środa, 14 marca 2012

między kawą a herbatą.

7: 30. wychodzę przed dom. zimny, metalowy klucz ginie w wąskiej dziurce, tuż pod klamką. wiatr porywa luźne kosmyki i przelotnie muska rumiany policzek. od odjeżdżającego autobusu dzieli mnie minuta i dwadzieścia pięć sekund. mam więc dwadzieścia sekund na głęboki wdech. zamykam oczy, rozszerzam nozdrza, pozwalam gęsto pulsować klatce żeber. piętnaście sekund. wdycham senne jeszcze powietrze. krew szybciej opływa ciało. serce drży między płucami. i rozszerzają się przymknięte źrenice. każdą komórką ciała pochłaniam ledwo wyczuwalną wiosnę. dwanaście sekund. wracają obrazy, zapachy i smaki. wraca uśmiech, kilka rozmów. jedno łóżko, dwa rowery. osiem sekund. park, trawa, cień i słońce. lody w polewie truskawkowej. cztery sekundy. uśmiech i kojący, słodki zapach. dwie sekundy i dwie czekoladowe przepaście. sekunda... 


chowam klucze, otwieram bramkę. szuram myślami po szarym chodniku. 
zaczyna się kolejny dzień bez-wiosennego Ciebie. utknąłeś w wiecznej zaspie białego puchu i mianowałeś się męską Królową Śniegu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz