III
negocjacje
odchodzisz? nie możesz! chwytasz go za rękę. wyrywa się, brnie w lodowate zaspy. zaciskasz palce na chudym przegubie. dwa serca, jeden puls - jeszcze przez moment, chociaż przez chwile, przez mgnienie oka. szarpie się. puszczasz. musi wrócić. za tydzień. może dwa. nie więcej niż miesiąc. wróci. rozumiesz, to chwilowa słabość. rutyna popycha go w okrutny bieg wydarzeń. ale przecież wcale nie chce tak żyć. było mu dobrze. tu. z Tobą. bez niego. bez niej. pół roku? zgadzasz się. niech będzie pół roku, ale ani dnia dłużej. i później już tylko ja wypływa twardo, choć niespokojnie spod strun głosowych. miłość? nie, to nie miłość. może przyjaźń, może fizyczność. ale miłości tam nie ma. nie może być, słyszysz?
rok?
...
trochę w lewo, trochę w prawo. szamoczesz się. próbujesz uzyskać najlepszą z możliwych ofert. prowadzisz rozmowy. akceptujesz i negujesz warunki. traktujesz życie jak chwilowy biznes. wszystko by dobić targu z bezwzględnym losem. gubisz się we własnych żądaniach, desperacja przysłania cel. wyzbyłeś się godności i stojąc na przegranej już pozycji skamlesz jak pies, którego właścicielem jest trup na okurzonej sofie.
skończ. przestań. to koniec. przegrałeś. możesz odejść...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz