otwierałam drzwi. nozdrza pulsowały gęsto, zachłannie pochłaniając ten specyficzny zapach - drewniana sklejka, metalowe struny i smyczkowe włosie. delikatnie stawiałam bose stopy na parkiecie. podchodziłam do niego, kładłam mu drżącą dłoń na talii. gładziłam delikatnie po smukłym gryfie. ostrożnie podnosiłam go z podłogi. siadałam wygodnie, obejmowałam go i długim, lakierowanym smyczkiem pieściłam jego struny.
G D A E
E A D G
GG DD AA EE
GG GD GA GE
on pieścił moje zmysły dźwiękami. głębokim pomrukiem potrafił rozgrzać każdą komórkę mojego ciała. byliśmy idealną parą. ja drobna, niewysoka. on silny i z niebanalnym wzrostem. tak. tak. to była miłość. szkoda, że już tylko była.
czy ktokolwiek z Was oddał kiedyś swoją miłość bez żadnego powodu? tak po prostu?
Kacmoralnyiwyrzutysumienia?
OdpowiedzUsuńprzeogromne i dożywotne.
OdpowiedzUsuń