posłuchaj. usiądź przy oknie i otwórz uszy. słyszysz? to wiatr gra na płatkach śniegu czarującą zimową melodię. nie poznajesz jej? wcale mnie to nie dziwi. z roku na rok zmienia się coraz bardziej. zyskuje kilka nowych akordów, gubi kilka ósemek. może nawet jest zapisana w innym kluczu? zmienia się jak wszystko wokół. jak liczba osób przy wigilijnym stole, ilość łez wylanych podczas dzielenia się opłatkiem, zaśpiewanych wspólnie kolęd czy otwartych prezentów. nic nie jest takie same jak rok, dwa a nawet siedem lat temu. nic. a szkoda, bo siedem lat temu tak bardzo kochałam święta. boże narodzenie straciło cały swój urok. oh, wybaczcie. pomyłka. traciło je ciągle, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że brodaty dziadek w czerwonym kubraku to tylko skrzętnie wymyślona historyjka. dalej wszystko umierało w odpowiedniej kolejności. aktualnie pozostały tylko twardo utarte tradycje i czas na odpoczynek od codziennych zajęć... i pasterka. tak, na pasterce czuję się tak samo wspaniale. niezmiennie. od lat.
mimo tego iż świąt w tym roku nie czuję życzę wszystkim pogody ducha, ciepłej atmosfery, radości grzejącej wasze serduszka i mnóstwa, mnóstwa miłości -
wesołych świąt!
(sobie przy okazji również, szczególnie tej miłości.)