podobno kochamy wciąż za mało i stale za późno. obrałam sobie drogę, w której nadrabiam za całe zgorzkniałe społeczeństwo. permanentnie budzą się we mnie emocje, których nie rozumiem. tęsknota oplata słoneczne dni. zazdrość gotuje krew w kruchych żyłach. palpitacje serce paraliżują ciało na Twój widok. i jego też. doświadczam rozdwojenia jaźni. serce podzieliło się na pół. umysł oszalał, a zmysły zostały brutalnie postradane. wciąż ważę za i przeciw. kalkuluję. myślę. mówię. i nie robię nic.
zaryzykuję. zdecyduję. dam się ponieść. może się uda. może zniknie pustka. może.
a jeśli nie?
czwartek, 26 czerwca 2014
poniedziałek, 9 czerwca 2014
musiałam uciec. na jakiś czas schować się pod ciężką kołdrą pozorów. zakopać się w ciepłych wieczorach i przemyśleć wszystko co spędzało mi sen z powiek.
wracam. i wiem jeszcze mniej niż poprzednio. a może właśnie wiem o wiele więcej? życie lubi mnie ostatnio zaskakiwać rzucając mi pod nogi najdroższe wyznania, niespełnione marzenia i fałszywe rozkosze. stawia moje wciąż jeszcze nieopalone ciało przed niemożliwymi wyborami i nieprzyzwoitymi pokusami. Boże, uchowaj.
a ja? a ja nabieram się na wszystkie sztuczki. pozwalam się ponieść promilom buzującym w bordowej krwi i robię głupstwa. jedno za drugim. ale wciąż jesteś. wciąż dbasz. wciąż pilnujesz. wciąż rozmawiasz i ratujesz z opresji. i wciąż nie mogę przestać patrzeć na Ciebie przez pryzmat tamtych dni.
przecież ludzie zmieniają czasami zdanie, prawda?
wracam. i wiem jeszcze mniej niż poprzednio. a może właśnie wiem o wiele więcej? życie lubi mnie ostatnio zaskakiwać rzucając mi pod nogi najdroższe wyznania, niespełnione marzenia i fałszywe rozkosze. stawia moje wciąż jeszcze nieopalone ciało przed niemożliwymi wyborami i nieprzyzwoitymi pokusami. Boże, uchowaj.
a ja? a ja nabieram się na wszystkie sztuczki. pozwalam się ponieść promilom buzującym w bordowej krwi i robię głupstwa. jedno za drugim. ale wciąż jesteś. wciąż dbasz. wciąż pilnujesz. wciąż rozmawiasz i ratujesz z opresji. i wciąż nie mogę przestać patrzeć na Ciebie przez pryzmat tamtych dni.
przecież ludzie zmieniają czasami zdanie, prawda?
czwartek, 6 marca 2014
tam.
zawieruszyłam się w czasoprzestrzeni. przewiesiłam nieopalone ciało przez oparcie drewnianego krzesła i uleciałam w eter. w pustkę. lawiruję pomiędzy ciepłymi szeptami a bezdusznym krzykiem. poniewieram myślami po najbrudniejszych ulicach rzeczywistości. wszystkie kocie łby wykolejonego społeczeństwa znam już na pamięć. wiem co kryje się za rogiem każdego kłamstwa. z zamkniętymi oczami trafiam w martwy punkt. zataczam błędne koło w przytłaczającej galaktyce duszących emocji i chyba nie potrafię się uwolnić. usilnie, bezskutecznie szukam klucza do zagadki nazywanej uczuciem. myślami powracam do ludzi, którzy dawno już umarli, z nadzieją że uzyskam odpowiedź. wskazówkę. cokolwiek. a oni milczą i gniją pod wilgotną ziemią goryczy. martwe trupy wciąż żywsze ode mnie.
i kiedy tak o tym wszystkim myślę czuję się bardzo staro. pusta, samotna, otoczona tęsknotą. i nie wiadomo za czym. za kim. czy w ogóle?
i kiedy tak o tym wszystkim myślę czuję się bardzo staro. pusta, samotna, otoczona tęsknotą. i nie wiadomo za czym. za kim. czy w ogóle?
wtorek, 18 lutego 2014
związano mi ręce. zasznurowano usta. skrępowano ciało i wrzucono w ciemny, wilgotny kąt przesiąknięty stęchlizną. jestem więźniem z egzekucją na karku, któremu odmawia się najmniejszych nawet uciech. strach i romantyzm wypełniający błękitne żyły skazują mnie na wieczną samotność. zresztą - nie tylko mnie.
czasami bezwiednie trzepoczę rzęsami z nadzieją, że ktoś się zlituje. wyjdzie mi na przeciw. uratuje. a przecież to idiotyczne. kto dziś zwraca uwagę na takie drobnostki? nikt już nie widzi subtelnych sygnałów wysyłanych z nadzieją w eter społeczeństwa. liczą się tylko spektakularne, odważne posunięcia. na skalę hollywood. albo i większą. a co z przelotnym spojrzeniem? zarumienionym policzkiem? zalotnie uniesionym kącikiem ust i błyszczącymi tęczówkami? nie mają znaczenia? nie odczytujemy już drobnych wskazówek. chcemy aby krzyczano do nas głośno i wyraźnie. zapominamy o drobnych, delikatnych emocjach. zapominamy jak i za co się kocha.
może jestem staromodna. może nie rozumiem filozofii pędzącego świata. nie dostrzegam w tym wszystkim metody. być może. ale uparcie będę marzyć o ciepłym, kojącym uczuciu, które zmyje całą tętniącą złość.
czasami bezwiednie trzepoczę rzęsami z nadzieją, że ktoś się zlituje. wyjdzie mi na przeciw. uratuje. a przecież to idiotyczne. kto dziś zwraca uwagę na takie drobnostki? nikt już nie widzi subtelnych sygnałów wysyłanych z nadzieją w eter społeczeństwa. liczą się tylko spektakularne, odważne posunięcia. na skalę hollywood. albo i większą. a co z przelotnym spojrzeniem? zarumienionym policzkiem? zalotnie uniesionym kącikiem ust i błyszczącymi tęczówkami? nie mają znaczenia? nie odczytujemy już drobnych wskazówek. chcemy aby krzyczano do nas głośno i wyraźnie. zapominamy o drobnych, delikatnych emocjach. zapominamy jak i za co się kocha.
może jestem staromodna. może nie rozumiem filozofii pędzącego świata. nie dostrzegam w tym wszystkim metody. być może. ale uparcie będę marzyć o ciepłym, kojącym uczuciu, które zmyje całą tętniącą złość.
niedziela, 9 lutego 2014
jutro nie nadejdzie nigdy.
dzisiaj jest niewinne, pozbawione wszelkich konsekwencji. zawieruszyło się w pędzącym życiu i nie figuruje w świadomości. bo przecież wszystko zaczyna się jutro. a dzisiaj wszystko nam wolno.
jutro zacznę swoje życie od nowa. silna, niezależna, bez cienia tęsknoty i desperacji. a dziś? dziś znów pomyślę o Tobie przed snem i zaplanuje nam nieprzyzwoicie szczęśliwą przyszłość. i znów rozpłacze się do poduszki. otrzepie z kurzu wszystkie wspomnienia i będę je obracać między zmarzniętymi palcami - niczym paciorki różańca odmawiane na dobranoc. będę słaba i zrozpaczona. ale przecież dziś wszystko jest dozwolone.
jutro przejdę na dietę. dziś mogę bez wyrzutów sumienia pochłonąć przed snem tabliczkę czekolady. z karmelem. zdecydowanie.
jutro zacznę biegać. dziś mogę przeleżeć cały dzień na miękkiej kanapie, patrząc jak forrest gump biegnie przez las.
jutro załatwię wszystkie pilne sprawy. dziś wyłączę telefon i udam, że nie istnieje.
jutro zacznę swoje życie od nowa. silna, niezależna, bez cienia tęsknoty i desperacji. a dziś? dziś znów pomyślę o Tobie przed snem i zaplanuje nam nieprzyzwoicie szczęśliwą przyszłość. i znów rozpłacze się do poduszki. otrzepie z kurzu wszystkie wspomnienia i będę je obracać między zmarzniętymi palcami - niczym paciorki różańca odmawiane na dobranoc. będę słaba i zrozpaczona. ale przecież dziś wszystko jest dozwolone.
trzeba tylko pamiętać, żeby nie odkładać 'jutra' w nieskończoność.
niestety mam to w zwyczaju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)