jeszcze niedawno była zima 2011 roku. jeszcze niedawno wyrwałam sobie serce i położyłam je na Twoich kolanach. jeszcze niedawno przemierzaliśmy całe miasto jednym autobusem. jeszcze niedawno opowiadałam Ci bajki o tym jak długo i szczęśliwie będziemy żyć. jeszcze niedawno szeptałeś mi do ucha subtelne wyznania. jeszcze niedawno patrzyłeś na mnie ciepłymi oczami. jeszcze niedawno grzałam swoje cherlawe ciało tonąc w Twoich ramionach. jeszcze niedawno czułam się niezwykle ważna. jeszcze niedawno wierzyłam w miłość. jeszcze niedawno Madonna Małgorzata widziała iskry w naszych oczach i pisała o nas historie. jeszcze niedawno chciałam powiedzieć bardzo dużo. może zbyt wiele. może nie. jeszcze niedawno byliśmy my. teraz jestem ja. Ciebie nie ma. nie tu. nie teraz. śpisz u boku wysokiej, wcale-nie-kruchej blondynki, która nijak nie przypomina mnie. i czuję do niej odrazę, choć sprawia wrażenie miłej osoby.
straciłam Cię całkiem dawno, i od niedawna wiem, że nigdy Cię nie miałam. i będzie to za mną chodzić do końca świata, bo życie jest za krótkie.
jak na złość nie mogę znaleźć naszej historii. wszystko - jak na złość.
czwartek, 8 listopada 2012
niedziela, 28 października 2012
rachunek sumienia - resocjalizacja. w ramach nawrócenia społecznego i rozliczenia z błędami przeszłości powstaje lista. wszystkie brudy wyciągane na światło dzienne skamlą i wyją w rytm bębniącej pralki. drżąca ręka sunie po cienkim papierze urzeczywistniając coraz to gorsze zbrodnie. o winie decydują gapie wpatrzeni z rozdziawionymi mordami w publiczną egzekucję. powieszą na niej psy czy też nie? zgnije w ciemnym kącie? biorą jej chore ciało na oblepione cynizmem, podłe języki i drążą tak by zadać jak najwięcej bólu. by obedrzeć ją z resztek człowieczeństwa. upokorzona zagryza wargi i modli się w duchu o zbawienie, które nie nadejdzie. błędy przeszłości nie znikają. nosisz na sobie ich zapach do końca życia. ale nie bój się. wystarczy potraktować je jak bolesną lekcję. to jedyny ratunek. jedyna szansa na przetrwanie.
popełniłam w życiu wiele błędów. wymierzono mi za nie równie wiele kar. przyznaję się nawet do jednego morderstwa i kilku przestępstw. ale jestem silniejsza, mądrzejsza i ciągnę za sobą bagaż doświadczeń.
wyrok - zwolnienie warunkowe.
wyrok - zwolnienie warunkowe.
sobota, 29 września 2012
szukam ukojenia. rzeczywistość napiera na mnie z każdej strony. wylewa się dziurami i otworami. szuka ujścia w kruchym sercu. i tłoczy krew. krew z tuzinem wątpliwości. a może nawet dwoma tuzinami? sen nie niesie wytchnienia. deszcz koszmarów zalewa pomarszczone czoło. i budzę się. oddycham. docierają do mnie niepokojące bodźce. gdzieś kuje. gdzieś ciśnie. gdzieś mruczy. drga. płonie. nie rozumiem. nie wiem. chcę. boję się. czerwony kot zerka na mnie niespokojnie. pytam go czy przynosi szczęście. i nic. stoi i zielonymi oczami śledzi moje rozedrgane dłonie. zamykam oczy i modlę się by nie był pechowy. ostatni cień moralności i zdrowego rozumu postawiłam na niego. ponownie pozwalam sobie na cień naiwności i wbijając paznokcie w cienką skórę wierzę, że tym razem nie będzie połamanych kości i stłuczonego serca. że tym razem czeka na mnie coś dobrego. że nie spisano mnie jeszcze na straty.
poniedziałek, 17 września 2012
za szybko. za wolno. za dużo i zbyt mało. skrajności i końce. żadnych środków. półśrodków nawet. gdzieś kuje, gdzieś boli. dużo ciebie. jej. jego. mnie nie. ciężkie powieki brutalnie ograniczają życie. i nie ma wyjścia, wytchnienia. permanentna burza. z deszczu pod rynnę. spod rynny w deszcz. spokój potrzebny na już, na gwałt.
w wełnianym kocu zatracam wątły szkielet. w aromatycznej herbacie topie frustracje. cichą muzyką koje zmysły. a brak mi czasu na te przyjemności.
w wełnianym kocu zatracam wątły szkielet. w aromatycznej herbacie topie frustracje. cichą muzyką koje zmysły. a brak mi czasu na te przyjemności.
niedziela, 26 sierpnia 2012
antyczna tragedia współczesna.
fatum. najgorszy z możliwych oprawców. zatruwa życie z każdą sekundą. prześladuje Cię na każdym kroku i nie pozwala swobodnie oddychać. ściśnięte gardło, wąskie żyły, palpitacje serca. wyciska z Ciebie to co najlepsze pozostawiając zgarbioną, sponiewieraną sylwetkę człowieka wypchaną palącym poczuciem winy i żarzącymi się wyrzutami sumienia. uderza w najsłabszy punkt, ugina czerwone kolana, przyciska Cię do ściany konfliktu tragicznego. nie ma dobrej drogi. wszystkie prowadzą do piekła. dziewięć kręgów Dantego to nic w porównaniu z tym, z czym przyjdzie Ci się zmierzyć. boisz się. trzęsiesz. targają Tobą skrajne emocje. łapiesz oddech. tlen ulatuje przez dziurę w klatce żeber. i modlisz się. modlisz. o koniec świata, apokalipsę. o cokolwiek. cokolwiek co mogłoby skończyć Twoje cierpienie. modlisz się i nic się nie zmienia. fatum prześladuje Cię przez całe życie zaciskając długie palce na chudym przegubie. nie uciekaj. walcz.
moje życie przybrało postać tragedii antycznej, której nie powstydziłby się Sofokles.
nie wiem co robić. boję się.
potrzebuję podlasia i nocy na wsi.
moje życie przybrało postać tragedii antycznej, której nie powstydziłby się Sofokles.
nie wiem co robić. boję się.
potrzebuję podlasia i nocy na wsi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)