środa, 19 stycznia 2011

spadł na mnie kamień. ogromny głaz zmiażdżył mi serce. czuję jak ból rozchodzi się po całym ciele.
chyba umieram. masz dwa wyjścia. reanimuj mnie albo wbij mi nóż w plecy. jedno albo drugie. białe lub czarne. nic pomiędzy. decyzja należy do Ciebie.

to wszystko prowadzi do obłędu... o ile już nim nie jest.


***
bez szymborskiej się nie obejdzie. nie tu, nie dzisiaj, nie ze mną.

Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj,
jak mi prędko bije twoje serce.

wtorek, 18 stycznia 2011

kąpiel - woda. woda - pranie. pranie mózgu.

gorące kąpiele są niezdrowe. wspomagają powstawanie cellulitu, powodują pękanie naczynek. ale czy jest coś przyjemniejszego niż ogarniające nas ciepło, para unosząca się nad powierzchnią wody i kojący nasze ciało balsam? nie ma. a już na pewno nie wówczas, gdy czekamy na telefon. na tak ważny i decydujący telefon. i właśnie na taki telefon czekała tamtego wieczoru. zanurzyła swoje drżące ciało w gorącej wodzie. oparła głowę o wannę. leżała tak przez kilka minut. i przez te kilka minut zastanawiała się, co usłyszy gdy podniesie słuchawkę. bała się, że znów jej policzek przetnie łzawy strumień. a może nawet rwąca rzeka? podniosła gąbkę, nałożyła balsam. powoli i dokładnie umyła każdy milimetr swojego ciała. robiła to o wiele wolniej niż zazwyczaj. naprawdę nie chciała usłyszeć, że musi zamknąć ten rozdział w swoim życiu.
woda zaczęła robić się chłodna, traciła temperaturę. jakby powoli umierała i stawała się zimna jak trup. skóra na opuszkach już dawno się pomarszczyła, para uleciała gdzieś w przestrzeń łazienki. 'weź się w garść. bez względu na to co usłyszysz - dasz radę korybucie!' uparcie przekonywała samą siebie.
wyszła z łazienki. zadzwonił telefon. serce zaczęło pędzić jak oszalałe. już za moment dowie się, czy może to jeszcze jakoś poukładać. odebrała. odebrała i ... dowiedziała się.

tego wieczoru pachniała wanilią. spodobałby Ci się ten zapach. tak jak jej podobało się Twoje opium. myślisz, że razem tworzyły by idealną harmonię zapachów?

***
moja przygoda z szymborską wciąż trwa. wczoraj natknęłam się na 'buffo'. pasuje idealnie, czyż nie?

Najpierw minie nasza miłość,
potem sto i dwieście lat,
potem znów będziemy razem:

komediantka i komediant,
ulubieńcy publiczności,
odegrają nas w teatrze.

Mała farsa z kupletami,
trochę tańca, dużo śmiechu,
trafny rys obyczajowy
i oklaski.

Będziesz śmieszny nieodparcie
na tej scenie, z tą zazdrością,
w tym krawacie.

Moja głowa zawrócona,
moje serce i korona,
głupie serce pękające
i korona spadająca.

Będziemy się spotykali,
rozstawali, śmiech na sali,
siedem rzek, siedem gór
między sobą obmyślali.

I jakby nam było mało
rzeczywistych klęsk i cierpień
- dobijemy się słowami.

A potem się pokłonimy
i to będzie farsy kres.
Spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez.

Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.

A my wiecznie jacyś tacy,
a my w czapkach z dzwoneczkami,
w ich dzwonienie barbarzyńsko
zasłuchani.

sobota, 15 stycznia 2011

byłam dzielna. naprawdę. gdyby rozchodziło się o wizytę u lekarza z całą pewnością nosiłabym teraz dumnie na piersi naklejkę z napisem 'dzielny pacjent'. a tymczasem noszę w sobie ogromne pokłady bólu. nie jest mi przykro, smutno i źle. mnie to wszystko po prostu boli. cierpię na duszy i na ciele. nie potrafię zapomnieć, nie potrafię. przez moją głowę uporczywie przewijają się dawne obrazy. wszystko. jakby wydarzyło się dosłownie moment temu. nawet sny są już Tobą zatrute. a Ty? a Ty stoisz i nawet na mnie nie patrzysz. mówisz do mnie i nie masz odwagi spojrzeć mi w oczy. w te same oczy, w które do niedawna uporczywie się wpatrywałeś. ba! uważałeś nawet, że się 'świecą'. zobacz do czego doprowadziliśmy. nie chcę tak!

wiem. ja wszystko wiem. to moja wina. ja jestem głupia. przyznaję się. ale czasami coś musi zacząć się jeszcze raz, żeby nie musiało się już kończyć...
szkoda, że odeszła ostatnia szansa.


***
teraz jestem tego pewna. właśnie TO chcę powiedzieć.

czwartek, 13 stycznia 2011

skoro ostatnio wszystko zmieniło się w ciągu 25 minut, to teraz też może, prawda?
skręca mnie od środka. strach i niepewność wpadły na herbatkę do mojej podświadomości. źle przyjmuje się takich gości...



'dlatego by nie widzieć Go, wczoraj wykułam oczy swe'
(o tak. nie chcę na to patrzeć. ale wytrzymam. będę dzielna.)

środa, 12 stycznia 2011

wiosna, lato, jesień, zima...

za oknem - wiosna. dzień trwa dłużej niż miesiąc temu, przebiśniegi wystawiły głowy ponad gruntem i bacznie obserwują jak słońce wdziera się przez niedomknięte rolety. ludzie spacerują chodnikami, wypuszczają na spacer swoje uśmiechy. i chyba zauważyłam nowy pieg na swoim nosie.
w sercu - zima. siarczysty mróz pożera każdą komórkę ciała. krew krzepnie w zastraszającym tempie. gęstnieje i uporczywie przeciska się przez wąskie żyły. policzki przybrały już kolor purpury, nie wytrzymują wewnętrznego chłodu. serce zamarza, zamienia się w przezroczystą, kruchą bryłkę lodu. zobacz jak żałośnie wyglądam. potrzebuje ciepła Twoich dłoni, żeby poczuć wiosnę. ona nadchodzi a ja jej nie widzę, bo ciągle patrzę za siebie. szukam Cię, szukam.
g d z i e j e s t e ś?