niedziela, 7 sierpnia 2011

może faktycznie wystarczy zacisnąć pięści, zagryźć wargi, zamknąć oczy. przetrwać najgorsze i nie czekać. po prostu o tym nie myśleć. jakby nic nie miało się wydarzyć. może faktycznie tak będzie lepiej?

wtorek, 2 sierpnia 2011

nie-moc.

gdybym mogła patrzeć, spojrzałabym głęboko w Twoje niebieskie tęczówki. gdybym mogła chwytać, objęłabym Twoje dłonie. gdybym mogła mówić powiedziałabym Ci naprawdę wiele. powiedziałabym jak letnią bryzą przebiegunowałeś myśli. jak sprawiłeś, że coś się we mnie poruszyło. coś pod fałdami skóry zadrżało i zamarło na kilka sekund, by powrócić z niewiarygodną energią. powiedziałabym jak bardzo chciałabym, żeby ten wieczór miał braci bliźniaków. podobnych, ale nieco innych. przychodzących w sobotę każdego tygodnia. opowiedziałabym o historii, którą uszyłam nam z rozmyślań towarzyszących mi każdego dnia, na każdym kroku. może daleko jej do Miłości, ale jest równie poruszająca. a na końcu zapytałabym dlaczego tak mnie krzywdzisz. dlaczego niczego mi nie ułatwiasz. dlaczego pozwoliłeś mi pokochać tamten moment ale nie dałeś możliwości bym kochała inne. dlaczego?
niestety. wobec Ciebie jestem głuchoniemą, niewidomą kaleką. nie spojrzę, nie obejmę, nie powiem. niemoc. nie moc. nie-moc. nie. moc.

niedziela, 31 lipca 2011

są rzeczy, o których nie chcemy wiedzieć. zaciskamy dłonie na małżowinach i odcinamy jakikolwiek dopływ fal dźwiękowych, żeby uchronić się przed prawdą. przed NIEwygodną prawdą. bo bądźmy szczerzy - prawda zazwyczaj nam nie odpowiada. wolimy karmić się złudzeniami i udawać, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku. że kawa nie jest za mocna a zupa przesolona. takim sposobem unikamy rozmów, kłótni, wyborów i trudnych sytuacji. omijają nas uderzenia gorąca, zawroty głowy i niekontrolowane palpitacje serca. ale to nie jest dobre wyjście. przecież od przesolonej zupy może rozboleć nas brzuch, a od zbyt mocnej kawy radykalnie skacze ciśnienie. to też ciągnie za sobą konsekwencje. to też doprowadza nas do bólu. dlatego nie ma różnicy jaką drogą wybierzemy. nie ważne czy zrobimy z siebie głuche kalekie istoty, czy też stawimy czoła prawdzie. zawsze będzie bolało. bolało, kuło, drapało, gniotło, piekło, swędziało, paliło, dusiło, męczyło, gryzło, rozbijało. bo na tym cholernym świecie nie da się zrobić nawet jednego kroku bez łzy bólu. mojej, Twojej, jej czy jego. nie ważne czyjej. po prostu się nie da.
dlatego nie będę dzielna i odważna. nie otworzę uszu na to, czego nie chce usłyszeć. skoro mam cierpieć to wybieram prostszą drogę. i tak, masz rację, jestem tchórzem.

środa, 27 lipca 2011

czasami wychodząc z domu chciałabym powiedzieć, że idę z Tobą. 
tylko tyle. 
tak po prostu.

poniedziałek, 25 lipca 2011

who knows?

nie wiem dlaczego jesteś zły. dlaczego oglądasz wschody, ale nie zostajesz na zachodach. dlaczego nie pijesz kawy, chodzisz po pokoju kiedy myjesz zęby, nie sznurujesz butów, słuchasz wszystkiego i niczego, a Twoja głowa nigdy nie patrzy pod nogi. nie wiem też jaki jest twój ulubiony film, gdzie poznałeś swoją pierwszą miłość, czy spełniasz marzenia, czy lubisz lody czekoladowe i jak wspominasz dzieciństwo. tak naprawdę nic o tobie nie wiem. otwierasz przede mną drzwi, ale nie pozwalasz mi wyjść z korytarza. nie chce całe życie siedzieć na brzozowej szafce z butami i zastanawiać się co kryje się za drzwiami do salonu, kuchni czy sypialni. daj mi szansę. pozwól mi tam wejść. na chwilę, na moment nie dłuższy niż uderzenie serca, niż przelotne spojrzenie. nic nie ryzykujesz, przecież i tak nie zostanę. masz pewność, że wyjdę i prawdopodobnie już nie wrócę. 



chyba, że złapiesz mnie za rękę
i zapytasz czy nie mam może
ochoty na herbatę.