i nagle dostrzegam wszystkie złe rzeczy, które dotychczas chowałeś pod silnymi ramionami. z miękkich warg ulatują grzechy. ciężkie i lekkie. ciepło uleciało w eter i pokryłeś się skazą. błękit tęczówek zmętniał i przygasł. straciłeś świętość. prysnął czar, pękła mydlana bańka. ale wcale nie mówię, że już nie lubię na Ciebie patrzeć.
nie łudzę się, że będzie lepiej. nie skomlę. nie wyję. nie zaciskam powiek. nie sznuruję warg. daję ujście wszelkim emocjom. i boli. będzie bolało. ale nie ma powodów do paniki. do rozpaczy. jestem, tu i teraz, i wszystko przede mną. zamykam się w swoich czterech ścianach z mruczącym kotem u boku. dobrze mi. możesz odejść.
istnieje miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą. zawsze będziemy się kochać.
OdpowiedzUsuńi nigdy nie odejdziemy!
OdpowiedzUsuń"jeśli nie rozjadą nas czołgi - mamy spore szanse" !
OdpowiedzUsuń:*