sobota, 23 marca 2013

chciałabym okłamać Ciebie i siebie. chciałabym wmówić nam, że mamy szanse. że wszystko się ułoży. że zapomniałam, a Jego już nie ma. naprawdę bym chciała. ale nie potrafię. bo On wciąż jest. wciąż paraliżuje zmysły. wciąż przysparza o palpitacje. wciąż drapie pod skórą. ogłupia. popycha do szaleństwa. i cudem sznuruje usta, żeby nie wykrzyczeć Mu w twarz, jak bardzo Go pragnę. 
nie jestem dobrym kłamcą. musisz mi wybaczyć.


i wrócił M. na chwilkę, przelotnie. i znowu poczułam, że jeszcze gdzieś, i że jeszcze kiedyś.
poligamia szerzy mi się w żyłach.

czwartek, 21 marca 2013

jest.

stało się. coś niesamowitego, subtelnego gładzi rumiane policzki. rzuca się w oczy. łapie za dłonie. wplątuje we włosy cichy szept. i jest. ciepłe, pełne życia, nieśmiałe. tętniące nadzieją. staję w jego obliczu i nie wiem. zwyczajnie nie wiem. głowę wypełnia mi pustka, wszelkie mądrości uleciały w eter i czuję się głupsza niż zazwyczaj. miotam się. waham. pomrukuję, by się za to karcić. wypada? nie wypada? 
wyjścia są dwa. mogę dalej zatapiać się w rozpaczy rozciągniętych swetrów i przesłodzonej herbaty, zamykając się na świat. zamknąć oczy, zobojętnieć i więdnąć. ale mogę też zaryzykować. dać się poprowadzić. wziąć wszystko bez zbędnych pytań. bez rozważania za i przeciw. bo może to jedyna taka szansa? może niedoceniona przejdzie trzepocząc rzęsami przed moim zbyt dużym nosem i już więcej nie wróci. może to właśnie TO na co czekałam, do czego niedojrzale wzdychałam. kto nie ryzykuje ten nie ma, prawda? i tylko boję się, że będzie to kolejne kłamstwo w mojej kartotece. kolejne złamane serce na koncie. kolejna przepłakana historia nieszczęśliwych. tylko się boję.

niedziela, 10 marca 2013

i nagle dostrzegam wszystkie złe rzeczy, które dotychczas chowałeś pod silnymi ramionami. z miękkich warg ulatują grzechy. ciężkie i lekkie. ciepło uleciało w eter i pokryłeś się skazą. błękit tęczówek zmętniał i przygasł. straciłeś świętość. prysnął czar, pękła mydlana bańka. ale wcale nie mówię, że już nie lubię na Ciebie patrzeć.
nie łudzę się, że będzie lepiej. nie skomlę. nie wyję. nie zaciskam powiek. nie sznuruję warg. daję ujście wszelkim emocjom. i boli. będzie bolało. ale nie ma powodów do paniki. do rozpaczy. jestem, tu i teraz, i wszystko przede mną. zamykam się w swoich czterech ścianach z mruczącym kotem u boku. dobrze mi. możesz odejść.

wtorek, 26 lutego 2013

odmarzam. topię się. odwilż. wracam do człowieczeństwa. szklą się oczy. drżą wargi. obojętność ulatuje w eter. czuje. doświadczam. i boli. znowu boli. wszystko boli. boli wszędzie. daj mi garść miłości. daj ciepłe ramiona. miękkie wargi. dotknij. obejmij. bądź. i nie bój się. możemy. uwierz.


nauczyłam się mówić o uczuciach. jeszcze nie dosłownie, jeszcze nie bezpośrednio. ale potrafię. 
odstrasza mnie fakt, że niczego to nie ułatwia. przeciwnie. poddać się czy walczyć?

środa, 20 lutego 2013

nie potrafię zwątpić. brak nadziei dogorywa w ciemnym kącie. a ja wciąż wierzę, że nie wszystko stracone. uśmiecham się szeroko, eksponując zęby. śmieje się w głos, iskrzą się tęczówki. i jestem tu. a Ty jesteś obok. nie mój. ale też nie jej. niczyj. pewnego dnia pozwolę, żeby alkohol opętał nasze umysły. pozwolę nam kierować się instynktem. pozwolę aby runęły najcięższe ściany. daj mi szansę.