odliczamy. permanentnie. bez przerwy. bez chwili oddechu. lata. miesiące. dni. godziny. minuty. i sekundy. do kolejnych urodzin. do nowego roku. do spotkania. do pocałunku. do miłości też. i choć czasami robimy to na ślepo i bezwiednie - wciąż oddajemy temu życie. nie myślimy dniem dzisiejszym. nie patrzymy pod nogi. nie czerpiemy z obecnych historii. zaciskając pięści wspinamy się na palce wypatrując czegoś w oddali. kogoś. zatracamy całych siebie układając w głowie skrzętne scenariusze. wciąż przerysowane i nad wyraz idealne. nieprawdopodobnie nieżyciowe. a jednak czasami się zdarza. patrzysz w oczy. opuszkami palców gładzisz rumiane policzki. mierzwisz włosy. poznajesz. smakujesz. czujesz. kochasz. i masz. masz to wszystko o co modliłeś się każdego dnia. o co błagałeś skamląc jak chory pies. stoi przed tobą. prawdziwe. twoje. nie musisz już odliczać. możesz się śmiać. oddychać pełną piersią. nie martwić się. żyć. i właśnie wtedy coś wkrada się pod kruche żebra i kuje wiotkie serce. szepcze do ucha złowrogie wróżby. przydusza. przygniata. i uciekasz. odchodzisz. porzucasz swoje największe szczęście na rzecz kolejnego odliczania. i znów boli. znów jesteś sam. ty i twoje paranoje. nic mniej. nic więcej.
martwię się bo tak bardzo nie potrafimy czerpać z tego, co się nam przytrafia. tak bardzo nie umiemy oddać się czemuś bez pamięci. bez zająknięcia. ważymy wciąż zyski i straty myśląc o przyszłości. a może warto być tu i teraz? może warto zaufać, dać się ponieść? może warto przestać odliczać? może.
i gdy tak o tym myślę:
pluszowy królik zapytał: "co to znaczy być prawdziwym?"
i zapytał: "czy to boli?",
a koń odpowiedział: "czasami".
"czy to się dzieje w jednej chwili?"
"zajmuje dużo czasu".
"prawdziwy stajesz się wtedy,
gdy już wykochano z ciebie większość sierści.
gdy oczy wypadają i puszczają szwy.
ale to bez znaczenia,
bo jesteś prawdziwy.
brzydkim mogą cię nazwać tylko ci, którzy niczego nie pojmują".
bądźmy więc brzydcy. tu i teraz.