gorące kąpiele są niezdrowe. wspomagają powstawanie cellulitu, powodują pękanie naczynek. ale czy jest coś przyjemniejszego niż ogarniające nas ciepło, para unosząca się nad powierzchnią wody i kojący nasze ciało balsam? nie ma. a już na pewno nie wówczas, gdy czekamy na telefon. na tak ważny i decydujący telefon. i właśnie na taki telefon czekała tamtego wieczoru. zanurzyła swoje drżące ciało w gorącej wodzie. oparła głowę o wannę. leżała tak przez kilka minut. i przez te kilka minut zastanawiała się, co usłyszy gdy podniesie słuchawkę. bała się, że znów jej policzek przetnie łzawy strumień. a może nawet rwąca rzeka? podniosła gąbkę, nałożyła balsam. powoli i dokładnie umyła każdy milimetr swojego ciała. robiła to o wiele wolniej niż zazwyczaj. naprawdę nie chciała usłyszeć, że musi zamknąć ten rozdział w swoim życiu.
woda zaczęła robić się chłodna, traciła temperaturę. jakby powoli umierała i stawała się zimna jak trup. skóra na opuszkach już dawno się pomarszczyła, para uleciała gdzieś w przestrzeń łazienki. 'weź się w garść. bez względu na to co usłyszysz - dasz radę korybucie!' uparcie przekonywała samą siebie.
wyszła z łazienki. zadzwonił telefon. serce zaczęło pędzić jak oszalałe. już za moment dowie się, czy może to jeszcze jakoś poukładać. odebrała. odebrała i ... dowiedziała się.
tego wieczoru pachniała wanilią. spodobałby Ci się ten zapach. tak jak jej podobało się Twoje opium. myślisz, że razem tworzyły by idealną harmonię zapachów?
***
moja przygoda z szymborską wciąż trwa. wczoraj natknęłam się na 'buffo'. pasuje idealnie, czyż nie?
Najpierw minie nasza miłość,
potem sto i dwieście lat,
potem znów będziemy razem:
komediantka i komediant,
ulubieńcy publiczności,
odegrają nas w teatrze.
Mała farsa z kupletami,
trochę tańca, dużo śmiechu,
trafny rys obyczajowy
i oklaski.
Będziesz śmieszny nieodparcie
na tej scenie, z tą zazdrością,
w tym krawacie.
Moja głowa zawrócona,
moje serce i korona,
głupie serce pękające
i korona spadająca.
Będziemy się spotykali,
rozstawali, śmiech na sali,
siedem rzek, siedem gór
między sobą obmyślali.
I jakby nam było mało
rzeczywistych klęsk i cierpień
- dobijemy się słowami.
A potem się pokłonimy
i to będzie farsy kres.
Spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez.
Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.
A my wiecznie jacyś tacy,
a my w czapkach z dzwoneczkami,
w ich dzwonienie barbarzyńsko
zasłuchani.