejsza, ani mniej naiwna. rozczarowuje mnie życie. gram nie rozumiejąc zasad. potykam się. czasem upadam. a czasem wywracam innych. kocham, nie wiedząc, że kocham. odchodzę, ale chcę wrócić. i niby wszystko ma jakiś sens. niesie jakąś naukę. a ja wciąż nie dorosłam jeszcze na tyle, żeby to zrozumieć. czyżby wszystko za kolejne 20 lat?
i w całym tym szaleństwie i obłędzie są ludzie. ludzie, którzy przyszli i nie odchodzą. trzymają mnie za ręce. stawiają na nogi. kochają i pozwalają się kochać. i tak przez 20 lat. największy powód do radości w tym całym ambarasie.
***
20 urodziny to czas na refleksje. kończy się pewien etap i zmienia postrzeganie rzeczywistości. nie jestem zgorzkniała, zepsuta i zimna. absolutnie nie! boli mnie tylko zawiłość tego świata.a dotarło to do mnie właśnie dziś - w dniu urodzin.
i dorosłam. 20 lat - brzmi dumnie. już nie 'naście' i Bogu dzięki, że jeszcze nie 'dzieści'. dorosłam, może spoważniałam. ale poza tym niewiele się zmieniło. szpilki nadal spadają mi z małych stóp. kot wciąż leniwie wyleguje się w promieniach słońca. a tata nadal jest najważniejszym mężczyzną w moim życiu. i tak samo jak 15 lat temu niczego nie rozumiem. nie potrafię odnaleźć sensu w tym, że ludzie przychodzą, zmieniają nasze życie i brutalnie z niego znikają. nie wiem dlaczego popełniam błędy prowadzące do wyrzutów sumienia i przepłakanych nocy. nie jestem ani mądrzejsza, ani mniej naiwna. rozczarowuje mnie życie. gram nie rozumiejąc zasad. potykam się. czasem upadam. a czasem wywracam innych. kocham, nie wiedząc, że kocham. odchodzę, ale chcę wrócić. i niby wszystko ma jakiś sens. niesie jakąś naukę. a ja wciąż nie dorosłam jeszcze na tyle, żeby to zrozumieć. czyżby wszystko za kolejne 20 lat?
i w całym tym szaleństwie i obłędzie są ludzie. ludzie, którzy przyszli i nie odchodzą. trzymają mnie za ręce. stawiają na nogi. kochają i pozwalają się kochać. i tak przez 20 lat. największy powód do radości w tym całym ambarasie.
***
20 urodziny to czas na refleksje. kończy się pewien etap i zmienia postrzeganie rzeczywistości. nie jestem zgorzkniała, zepsuta i zimna. absolutnie nie! boli mnie tylko zawiłość tego świata.a dotarło to do mnie właśnie dziś - w dniu urodzin.
sobota, 23 marca 2013
chciałabym okłamać Ciebie i siebie. chciałabym wmówić nam, że mamy szanse. że wszystko się ułoży. że zapomniałam, a Jego już nie ma. naprawdę bym chciała. ale nie potrafię. bo On wciąż jest. wciąż paraliżuje zmysły. wciąż przysparza o palpitacje. wciąż drapie pod skórą. ogłupia. popycha do szaleństwa. i cudem sznuruje usta, żeby nie wykrzyczeć Mu w twarz, jak bardzo Go pragnę.
nie jestem dobrym kłamcą. musisz mi wybaczyć.
i wrócił M. na chwilkę, przelotnie. i znowu poczułam, że jeszcze gdzieś, i że jeszcze kiedyś.
poligamia szerzy mi się w żyłach.
czwartek, 21 marca 2013
jest.
stało się. coś niesamowitego, subtelnego gładzi rumiane policzki. rzuca się w oczy. łapie za dłonie. wplątuje we włosy cichy szept. i jest. ciepłe, pełne życia, nieśmiałe. tętniące nadzieją. staję w jego obliczu i nie wiem. zwyczajnie nie wiem. głowę wypełnia mi pustka, wszelkie mądrości uleciały w eter i czuję się głupsza niż zazwyczaj. miotam się. waham. pomrukuję, by się za to karcić. wypada? nie wypada?
wyjścia są dwa. mogę dalej zatapiać się w rozpaczy rozciągniętych swetrów i przesłodzonej herbaty, zamykając się na świat. zamknąć oczy, zobojętnieć i więdnąć. ale mogę też zaryzykować. dać się poprowadzić. wziąć wszystko bez zbędnych pytań. bez rozważania za i przeciw. bo może to jedyna taka szansa? może niedoceniona przejdzie trzepocząc rzęsami przed moim zbyt dużym nosem i już więcej nie wróci. może to właśnie TO na co czekałam, do czego niedojrzale wzdychałam. kto nie ryzykuje ten nie ma, prawda? i tylko boję się, że będzie to kolejne kłamstwo w mojej kartotece. kolejne złamane serce na koncie. kolejna przepłakana historia nieszczęśliwych. tylko się boję.
wyjścia są dwa. mogę dalej zatapiać się w rozpaczy rozciągniętych swetrów i przesłodzonej herbaty, zamykając się na świat. zamknąć oczy, zobojętnieć i więdnąć. ale mogę też zaryzykować. dać się poprowadzić. wziąć wszystko bez zbędnych pytań. bez rozważania za i przeciw. bo może to jedyna taka szansa? może niedoceniona przejdzie trzepocząc rzęsami przed moim zbyt dużym nosem i już więcej nie wróci. może to właśnie TO na co czekałam, do czego niedojrzale wzdychałam. kto nie ryzykuje ten nie ma, prawda? i tylko boję się, że będzie to kolejne kłamstwo w mojej kartotece. kolejne złamane serce na koncie. kolejna przepłakana historia nieszczęśliwych. tylko się boję.
niedziela, 10 marca 2013
i nagle dostrzegam wszystkie złe rzeczy, które dotychczas chowałeś pod silnymi ramionami. z miękkich warg ulatują grzechy. ciężkie i lekkie. ciepło uleciało w eter i pokryłeś się skazą. błękit tęczówek zmętniał i przygasł. straciłeś świętość. prysnął czar, pękła mydlana bańka. ale wcale nie mówię, że już nie lubię na Ciebie patrzeć.
nie łudzę się, że będzie lepiej. nie skomlę. nie wyję. nie zaciskam powiek. nie sznuruję warg. daję ujście wszelkim emocjom. i boli. będzie bolało. ale nie ma powodów do paniki. do rozpaczy. jestem, tu i teraz, i wszystko przede mną. zamykam się w swoich czterech ścianach z mruczącym kotem u boku. dobrze mi. możesz odejść.
nie łudzę się, że będzie lepiej. nie skomlę. nie wyję. nie zaciskam powiek. nie sznuruję warg. daję ujście wszelkim emocjom. i boli. będzie bolało. ale nie ma powodów do paniki. do rozpaczy. jestem, tu i teraz, i wszystko przede mną. zamykam się w swoich czterech ścianach z mruczącym kotem u boku. dobrze mi. możesz odejść.
wtorek, 26 lutego 2013
odmarzam. topię się. odwilż. wracam do człowieczeństwa. szklą się oczy. drżą wargi. obojętność ulatuje w eter. czuje. doświadczam. i boli. znowu boli. wszystko boli. boli wszędzie. daj mi garść miłości. daj ciepłe ramiona. miękkie wargi. dotknij. obejmij. bądź. i nie bój się. możemy. uwierz.
nauczyłam się mówić o uczuciach. jeszcze nie dosłownie, jeszcze nie bezpośrednio. ale potrafię.
odstrasza mnie fakt, że niczego to nie ułatwia. przeciwnie. poddać się czy walczyć?
środa, 20 lutego 2013
nie potrafię zwątpić. brak nadziei dogorywa w ciemnym kącie. a ja wciąż wierzę, że nie wszystko stracone. uśmiecham się szeroko, eksponując zęby. śmieje się w głos, iskrzą się tęczówki. i jestem tu. a Ty jesteś obok. nie mój. ale też nie jej. niczyj. pewnego dnia pozwolę, żeby alkohol opętał nasze umysły. pozwolę nam kierować się instynktem. pozwolę aby runęły najcięższe ściany. daj mi szansę.
środa, 13 lutego 2013
determinacja i chęć walki kują uparcie pulsujące serce. przesiąkają do żył i trują krew. docierają do mózgu tworząc absurdalne wizje. powstrzymuje je. z całych sił walczę. zaciskam pięści, zagryzam wargi. do krwi, do bólu, do końca. modlę się o cierpliwość i pokorę. krwawiącym sumieniem obracam paciorki różańca. i Bogu dzięki, że jutro popielec. że jutro zbawienie. że jutro o dzień mniej. że coraz bliżej. że dowiem się jak grząski grunt mam pod stopami.
i boję się, że uciekniesz. spłoszony, zrażony, na wpółżywy.
a chciałabym tylko usłyszeć, że się mylę.
i boję się, że uciekniesz. spłoszony, zrażony, na wpółżywy.
a chciałabym tylko usłyszeć, że się mylę.
piątek, 1 lutego 2013
oddycham Tobą niepewnie. i wciąż nieczęsto. między palcami obracam Twój uśmiech. zatapiam rumiany policzek w ciepłych ramionach. doświadczam dreszczy. nie są to dreszcze wywołane niską temperatura, ani też zimowym wiatrem. emocjonalne dreszcze penetrują mi ciało i umysł. wchłaniam Cię każda komórką. kapilarami przepływasz do wiotkiego serca. i jesteś. czuję Cię. chce Cię. sprzedam duszę za garść szczęścia i namiętności. nie uciekajmy.
wtorek, 22 stycznia 2013
nie da się po prostu być. nie można nie myśleć, nie martwić się, nie wybuchać emocjami. życie kotłuje się pod skóra nieustannie, powodując coraz to bardziej absurdalne komplikacje. i nawet gdy siedzisz wygodnie na miękkiej kanapie, a głowę masz czystą i lekką, to wiedz, że w środku, dokładnie pod żebrami, toczy się właśnie bój. zacięta walka trwa, pożera ofiary, przelewa krew. a to czy wyjdziesz z opresji cało i bez szwanku zależy wyłącznie od Ciebie.
strach zamieszkał pod moim dachem. powlekłam mu kołdrę, podarowałam piżamę i zaparzyłam herbatę. może ma tylko wielkie oczy?
strach zamieszkał pod moim dachem. powlekłam mu kołdrę, podarowałam piżamę i zaparzyłam herbatę. może ma tylko wielkie oczy?
sobota, 12 stycznia 2013
?
coraz cięższą głowę dźwigam na drżących barkach, zaciskając wciąż posiniałe usta. przytłacza mnie niemoc. przytłacza mnie rzeczywistość. śmieje się dużo, a w środku marznę i kurczą mi się mięśnie. nie płaczę, bo nie wypada, ale to nie znaczy, że nie mam ochoty. jestem słaba. chwieję się, świat nieznośnie kręci mi się przed oczami, świadomość ulatuje w eter. i tylko w Twoich ramionach czuje ciepło. dlatego tak często w nich tonę. i boje się. boje, bo nigdy mnie nie odtrącasz. pozwalasz mi się zapominać. a momentami zapominasz się razem ze mną. cisza przed burzą?
wtorek, 1 stycznia 2013
2013
kolejny rok łaskocze mnie po łydkach. skończył się jeden z rozdziałów. nie potrafię ocenić czy był dobry, czy też zły. po prostu był, a ja byłam w nim. koegzystencja idealna. teraz staje w obliczu nowych szans. nie wiem czy jestem mądrzejsza, dojrzalsza i mniej naiwna. nie wiem czy uda mi się stracić na wadze, zdecydować się na odważną fryzurę i czy będę kochać się na białym fortepianie. niepewna jest także ilość błędów jakie popełnię w nowym roku. a popełnię na pewno, bo przecież inaczej się nie da. nie mam nawet pewności czy nie umrę z miłości. wiem jedynie, że nieustannie idę do przodu. wszystko wokół mnie się zmienia. być może ludzie pozostają Ci sami, ale relacje ewoluują. przekształcają się i zaskakują. i nigdy nie wiadomo co nowego wniosą w nasze życie. a zmiany są dobre, każde. będę je akceptować z pokorą i walczyć tylko wówczas, gdy gra będzie toczyła się o życie. moje, Twojej, jej czy jego. nie ważne. i będę cierpliwa. skażone szukanie kogoś, kto podwaja świat odstawię za szklaną szybkę. pozwolę sobie odetchnąć. i wciąż będę piegowatą, analogową sentymentalistką ze starą duszą i nieprzyzwoitym rumieńcem na policzkach.
a postanowienia? tylko jedno - nie dać się zwariować. na wszystko przecież przyjdzie czas.
a postanowienia? tylko jedno - nie dać się zwariować. na wszystko przecież przyjdzie czas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)