piątek, 29 sierpnia 2014

nosisz w sobie uczucie. silne. ciepłe. bolesne i wymagające. być może to miłość. być może jeszcze nie. ale jest. dbasz o nie. pielęgnujesz. otulasz kocem utkanym z gorących wspomnień. i nie wie o nim nikt. poza tobą. łudzisz się, że kiedyś będzie miało szansę zaistnieć, że wykrzyczysz je światu. i jemu. przede wszystkim jemu. i nagle nadarza się okazja. twoje uczucie może rozkwitnąć. zaowocować. być. już zaczynasz się cieszyć. serce przyjemnie przyspiesza. ciepła krew łaskocze żyły. kąciki ust drżą z podekscytowania. i okazuje się, że to wszystko bzdura. bujda. nonsens. absurd. nie było żadnego uczucia. wykreowana emocja wypełniała nieznośną pustkę, nie mając nic wspólnego z miłością.
i co teraz? rozczarowanie przygniata cię do muru zapierając dech w piersiach. uwolnisz się? czy świadomie będziesz brnąć w kłamstwo? co teraz?

na szczęście każde kolejne pęknięcie serca odbija się coraz mniejszym bólem. czas leczy rany.

sobota, 12 lipca 2014

stanęło przede mną marzenie. jedno z tych, które pieszczotliwie obracałam między palcami przed snem. któremu śpiewałam kołysanki pełne nadziei. które gładziłam po różowym policzku z wyjątkową czułością. stanęło przede mną i nie było piękne. pomarszczone, z mętnymi oczami, ziemistą cerą i zwiotczałą skórą. chude. kościste. odrażające. piskliwym głosem mówiło o rzeczach przyziemnych i bezsensownych. jakby zgubiło się w wielkim świecie i postradało rozum. nie dostrzegłam w nim choćby iskry wyjątkowości. delikatność dawno już wygasła, a bijący blask dogorywał w kącie wciąż jeszcze bursztynowych tęczówek. patrzyło na mnie wzrokiem zbitego psa i w głębi duszy błagało o pomoc. i wzięłam moje umierające marzenie za rękę czując, że nie wyniknie z tego nic dobrego. i miałam rację.

rozczarowanie depcze mi po piętach.
wciąż nie jeden, a dwa.

czwartek, 26 czerwca 2014

podobno kochamy wciąż za mało i stale za późno. obrałam sobie drogę, w której nadrabiam za całe zgorzkniałe społeczeństwo. permanentnie budzą się we mnie emocje, których nie rozumiem. tęsknota oplata słoneczne dni. zazdrość gotuje krew w kruchych żyłach. palpitacje serce paraliżują ciało na Twój widok. i jego też. doświadczam rozdwojenia jaźni. serce podzieliło się na pół. umysł oszalał, a zmysły zostały brutalnie postradane. wciąż ważę za i przeciw. kalkuluję. myślę. mówię. i nie robię nic.
zaryzykuję. zdecyduję. dam się ponieść. może się uda. może zniknie pustka. może.
a jeśli nie?


poniedziałek, 9 czerwca 2014

musiałam uciec. na jakiś czas schować się pod ciężką kołdrą pozorów. zakopać się w ciepłych wieczorach i przemyśleć wszystko co spędzało mi sen z powiek.

wracam. i wiem jeszcze mniej niż poprzednio. a może właśnie wiem o wiele więcej? życie lubi mnie ostatnio zaskakiwać rzucając mi pod nogi najdroższe wyznania, niespełnione marzenia i fałszywe rozkosze. stawia moje wciąż jeszcze nieopalone ciało przed niemożliwymi wyborami i nieprzyzwoitymi pokusami. Boże, uchowaj.

a ja? a ja nabieram się na wszystkie sztuczki. pozwalam się ponieść promilom buzującym w bordowej krwi i robię głupstwa. jedno za drugim. ale wciąż jesteś. wciąż dbasz. wciąż pilnujesz. wciąż rozmawiasz i ratujesz z opresji. i wciąż nie mogę przestać patrzeć na Ciebie przez pryzmat tamtych dni.

przecież ludzie zmieniają czasami zdanie, prawda?

czwartek, 6 marca 2014

tam.

zawieruszyłam się w czasoprzestrzeni. przewiesiłam nieopalone ciało przez oparcie drewnianego krzesła i uleciałam w eter. w pustkę. lawiruję pomiędzy ciepłymi szeptami a bezdusznym krzykiem. poniewieram myślami po najbrudniejszych ulicach rzeczywistości. wszystkie kocie łby wykolejonego społeczeństwa znam już na pamięć. wiem co kryje się za rogiem każdego kłamstwa. z zamkniętymi oczami trafiam w martwy punkt. zataczam błędne koło w przytłaczającej galaktyce duszących emocji i chyba nie potrafię się uwolnić. usilnie, bezskutecznie szukam klucza do zagadki nazywanej uczuciem. myślami powracam do ludzi, którzy dawno już umarli, z nadzieją że uzyskam odpowiedź. wskazówkę. cokolwiek. a oni milczą i gniją pod wilgotną ziemią goryczy. martwe trupy wciąż żywsze ode mnie.
i kiedy tak o tym wszystkim myślę czuję się bardzo staro. pusta, samotna, otoczona tęsknotą. i nie wiadomo za czym. za kim. czy w ogóle?