ten rok kończy się podobnie jak się zaczął. z pozoru niewinnie. przyjemnie. z uśmiechem. ale przez nieopaloną skórę czuję, że będzie z tego tragedia. nie jedna. i nie dwie. krzyżuje palce, spluwam przez ramię, zaciskam powieki. obym się myliła. chociaż raz.
jeszcze nie wiem jaki był ten rok. jeszcze nie wiem co z niego wyniosłam. jeszcze nie wiem czy powinnam o nim pisać.
bawcie się dziś wszyscy dobrze. bez potoków na policzkach, rozdartych serc i kłopotliwych przygód. szczęśliwego!
wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 22 grudnia 2013
odliczamy. permanentnie. bez przerwy. bez chwili oddechu. lata. miesiące. dni. godziny. minuty. i sekundy. do kolejnych urodzin. do nowego roku. do spotkania. do pocałunku. do miłości też. i choć czasami robimy to na ślepo i bezwiednie - wciąż oddajemy temu życie. nie myślimy dniem dzisiejszym. nie patrzymy pod nogi. nie czerpiemy z obecnych historii. zaciskając pięści wspinamy się na palce wypatrując czegoś w oddali. kogoś. zatracamy całych siebie układając w głowie skrzętne scenariusze. wciąż przerysowane i nad wyraz idealne. nieprawdopodobnie nieżyciowe. a jednak czasami się zdarza. patrzysz w oczy. opuszkami palców gładzisz rumiane policzki. mierzwisz włosy. poznajesz. smakujesz. czujesz. kochasz. i masz. masz to wszystko o co modliłeś się każdego dnia. o co błagałeś skamląc jak chory pies. stoi przed tobą. prawdziwe. twoje. nie musisz już odliczać. możesz się śmiać. oddychać pełną piersią. nie martwić się. żyć. i właśnie wtedy coś wkrada się pod kruche żebra i kuje wiotkie serce. szepcze do ucha złowrogie wróżby. przydusza. przygniata. i uciekasz. odchodzisz. porzucasz swoje największe szczęście na rzecz kolejnego odliczania. i znów boli. znów jesteś sam. ty i twoje paranoje. nic mniej. nic więcej.
martwię się bo tak bardzo nie potrafimy czerpać z tego, co się nam przytrafia. tak bardzo nie umiemy oddać się czemuś bez pamięci. bez zająknięcia. ważymy wciąż zyski i straty myśląc o przyszłości. a może warto być tu i teraz? może warto zaufać, dać się ponieść? może warto przestać odliczać? może.
i gdy tak o tym myślę:
bądźmy więc brzydcy. tu i teraz.
martwię się bo tak bardzo nie potrafimy czerpać z tego, co się nam przytrafia. tak bardzo nie umiemy oddać się czemuś bez pamięci. bez zająknięcia. ważymy wciąż zyski i straty myśląc o przyszłości. a może warto być tu i teraz? może warto zaufać, dać się ponieść? może warto przestać odliczać? może.
i gdy tak o tym myślę:
pluszowy królik zapytał: "co to znaczy być prawdziwym?"
i zapytał: "czy to boli?",
a koń odpowiedział: "czasami".
"czy to się dzieje w jednej chwili?"
"zajmuje dużo czasu".
"prawdziwy stajesz się wtedy,
gdy już wykochano z ciebie większość sierści.
gdy oczy wypadają i puszczają szwy.
ale to bez znaczenia,
bo jesteś prawdziwy.
brzydkim mogą cię nazwać tylko ci, którzy niczego nie pojmują".
bądźmy więc brzydcy. tu i teraz.
środa, 11 grudnia 2013
i właśnie w takie dni brakuje mi najbardziej. w takie dni, kiedy wszystko idzie nie tak. kiedy do łez doprowadzają najdrobniejsze trudności. kiedy czuję się nijaka, bezradna i słaba. niepotrzebna. właśnie w takie dni tęsknię. za ramionami. palcami. wargami. cichym, kojącym szeptem i galopującym sercem. pogubiłam się. niczego już nie wiem. ale to nie nowość. i albo wezmę się w garść. albo przepadnę. jak kamień w wodę. jak Ty. a przecież nie tak miało być. prawda?
wstanę jutro wcześniej. wypije gorącą herbatę. założę szalik i pójdę na spacer. i może wszystko się jakoś ułoży.
niedziela, 17 listopada 2013
zmienia się wszystko. czas przelewa mi się przez zmarznięte palce. obce historie biegną wciąż przed siebie. gdzieś w kącie do męskiego torsu tuli się drobna kobieta. a ja stoję. patrzę. słucham. zmarznięta. samotna. wciąż bez historii. bez zmian. bez Ciebie. boje się, że nie istniejesz. że czekam na próżno. nie zjawisz się. i zostanę. tu. i nigdzie indziej. i z niczym. i z nikim. wyblakła. pomijana. samotna.
czwartek, 3 października 2013
too much.
nie wiem co chcę powiedzieć. a raczej chcę powiedzieć tak wiele, że nie wiem od czego zacząć. kłębią mi się w głowie myśli. tłamszą, odbijają od ścian podświadomości. cisną się na usta - jedna za drugą. brak wytchnienia, brak ciszy. spokoju także brak. nie ma sekundy, chwili oddechu. wkradają się nawet w krótkie ułamki mrugnięcia powiek. plączą się między zroszonymi rzęsami. nieprzyjemnie łaskoczą w nosie. na moment grzęzną w gardle, cofają się, zatruwają wnętrzności. siedzę z nimi przygaszona. otulam się kocem w uwikłane wzory. i marznę. i drżę. nie wiem na co czekam i na co liczę. pogubiłam się, robię głupstwa, udaje. niekompletna. niezdecydowana. niewierząca. nieistotna.
z dnia na dzień coraz mniej wierze w szczęśliwe zakończenia. nie zaciskam kciuków, nie spluwam na szczęście. po prostu
kupię w tym roku kolejne rękawiczki.
z dnia na dzień coraz mniej wierze w szczęśliwe zakończenia. nie zaciskam kciuków, nie spluwam na szczęście. po prostu
kupię w tym roku kolejne rękawiczki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)