List Dziewicy Panny do (nie)świętego Pawła.
Pojawiłeś się. Stałeś w wejściu. Bóg sam jeden wie po co Cię tam umieścił. Ale jeśli umieścił to miał w tym cel. Popchnął mnie Swoim Bożym Palcem w Twoim kierunku. Byłam naiwna i ciekawa. Pozwoliłam się prowadzić. Usiedliśmy na drewnianej ławce i z premedytacją zabiliśmy czas. Pamiętam jak bardzo się bałam. Jak próbowałam ukryć trzęsące się kolana pod sukienką w kwiaty. Jak chwiałam drobne stopy na cienkich obcasach. Pamiętam też stado myśli, które przebiegały przez moją głowę. Fale emocji, które zalewały moje głupie serce. Byłam bezbronna i wpatrzona w błękitne, zdradzieckie tęczówki. A Ty dobrze wiedziałeś co robisz wyciągając z rękawa gwiazdy i kładąc mi je na udach. Cicho, subtelnie szeptałeś mi do ucha te wszystkie zaklęcia, którymi zabijałeś trzeźwe myślenie. I tak narodził się mój grzech, którym byłeś i już zawsze będziesz. Niczym Wąż kuszący Ewę w Raju.
Ale potem nagle zniknąłeś. Nie było już ani zaklęć, ani gwiazd, ani żalu. Jakby ten rozdział nigdy nie istniał. Nagle miałam czyste sumienie. Układałam sobie życie. Przecież Cię nie było. Dostałam rozgrzeszenie.
Jednak wróciłeś. Nie pozwoliłeś o sobie zapomnieć. Wróciłeś i przewróciłeś pudełko w którym trzymałam myśli, rozpraszając wszystko po pustej głowie. Znów szeptałeś zaklęcia, czarowałeś objęciami i kusiłeś spojrzeniem. A ja znów poszłam za Tobą jak pokorna łania. Dałam się uwieść. Jestem głupia. Głupia bo wiem, że pod cienką skórą czai się Demon. Demon, który wie jaką ma nade mną władzę. I któremu nie potrafię się oprzeć. Demon, który uczy mnie latać i po chwili podcina skrzydła. Który delikatnie zdejmuje ze mnie sukienkę w kwiatki by później brutalnie wyrwać mi serce. Masz w sobie tego Demona. Ale nie wygrasz. Nie wygrasz bo kiedyś przestanę być naiwna. I przyjdzie taki dzień, że odwrócę się i nie pójdę za Tobą. Wtedy ja będę Panią. Wtedy będziemy kwita. Ty i Ja. 1:1. Oboje z krwią na rękach.
Teraz żyj w spokoju i czekaj na ten dzień. Czekaj na swój koniec. Bo on kiedyś nadejdzie. Musi.
Tylko, które z nas wcześniej się podda?
a m e n.
myślałam, że to spotkanie pozwoli odbić mi się od dna. tymczasem wciąż czuję pod stopami mokry żwir. prościej byłoby wypowiedzieć to co niewypowiedziane niż męczyć się kolejne miesiące.