niedziela, 19 czerwca 2011

gdzieś, na dnie.

wiesz, lubię się bawić w Pana Boga. to takie zabawne - mogę Cię zabijać i przywracać do życia. permanentnie. wciąż i wciąż. nieprzerwana rozrywka. giniesz by narodzić się na nowo. znikasz, ale przecież oboje wiemy, że znów się pojawisz. odchodzisz i wracasz. wiesz, ja po prostu lubię się bawić w Pana Boga.
utopiliśmy się we własnych grzechach. chyba nie ma już dla nas rozgrzeszenia. 


***
albo go kocha, albo się uparła.
na dobre, na niedobre i na litość boską.

wtorek, 14 czerwca 2011

bo jeśli masz przyjaciela, który stoi z Tobą w deszczu, atakowany przez rządne krwi komary i robi wszystko by obudzić uśmiech na Twojej twarzy to znaczy, że doświadczyłeś najwspanialszej postaci przyjaźni. przyjaźni prawdziwej. trzymaj ją w swoich rękach i za nic w świecie nie puszczaj. to w dzisiejszych czasach biały kruk.

niedziela, 12 czerwca 2011

amen.

List Dziewicy Panny do (nie)świętego Pawła.
Pojawiłeś się. Stałeś w wejściu. Bóg sam jeden wie po co Cię tam umieścił. Ale jeśli umieścił to miał w tym cel. Popchnął mnie Swoim Bożym Palcem w Twoim kierunku. Byłam naiwna i ciekawa. Pozwoliłam się prowadzić. Usiedliśmy na drewnianej ławce i z premedytacją zabiliśmy czas. Pamiętam jak bardzo się bałam. Jak próbowałam ukryć trzęsące się kolana pod sukienką w kwiaty. Jak chwiałam drobne stopy na cienkich obcasach. Pamiętam też stado myśli, które przebiegały przez moją głowę. Fale emocji, które zalewały moje głupie serce. Byłam bezbronna i wpatrzona w błękitne, zdradzieckie tęczówki. A Ty dobrze wiedziałeś co robisz wyciągając z rękawa gwiazdy i kładąc mi je na udach. Cicho, subtelnie szeptałeś mi do ucha te wszystkie zaklęcia, którymi zabijałeś trzeźwe myślenie. I tak narodził się mój grzech, którym byłeś i już zawsze będziesz. Niczym Wąż kuszący Ewę w Raju.
Ale potem nagle zniknąłeś. Nie było już ani zaklęć, ani gwiazd, ani żalu. Jakby ten rozdział nigdy nie istniał. Nagle miałam czyste sumienie. Układałam sobie życie. Przecież Cię nie było. Dostałam rozgrzeszenie.
Jednak wróciłeś. Nie pozwoliłeś o sobie zapomnieć. Wróciłeś i przewróciłeś pudełko w którym trzymałam myśli, rozpraszając wszystko po pustej głowie. Znów szeptałeś zaklęcia, czarowałeś objęciami i kusiłeś spojrzeniem. A ja znów poszłam za Tobą jak pokorna łania. Dałam się uwieść. Jestem głupia. Głupia bo wiem, że pod cienką  skórą czai się Demon. Demon, który wie jaką ma nade mną władzę. I któremu nie potrafię się oprzeć. Demon, który uczy mnie latać i po chwili podcina skrzydła. Który delikatnie zdejmuje ze mnie sukienkę w kwiatki by później brutalnie wyrwać mi serce. Masz w sobie tego Demona. Ale nie wygrasz. Nie wygrasz bo kiedyś przestanę być naiwna. I przyjdzie taki dzień, że odwrócę się i nie pójdę za Tobą. Wtedy ja będę Panią. Wtedy będziemy kwita. Ty i Ja. 1:1. Oboje z krwią na rękach.
Teraz żyj w spokoju i czekaj na ten dzień. Czekaj  na swój koniec. Bo on kiedyś nadejdzie. Musi. Tylko, które z nas wcześniej się podda?
a  m  e  n.


myślałam, że to spotkanie pozwoli odbić mi się od dna. tymczasem wciąż czuję pod stopami mokry żwir. prościej byłoby wypowiedzieć to co niewypowiedziane niż męczyć się kolejne miesiące.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

zmarszczki mimiczne.

ostatnio popołudnia spędzam w towarzystwie zenita. zepsutego i sprawnego również. czarujemy razem i tymi czarami chcemy się podzielić.




***
spojrzałam w lustro i zobaczyłam kolejną zmarszczkę. kolejna dolina przecięła mi policzek. utworzył się kolejny kanał dla moich rzadkich łez. niewdzięczna. niepotrzebna. niedyskretna. prosta, irytująca zmarszczka. w zasadzie nic wielkiego. każdy ma zmarszczki. mimiczne, niemimiczne i nie-mimiczne. tylko, że moja zmarszczka wrzeźbiła się głęboko pod warstwami skóry. pojawiła się w podświadomości. pojawiła się i wywróciła mój świat do góry nogami. rozwiała wszystkie wartości, brutalnie zdemolowała poukładane priorytety. ale najgorsze miało dopiero nadejść. z uporem maniaka próbowała mnie ściągnąć na ziemię. zmusić do postawienia małych stóp na zimnych, czerwonych kafelkach. ze spuszczoną głową muszę przyznać, że niemal się jej udało. jestem słabsza niż myślałam. niż myślałeś. niż wszyscy myśleliśmy. bądź nie myśleliśmy.

niedziela, 5 czerwca 2011

jestem zbrodniarką. zostawiłam Cię samego. zakończyłam naszą historię, odwróciłam głowę, zacisnęłam powieki, żeby nie widzieć spojrzenia pełnego bólu i zatkałam uszy, żeby Twoje odważne słowa nie dotarły aortą do mojego sfatygowanego serca. tak. do tych przestępstw się przyznaję. ale okazało się, że popełniłam jeszcze jedno. jeden występek więcej. z pozoru niewielki, ale wgryzający się ostrymi kłami w podświadomość. porzucając Cię zabiłam cząstkę siebie, którą obudziłeś dawno temu. zabiłam zdolność do odczuwania uczuć silniejszych niż nienawiść, złość, euforia i rozpacz razem wziętych. i to dlatego nie potrafię sobie poradzić sama ze sobą. i to dlatego wciąż gubię się w emocjach. i to dlatego nie mogę znaleźć miejsca dla mojej chorej głowy. ale teraz, skoro mam świadomość tego wszystkiego, wiem, że trzeba zacząć działać. otwieram oczy i nie wracając do przeszłości czekam na kogoś, kto ponownie nauczy mnie tego wszystkiego.


so come out of your cave walking on your hands
and see the world hanging upside down.
music.