piątek, 19 listopada 2010

smak. SMAK!

zjadłabym Cię, gdybyś chociaż w połowie smakował tak jak oni. chociaż w połowie.

a wieczór był niezwykle udany. mam najwspanialszych przyjaciół na świecie!

sobota, 13 listopada 2010

mhm

po raz kolejny przekonała się, że podświadomość lubi płatać figle. że cichym szeptem podpowiada co należy zrobić, tylko po to, żeby później móc śmiać się pełną piersią z naszej porażki. i wtedy nie wiadomo, czy lepiej udawać, że nic się nie stało, zatuszować potknięcie i iść dalej, choćby wbrew sobie. czy tupnąć ze złości nogą, chwycić wszystko za szmaty i ustawić tak, jak być powinno. no właśnie. a jak być powinno?

nie myślałam, że jedna noc, jedno głupie wydarzenie, kilka przyjemnych sytuacji i 4 poważne rozmowy tak zaburzą mój świat wewnętrzny. cieszę się, że to wszystko miało miejsce, co nie zmienia faktu, że czuję się potwornie i nie wiem co mam zrobić. kto powinien wyjść z tej walki zwycięsko? boję się. znów się boję. mimo, że stoje właśnie w bezpiecznym porcie...

czwartek, 11 listopada 2010

czyżby?

otwierałam drzwi. nozdrza pulsowały gęsto, zachłannie pochłaniając ten specyficzny zapach - drewniana sklejka, metalowe struny i smyczkowe włosie. delikatnie stawiałam bose stopy na parkiecie. podchodziłam do niego, kładłam mu drżącą dłoń na talii. gładziłam delikatnie po smukłym gryfie. ostrożnie podnosiłam go z podłogi. siadałam wygodnie, obejmowałam go i długim, lakierowanym smyczkiem pieściłam jego struny.
G D A E
E A D G
GG DD AA EE
GG GD GA GE
on pieścił moje zmysły dźwiękami. głębokim pomrukiem potrafił rozgrzać każdą komórkę mojego ciała. byliśmy idealną parą. ja drobna, niewysoka. on silny i z niebanalnym wzrostem. tak. tak. to była miłość. szkoda, że już tylko była.

czy ktokolwiek z Was oddał kiedyś swoją miłość bez żadnego powodu? tak po prostu?

sobota, 6 listopada 2010

!

i nagle zrozumiała, że wszystko od dawna było oczywiste. i że widocznie musiała do tego dorosnąć.

zaczynam nowy, lepszy rozdział w swoim życiu. optymistycznie patrze na wszystko co się wydarzyło i co się wydarzyć może. a jeśli to jest sen, to proszę, nie szczypcie mnie, nie chcę się teraz obudzić!

no to szczęśliwa życzę Wam dobrej nocy!

wtorek, 2 listopada 2010

bezhappyendu.

'wyślesz to i będzie lepiej. zobaczysz. wyślesz i poczujesz ulgę'. lubię się okłamywać. 'ej, a może nawet będzie dobrze? posłuchaj, może się ułoży?". nie! kłamstwa są słodkie, ale nie te przesycone złudzeniem. w tej sprawie nic już nie będzie dobrze. wszystko zostało przesądzone. na moją niekorzyść. niestety... kolejna klęska na koncie. przestaje sobie z tym radzić. boję się? boję.

teksty brodki są piękne. lubię się w nie wsłuchiwać. szkoda tylko, że wyciskają ze mnie wszystkie łzy. odwodnię się niedługo. wypiorę z uczuć. zostanę szmacianą lalką. może byłoby lepiej?


czuję się żałośnie, jak bohaterka taniego romansu.
_______________________________________________________________________________________
Nigdy nie wiedziałam czym jest miłość. Nie potrafiłam jej zdefiniować, ani odnaleźć wśród burzy uczuć obracającej moim ciałem i umysłem. Wiedziałam, że istnieje. Przecież opowiadało o niej tyle pięknych książek. Widziałam jak tańczy miedzy wilgotnymi wargami zakochanych. Czułam jak łaskocze mnie po łydkach, biegnąc od jednej pary do drugiej. Zawsze była blisko, ale nigdy nie na tyle, bym mogła poczuć ją na własnej skórze. I nagle ją odnalazłam. Przez przypadek dotarłam do miejsca, w którym utknęła. Spoczywała w brzuchu, w ciemnych zakamarkach między jelitem grubym a żołądkiem. Sięgnęłam po nią i obejrzałam z każdej strony. Gniła. Marszczyła się. Umierała. Umierała, a wraz z nią umierały moje marzenia. Tańczyły razem ostatniego, mętnego walca. Trzymałam moją miłość w dłoni. Chciałam ją ożywić. Zmusić by znów zatańczyła ogniste tango...
Bezsilność zatrzymała wszystko.