niedziela, 13 marca 2011

i love you guys.

wystarczy mi jeden wieczór z Wami, żeby uwierzyć, że dam rade. że razem możemy wszystko. to jest właśnie przyjaźń.

dobranoc.

piątek, 11 marca 2011

it's not game.

to nie chińczyk. sens nie polega na rzucaniu kostką i przesuwaniu się o kilka pól. za cel nie stawia się dojścia do 'domku'. przeciwnikiem nie jest inny kolor. jedyną decyzją jaką musisz podjąć nie jest wybór pionka, którym chcesz się ruszyć.
a tutaj? tutaj wszystko jest zupełnie inne, trudniejsze i bardziej bolesne. tutaj emocje częstokroć ściskają ci gardło, przyduszają, rozszerzają bezdenne źrenice. tu droga jest krętym labiryntem, serce wyrywa się z klatki piersiowej i gna przed siebie, wcale się na ciebie nie oglądając. przyjaciel staje się wrogiem, a wróg przyjacielem. tutaj od twojej decyzji zależy całe twoje życie i życie ludzi obok ciebie. musisz wiedzieć jak ulokować wątłe, sypkie uczucia, tak, żeby ktoś nieopacznie ich nie podeptał. bierzesz odpowiedzialność za każde mrugnięcie, gest, przełknięcie śliny, rumieniec na zmarzniętym policzku, zawieszony pocałunek i wytworzoną krwinkę. tutaj musisz żyć. bo tutaj to twoje życie. i nikt nie pyta czy do niego dorosłeś. czy jesteś na tyle silnym by udźwignąć je takim, jakim je dostałeś. nikogo nie obchodzi czy sobie poradzisz. n i k o g o , rozumiesz?
to zrozum. nie masz innego wyjścia...



przestańmy się bawić w życie.
nie jesteśmy pionkami w swoich rękach.
złóżmy planszę i idźmy do domu.
stawmy czoła temu co nas przydusza.
bo przecież jeden za wszystkich,
a wszyscy są chorzy na umyśle...

***
na dobranoc.

wtorek, 8 marca 2011

kropki, kreski, malowane jajka.

staje się niedorzeczna. n i e d o r z e c z n a. po prostu nie dorosłam do tego wszystkiego, albo nie jestem na to gotowa. cofnijmy się do piaskownicy, wyciągnijmy łopatki i stawiajmy te cholerne babki, zamiast bawić się w życie. przecież właśnie tego chcemy, prawda?
przecież chcemy być szczęśliwi. tylko co to u diabła oznacza?!

niech ktoś decyduje za mnie, proszę.

niedziela, 6 marca 2011

za dużo tego wszystkiego. za dużo możliwości. jak mam wybrać dobrze?
właściwie... to czy przysługuje mi jeszcze jakiś wybór? może wyczerpałam już limit i teraz muszę brać wszystko co podsuwają mi pod nos? nie prosić o paragon bo przecież nie przysługuje mi już gwarancja? akceptować wszystko takim jakim jest, ze wszelkimi wadami i usterkami?
być może. ale coś mi się wydaje, że korybut będzie się mocno buntował.
cisza przed burzą.

czwartek, 3 marca 2011

BEZsens.

- nie chcę! słyszysz? nie chcę!
- chcesz. udajesz przed samą sobą.
- niczego nie udaje. to nie deski teatru, tu niczego się nie udaje!
- przecież całe Twoje życie to teatr. grasz, ciągle grasz. wiesz chociaż kim jesteś?
- zamknij się! po prostu się zamknij! nic o mnie nie wiesz!
- Ty sama nic o sobie nie wiesz...

nie wiem. prawda. ciągle się gubię. droga rozchodzi się na prawo i lewo, a ja z uporem maniaka próbuje iść prosto. uderzam głową w ścianę, ale nie zawracam, nie skręcam. 'to dobrze, brniesz w kierunku swoich celów, w kierunku swoich pragnień' odbija mi się echem w pustej czaszce. ale to bujda, totalna bzdura. można zmierzać ku marzeniom ale trzeba mieć jakiś umiar, jakieś zasady. wytyczne, które nie pozwolą nam oszaleć. a ja jestem ich pozbawiona.

obiecały, że już nie wrócą. i co? i znów kłamstwo wzięło górę.