kolejny raz cisną mi się na usta dwa subtelne słowa.
po raz pierwszy czuje, że słuszne i wobec odpowiedniej osoby.
i bardziej niż zwykle boje się coś z tym zrobić.
czekam, aż wyciągniesz rękę.
boje się, że znikniesz.
sobota, 24 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
przychodzi taki dzień kiedy szczęścia i nieszczęścia Twoich bliskich spadają na Twoje kruche barki. i wiele jest takich dni. zazwyczaj przyjmujesz je z pokorą i albo cieszysz się w rytm ich uśmiechów, albo ocierasz gorzkie łzy powtarzając ciche 'będzie dobrze'. to Twoi ludzie, nie chcesz zostawiać ich samych sobie. potrzebują Cię, więc jesteś. słusznie.
ale ilu z nich spytało co u Ciebie? zauważyło zaszklone oczy? dostrzegło bledszy niż zazwyczaj uśmiech i wygniecione spojrzenie? ilu z nich wie, że nie masz już ochoty słuchać o wszystkich miłościach - szczęśliwych czy też nie - kiedy Twoja własna wciąż nie przychodzi. kiedy wieczorami zostajesz sam ze swoim pustym życiem, a w głuchocie uczuć huczy tylko mruczenie rudego kota. kiedy masz ochotę płakać i krzyczeć, że o kant rozbić to całe ich szczęście. ilu z tych ludzi, którzy na co dzień oddają Ci swoje radości i smutki wie, że wcale nie jesteś szczęśliwym człowiekiem?
otóż - nikt. nie mówisz o tym, nie poruszasz trudnych tematów - nie ma problemu. nie trzeba się interesować. i tak, to Twoja wina. bo o smutku trzeba mówić, wylewać. i pod żadnym pozorem nie dusić w kruchym sercu. nikt na siłe nie będzie go w Tobie szukał. nikt.
***
ludzie przychodzą i odchodzą. zdecydowane więcej jest tych drugich. ciężko znosi się takie nieme, angielskie ucieczki. i ciężko żyje się z myślą, że coraz mniej mamy obok siebie oddanych przyjaciół. kilka zim temu wierzyłam, że przyjaźń to najtrwalsze spoiwo. trwalsze nawet od miłości. jak bardzo potrafię się mylić...
***
jeszcze dwa miesiące i moje magiczne 21 wzrośnie o kolejny rok. i pierwszy raz od tych 21 lat nie mam ochoty obchodzić swoich urodzin. kolejny rok wszyscy - szczerze lub niekoniecznie - będą życzyć mi szczęścia i miłości. a ja kolejny raz grzecznie podziękuję. i może nawet naiwnie uwierzę, że coś się spełni. a potem kolejny raz życie sprowadzi mnie brutalnie na ziemię. dziękuję, postoję.
***
taką ponurą mam dziś głowę. podnieś mnie, podnieś. bo życie kolejny raz udowadnia mi, że można upaść jeszcze niżej.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
poniedziałek, 29 grudnia 2014
czujesz ten ciężar na barkach? ten ciężki kamień w klatce piersiowej? ten ściskający gardło węzeł? ten głaz ukryty pod kruchą czaszką? czujesz? ciągnie Cię w dół. na łeb, na szyje. gną się kolana, słaniasz się, obijasz czerwone knykcie. upadasz. wstajesz. walczysz. permanentnie. przytłacza Cię ogrom uczuć, ciepłych, prawdziwych, zaszytych pod cienką skórą. tony miłości, czułości, szczerości i namiętności katują umysł i ciało każdego dnia. masz w sobie tyle piękna, a jedynym ujściem jest mruczący rudy kot na zimnej pościeli.
musisz się tym podzielić. musisz. bo inaczej spadniesz na dno, a stamtąd już nie będzie ucieczki...
tylko z kim?
***
noworocznie życzę wszystkim, którym zdarza się czytać moje poplamione myśli, żeby zawsze mieli się z kim dzielić swoimi uczuciami. piękniejsi jesteśmy kiedy dajemy coś innym.
musisz się tym podzielić. musisz. bo inaczej spadniesz na dno, a stamtąd już nie będzie ucieczki...
tylko z kim?
***
noworocznie życzę wszystkim, którym zdarza się czytać moje poplamione myśli, żeby zawsze mieli się z kim dzielić swoimi uczuciami. piękniejsi jesteśmy kiedy dajemy coś innym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)