czwartek, 6 marca 2014

tam.

zawieruszyłam się w czasoprzestrzeni. przewiesiłam nieopalone ciało przez oparcie drewnianego krzesła i uleciałam w eter. w pustkę. lawiruję pomiędzy ciepłymi szeptami a bezdusznym krzykiem. poniewieram myślami po najbrudniejszych ulicach rzeczywistości. wszystkie kocie łby wykolejonego społeczeństwa znam już na pamięć. wiem co kryje się za rogiem każdego kłamstwa. z zamkniętymi oczami trafiam w martwy punkt. zataczam błędne koło w przytłaczającej galaktyce duszących emocji i chyba nie potrafię się uwolnić. usilnie, bezskutecznie szukam klucza do zagadki nazywanej uczuciem. myślami powracam do ludzi, którzy dawno już umarli, z nadzieją że uzyskam odpowiedź. wskazówkę. cokolwiek. a oni milczą i gniją pod wilgotną ziemią goryczy. martwe trupy wciąż żywsze ode mnie.
i kiedy tak o tym wszystkim myślę czuję się bardzo staro. pusta, samotna, otoczona tęsknotą. i nie wiadomo za czym. za kim. czy w ogóle?

wtorek, 18 lutego 2014

związano mi ręce. zasznurowano usta. skrępowano ciało i wrzucono w ciemny, wilgotny kąt przesiąknięty stęchlizną. jestem więźniem z egzekucją na karku, któremu odmawia się najmniejszych nawet uciech. strach i romantyzm wypełniający błękitne żyły skazują mnie na wieczną samotność. zresztą - nie tylko mnie.

czasami bezwiednie trzepoczę rzęsami z nadzieją, że ktoś się zlituje. wyjdzie mi na przeciw. uratuje. a przecież to idiotyczne. kto dziś zwraca uwagę na takie drobnostki? nikt już nie widzi subtelnych sygnałów wysyłanych z nadzieją w eter społeczeństwa. liczą się tylko spektakularne, odważne posunięcia. na skalę hollywood. albo i większą. a co z przelotnym spojrzeniem? zarumienionym policzkiem? zalotnie uniesionym kącikiem ust i błyszczącymi tęczówkami? nie mają znaczenia? nie odczytujemy już drobnych wskazówek. chcemy aby krzyczano do nas głośno i wyraźnie. zapominamy o drobnych, delikatnych emocjach. zapominamy jak i za co się kocha.

może jestem staromodna. może nie rozumiem filozofii pędzącego świata. nie dostrzegam w tym wszystkim metody. być może. ale uparcie będę marzyć o ciepłym, kojącym uczuciu, które zmyje całą tętniącą złość.

niedziela, 9 lutego 2014

jutro nie nadejdzie nigdy.

dzisiaj jest niewinne, pozbawione wszelkich konsekwencji. zawieruszyło się w pędzącym życiu i nie figuruje w świadomości. bo przecież wszystko zaczyna się jutro. a dzisiaj wszystko nam wolno.

jutro przejdę na dietę. dziś mogę bez wyrzutów sumienia pochłonąć przed snem tabliczkę czekolady. z karmelem. zdecydowanie.

jutro zacznę biegać. dziś mogę przeleżeć cały dzień na miękkiej kanapie, patrząc jak forrest gump biegnie przez las.

jutro załatwię wszystkie pilne sprawy. dziś wyłączę telefon i udam, że nie istnieje.

jutro zacznę swoje życie od nowa. silna, niezależna, bez cienia tęsknoty i desperacji. a dziś? dziś znów pomyślę o Tobie przed snem i zaplanuje nam nieprzyzwoicie szczęśliwą przyszłość. i znów rozpłacze się do poduszki. otrzepie z kurzu wszystkie wspomnienia i będę je obracać między zmarzniętymi palcami - niczym paciorki różańca odmawiane na dobranoc. będę słaba i zrozpaczona. ale przecież dziś wszystko jest dozwolone.




trzeba tylko pamiętać, żeby nie odkładać 'jutra' w nieskończoność. 
niestety mam to w zwyczaju.


niedziela, 2 lutego 2014

śnisz mi się czasami. wciąż jeszcze nieczęsto. jeszcze. to niepokojące. jesteśmy w tych snach tak nieprzyzwoicie szczęśliwi. miłość iskrzy nam w oczach. było tak kiedyś? chociaż przez chwile? przez ułamek sekundy? wspomnienia czy urojenia?

od kilku lat noszę Cię w zmęczonym sercu. męczysz wnętrzności niczym piekąca zgaga. nie potrafię się Ciebie pozbyć. i nie wiem czy to już tylko sentyment, czy wciąż jeszcze prawda. płaczę częściej niż zazwyczaj, ale nie z bólu. z bezsilności. bo nic już nie można zrobić. związane ręce. zasznurowane usta.
było.
nie, minęło.
nie minęło.
i chciałabym wrócić. na moment. na dwa uderzenia serca. wrócić i przekonać się kim jesteś.



zatracam się ostatnio. wracam do tamtych piosenek i męczę umysł wykreowanymi historiami z niepoprawnie szczęśliwym zakończeniem. zwariuje albo ktoś mnie uratuje. jedno z dwóch.

niedziela, 19 stycznia 2014

one and only.

odchodzisz i wracasz. permanentnie od kilkunastu długich miesięcy. nie wiem kim jesteś i czego tak naprawdę chcesz. pojawiasz się, uśmiechasz. wciąż silny, spokojny, zdystansowany. i wciąż pachniesz tak zniewalająco. miękną mi kolana. serce gwałtownie przyspiesza. umysł szaleje i rwą się ręce. idę obok Ciebie przez ciemne miasto oblane zimnym deszczem. i przez chwilę czuję jak ciepło szczęścia łaskocze wiotkie żyły. znika deszcz i mróz. płaszcz przestaje ciążyć na zmęczonych barkach. przez chwilę wierzę, że wygrałam. przez jedną, krótką chwilę jestem szczęśliwą kobietą.

chciałabym wierzyć, że się uda. chociaż wierzyć. pozwól.