są takie dni, kiedy przychodzi ból. drapie. gryzie. parzy. zdziera sukienkę. penetruje ciało. i nie jest przyjemny. wtedy myślę, że mogłabym być gdzieś indziej. gdzieś dalej. gdzieś bliżej. z nim. a może z tobą. sama?
i czasami wydaje mi się, że jestem za słaba, za krucha. zbyt miękka i zbyt wątła. i boję się. boję się bo nie zawsze sobie z tym radzę. kulę się. zamykam. odcinam. wyłączam. przestaje istnieć.
przebiegunowane myśli nieznośnie zalewają głowę. rozczarowanie. złość. irrytacja. znów uwierzyłam, że można.
zdzieram łokcie i łamię palce. walczę. nie o ciebie, o nia, o niego. walczę o siebie. nie chce wiedzieć, że dałam się zwieść jak głuchoniema, niewidoma kaleka z połową serca. tą głupszą w dodatku. i wygram. jeszcze zobaczysz. zaśmieję ci się w twarz.
a Tobie Madonno Małgorzato dziękuję. podarowałaś mi pudełko przepełnione ciepłem i nadzieją. tego potrzebowałam. i choć wciąż przeraża mnie jak dobrze mnie znasz, chyba mianuję Cię moim Aniołem Stróżem.
***
dusi mnie ostatnio, więc się nim podzielę:
zanurzcie mnie w Niego
jakby różę w dzbanek
po oczy,
po czoło,
po snop włosa jasnego -
niech mnie opłynie wkoło,
niech się przeze mnie toczy
jak woda całująca
Oceanu Wielkiego
niech zginie noc, poranek,
blask księżyca czy słońca,
lecz niech on we mnie wnika
jak skrzypcowa muzyka -
gdy mi do serca dotrze,
będę tym co najsłodsze,
Nim. -
oczarowana znów. pawlikowską - jasnorzewską tym razem.