poniedziałek, 18 czerwca 2012

miasto we mgle ginące.

zamieszkałam tam. zostawiłam wszystkie swoje rzeczy. serce zawieszone na drewnianym haku. rozum niedbale, wręcz wyzywająco rzucony na niepościelone łóżko. spalone walizki i stare obrazy. zapomniany już uśmiech, zalotnie wykrzywiający usta na ciepłej pościeli. bursztyny w ponownej konfrontacji z niewinnym słońcem. pudrowa broń złożona pokojowo w arsenale. 
zamieszkałam tam. miasto moje, w tobie moje niepokoje. od świtu do nocy. zapętla się koło strachu i niepewności. czułeś to kiedyś? to samo, a może coś podobnego? nie słychać przecież galopującego serca. policzki śpią spokojnie. bez wartkich strumieni. zmysły są lżejsze niż zazwyczaj. tylko umysł dawno tak nie szalał. ale to nie to. i nie tamto. nikt nie wie co. i ty też nie wiesz. nie wiem. nie wiedzą.
szpital psychiatryczny - wynajmę od zaraz. w głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki. zawijam się w dywan. moja dusza mruczy. mrrr. 

wtorek, 12 czerwca 2012

co?

wariuję. tracę zmysły. upadam. coraz niżej. marszczę zatroskane czoło i nerwowo przymykam oczy. z rezygnacją zagryzam karykaturalne usta. wbijam jasne paznokcie w nieopaloną skórę. z bezsilności. z bezradności. gasnę. znikam. i strach depcze mi po piętach. głowa pełna obaw. i sfatygowane serce.
boje się. jak nigdy. i wszyscy wiemy, że to niezdrowe. nieodpowiednie. niewłaściwe. niedozwolone. nieprzyzwoite. niemoralne.




(kolejna przerwa od 'smutku'. nie mogę zebrać myśli)

poniedziałek, 4 czerwca 2012

5 oblicz smutku.

III
negocjacje


odchodzisz? nie możesz! chwytasz go za rękę. wyrywa się, brnie w lodowate zaspy. zaciskasz palce na chudym przegubie. dwa serca, jeden puls - jeszcze przez moment, chociaż przez chwile, przez mgnienie oka. szarpie się. puszczasz. musi wrócić. za tydzień. może dwa. nie więcej niż miesiąc. wróci. rozumiesz, to chwilowa słabość. rutyna popycha go w okrutny bieg wydarzeń. ale przecież wcale nie chce tak żyć. było mu dobrze. tu. z Tobą. bez niego. bez niej. pół roku? zgadzasz się. niech będzie pół roku, ale ani dnia dłużej. i później już tylko ja wypływa twardo, choć niespokojnie spod strun głosowych. miłość? nie, to nie miłość. może przyjaźń, może fizyczność. ale miłości tam nie ma. nie może być, słyszysz? 
rok? 
...
trochę w lewo, trochę w prawo. szamoczesz się. próbujesz uzyskać najlepszą z możliwych ofert. prowadzisz rozmowy. akceptujesz i negujesz warunki. traktujesz życie jak chwilowy biznes. wszystko by dobić targu z bezwzględnym losem. gubisz się we własnych żądaniach, desperacja przysłania cel. wyzbyłeś się godności i stojąc na przegranej już pozycji skamlesz jak pies, którego właścicielem jest trup na okurzonej sofie.
skończ. przestań. to koniec. przegrałeś. możesz odejść...