po raz kolejny przekonała się, że podświadomość lubi płatać figle. że cichym szeptem podpowiada co należy zrobić, tylko po to, żeby później móc śmiać się pełną piersią z naszej porażki. i wtedy nie wiadomo, czy lepiej udawać, że nic się nie stało, zatuszować potknięcie i iść dalej, choćby wbrew sobie. czy tupnąć ze złości nogą, chwycić wszystko za szmaty i ustawić tak, jak być powinno. no właśnie. a jak być powinno?
nie myślałam, że jedna noc, jedno głupie wydarzenie, kilka przyjemnych sytuacji i 4 poważne rozmowy tak zaburzą mój świat wewnętrzny. cieszę się, że to wszystko miało miejsce, co nie zmienia faktu, że czuję się potwornie i nie wiem co mam zrobić. kto powinien wyjść z tej walki zwycięsko? boję się. znów się boję. mimo, że stoje właśnie w bezpiecznym porcie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz