niedziela, 26 grudnia 2010

to straszne - pomyślała. - moje dalsze życie jest uzależnione od jednego wieczoru. jednej nocy. kilku godzin i ilości alkoholu, które zatańczą w Jego żyłach - szeptała patrząc na płatki śniegu, które wirowały na mrozie w ognistym tangu. chciała tak zatańczyć. właśnie z Nim. nie potrzebowała wielkich słów, odważnych gestów czy głębokich obietnic. chciała być tylko blisko Niego, przylgnąć do Jego klatki piersiowej, słyszeć jak mruczy pod nosem ulubioną piosenkę. zapoznać swoją skórę z dotykiem Jego dłoni, zanurzyć palce w jasnej czuprynie. usiąść obok Niego na balkonie, patrzeć w niebo i wypatrywać spadającej gwiazdy. w ciszy. w milczeniu. oddychać powietrzem przepełnionym szczęściem. to naprawdę tak dużo M? naprawdę?

czekam. wciąż czekam. a po drodze coraz więcej komplikacji. dlaczego nic nie jest czarne lub białe, po co nam kolory? bez nich byłoby prościej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz