wszystko na wyciągnięcie ręki, bliżej niż dotychczas. może bliżej niż kiedykolwiek? korciło. wierciło dziurę w brzuchu. w umyśle również. szeptało nieprzyzwoitości do naiwnego ucha. szarpałam się z ustami, które wyprzedzały myśli. o włos, o krok od błędu. i wygrałam. wygrałam spokój. nie znany dotąd spokój. jakby nie było się czego bać. jakby wszystko się uspokoiło. cisza po burzy. jakbym oddała się w bezpieczne ręce. silne dłonie, które nigdy nie pozwolą mi upaść. cud czy przekleństwo? nie wiem. ale niech trwa. niech trwa jak najdłużej.
sobota, 28 stycznia 2012
niedziela, 22 stycznia 2012
kolorowe kreskówki - wspomnienie z dzieciństwa. animowana miłość, naszkicowane pocałunki. pamiętam jak kochałam się w komediach romantycznych. wzdychałam wprost w szklane oko czarnej skrzynki. naiwność wylewała się ze mnie hektolitrami. i dobrze żyło mi się w tej powodzi. do czasu, aż pojawiłeś się pewnej zimy. przebiegunowane myśli pędziły przed siebie jak oszalałe. pod prąd, z prądem. i znów pod. nieprzerwanie, zmiennie. zachłysnęłam się uczuciem. i nagle dorosłam.
dorosłam i nie wierzę już w miłość.
przeraża mnie taka rzeczywistość.
zrób c o ś.
czekam.
dorosłam i nie wierzę już w miłość.
przeraża mnie taka rzeczywistość.
zrób c o ś.
czekam.
środa, 11 stycznia 2012
naprawdę nie potrzebuję Twojej miłości. nie pragnę zapewnień. mogę żyć bez pocałunków i czułych słów. daj mi tylko garść uwagi, kilka ciepłych spojrzeń. pozwól upaść w silne ramiona. poświeć chwilę i posłuchaj moich historii. bądź ze mną tak jak byłeś dotychczas. tylko tyle.
pomimo tego kim się stałeś dalej nie potrafię zapomnieć. i wciąż walczę. nie umiem się poddać.
to bolesne gdy poznanie prawdy o przeszłości zmienia teraźniejszość.
pomimo tego kim się stałeś dalej nie potrafię zapomnieć. i wciąż walczę. nie umiem się poddać.
to bolesne gdy poznanie prawdy o przeszłości zmienia teraźniejszość.
piątek, 6 stycznia 2012
I lose my mind
zgubiłam się. nie wiem gdzie jestem. nie potrafię określić współrzędnych geograficznych kruchego serca. idę wąskimi uliczkami. zakręty nieznośnie mnożą się pod małymi stopami. i co dalej? prawo? lewo? wciąż przed siebie? on czy ona? osobno? razem? nic. po prostu się snuję. wciąż bez celu. twarze wyskakują zza rogu i wykrzywiają z prostacką ironią krzywe usta. uśmiecham się dla świętego spokoju. zanurzam się w brukowanych kostkach. coraz więcej dziur. coraz mniej miejsca. mniej powietrza. mniej życia. i ciemno. zapada zmrok. noc. ciemność. cisza. zapalam świeczkę.
nie ufam ostatnio swoim instynktom. zawodzą mnie zmysły i palpitacje serca. zawodzi mnie umysł.
a Ty? ufasz mi jeszcze?
nie ufam ostatnio swoim instynktom. zawodzą mnie zmysły i palpitacje serca. zawodzi mnie umysł.
a Ty? ufasz mi jeszcze?
wtorek, 3 stycznia 2012
pamiętam dzień, w którym zobaczyłam Cię przez judasz. stałeś trochę niepewnie, lekko zgarbiony. bezmyślnie pocierałeś dłonie. było niezwykle ciepło. pachniało kawą. i mnóstwo niepotrzebnych ludzi stało obok. tamtego dnia wpuściłam Cię do środka. nie wiedziałam czego chcesz i jak długo zostaniesz. ale otworzyłam Ci drzwi. wszedłeś. nie mówiłeś dużo. nie zdjąłeś kurtki. po prostu stałeś w przedpokoju. alogicznie złożone sylaby odbijały się od ścian. oblałeś moje policzki czekoladowym spojrzeniem i wyszedłeś. pojawiałeś się regularnie. pewnego dnia zdjąłeś buty. kolejnego na wieszaku zawisła kurtka. w końcu wszedłeś do kuchni i poprosiłeś o herbatę. sylaby w niewyjaśnionych okolicznościach zaczęły układać się w spójną całość. od tamtej pory spędzałeś u mnie każdy wieczór. w końcu uciekliśmy. na moment. na chwilę. na koniec świata. na miłość i na nie-miłość. na nieszczęście... sufit runął nam na głowy.
i nie było Cię. blakłeś. znikałeś. odszedłeś.
otworzyłam Ci wszystkie możliwe drzwi i czekam. rozczarowanie staje w progu i cynicznie wykrzywia skrwawione wargi.
nie lubię gdy tak nieznośnie Cię nie ma.
i nie było Cię. blakłeś. znikałeś. odszedłeś.
otworzyłam Ci wszystkie możliwe drzwi i czekam. rozczarowanie staje w progu i cynicznie wykrzywia skrwawione wargi.
nie lubię gdy tak nieznośnie Cię nie ma.
... na szczęście: czuje, że wracasz.
nowy rok, czyste sumienie, nowe możliwości i plany. nie zamierzam być milsza, mniej naiwna, bardziej odważna. pozostanę sobą. sezonowo piegowatym korybutem z głową nie-na-karku. z kieszeniami wypchanymi optymizmem. z przygryzionymi wargami i nieczytelnymi tęczówkami.
a sobie i wszystkim, którzy boją się ciemności życzę szczypty szczęścia i ciepła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)