wtorek, 24 września 2013

ludzie znikają z naszego życia. są, a następnego dnia nie pamiętamy kim byli. i wciąż o tym słychać. w kawiarniach, na parkowych ławkach, w słuchawkach telefonów. gdzie nie przystawisz ucha -  tam czyjeś życie staje się uboższe o jakiegoś człowieka. dlaczego? bo nie smakował tak jak powinien? bo przyprawiał nas o mdłości i nieustające bóle? i co to w ogóle znaczy? można tak po prostu wymazać kogoś z życiorysu? tak zwyczajnie zatrzeć wszelkie ślady jego obecności? wykasować miękkie pocałunki, objęte poranki, szczere uśmiechy i kontrafałdy przyspieszonych oddechów? było - nie ma. głowa staje się lżejsza. serce zdrowsze o jedną nieszczęśliwą miłość. usta uboższe o kilka pocałunków. nic nie drapie pod cienką skórą, nie uwiera pod żebrami. sumienie śpi spokojnie pod białym sufitem. tak to działa?
a co jeśli spotkasz swojego wymazanego przyjaciela w kawiarni, spojrzysz na niego, i nie pamiętając kim jest, wpuścisz go na nowo do swojego świata? czy to co zagrzebałaś pod grubą warstwą brunatnej ziemi wykiełkuje ponownie? w tej samej czy innej postaci? będziecie żyli długo i szczęśliwie czy kolejny raz uschniecie banalnie w kącie społeczeństwa?
czy można tak po prostu zapomnieć?


strułam się, ale nie zapomniałam. i długo jeszcze nie zapomnę. gdzieś pod żebrami schowałam nadzieje, że nie zostałam wykasowana. jak krwisty as w wąskim rękawie dodaje mi otuchy i odwagi. czekam tylko na odpowiedni moment. nie wiem czy to będzie dobre i zdrowe. i nie wiem czy znów nie zakrztuszę się uczuciami. ale jedno jest pewne: czym się strułeś - tym się lecz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz