zamieszkałam tam. zostawiłam wszystkie swoje rzeczy. serce zawieszone na drewnianym haku. rozum niedbale, wręcz wyzywająco rzucony na niepościelone łóżko. spalone walizki i stare obrazy. zapomniany już uśmiech, zalotnie wykrzywiający usta na ciepłej pościeli. bursztyny w ponownej konfrontacji z niewinnym słońcem. pudrowa broń złożona pokojowo w arsenale.
zamieszkałam tam. miasto moje, w tobie moje niepokoje. od świtu do nocy. zapętla się koło strachu i niepewności. czułeś to kiedyś? to samo, a może coś podobnego? nie słychać przecież galopującego serca. policzki śpią spokojnie. bez wartkich strumieni. zmysły są lżejsze niż zazwyczaj. tylko umysł dawno tak nie szalał. ale to nie to. i nie tamto. nikt nie wie co. i ty też nie wiesz. nie wiem. nie wiedzą.
szpital psychiatryczny - wynajmę od zaraz. w głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki. zawijam się w dywan. moja dusza mruczy. mrrr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz