ciąży mi na rozmarzonej głowie jedno, bardzo ważne, nurtujące pytanie. od dawna próbuję pojąć czym jest zakochanie. ten niemożebnie przyjemny stan odkąd pamiętam stanowi dla mnie zagadkę nie do odgadnięcia. na wątłym sercu i naiwnym umyśle prowadzę obserwacje - z marnym skutkiem. i wciąż nie wiem. bo czy jeśli, bez względu na to czy jest dobrze czy źle, myśli wciąż kradnie jedna osoba to już zakochanie? czy jeśli podświadomość kreuje zmyślne, ciepłe obrazy szczęśliwej przyszłości, właśnie z tym, a nie innym, to znaczy, że serce zajęło się uczuciem? czy jeśli patrząc na wspólne zdjęcie, oczy szklą się i mienią słonymi kroplami, a mięsień uwięziony między kruchymi żebrami szaleje z tęsknoty, to organizm zaraził się tą przedziwną emocją? czy gdy próbujesz ułożyć sobie życie, poznać kogoś nowego i naprawdę zacząć nowy rozdział, ale nie możesz, bo w pamięci wciąż pieszczotliwie obracasz obraz jego uśmiechu i dobrych oczu, to jest jeszcze jakaś szansa?
prawdopodobnie nie. prawdopodobnie chorujesz na zakochanie. nieodwzajemnione zacznie cię w końcu wyniszczać. drapać. gryźć. dusić. odbierze radość. przygniecie do ściany. zepchnie na margines. owszem, możesz walczyć. próbować. zdzierać knykcie. ale nikt, NIKT, nie da ci gwarancji, że się uda. nie martw się. uspokój. oddychaj. nie umrzesz. pewnie będzie bolało. długo i mocno. ale pewnego dnia obudzisz się zupełnie zdrowy. z największą miłością u swego boku. albo kolejny raz sam, silniejszy o kolejne pęknięcie serca. nie pierwsze i nie ostatnie.
i choć ogólny wydźwięk jest raczej smutny, to ma pokrzepiać. bo w myśl przysłowia - co nas nie zabije, to nas wzmocni. a przecież nie można umrzeć z miłości (chyba, że jest się Rojkiem w czystej postaci).
***
dziękuję M. chyba wróciłam na dobre.
***
perfect ruin
poniedziałek, 15 czerwca 2015
niedziela, 17 maja 2015
nie jest tak jak powinno być. wiele spraw wciąż stanowi zagadkę. wiele rzeczy spędza sen z lekkich powiek. i dużo zmartwień na ciężkiej głowie.
ale wciąż trzymam się myśli, że są jeszcze ciepli ludzie. dobre serca i otwarte dłonie. a wśród nich wciąż jesteś Ty.
bo mimo wszystko jesteś najlepszym co mnie dotychczas spotkało.
***
nie ubieram się w słowa tak pięknie jak kiedyś. mimo wszystko od dawna chciałam tu na chwilę wrócić. serce pękało mi z natłoku niewypowiedzianych słów.
ale wciąż trzymam się myśli, że są jeszcze ciepli ludzie. dobre serca i otwarte dłonie. a wśród nich wciąż jesteś Ty.
bo mimo wszystko jesteś najlepszym co mnie dotychczas spotkało.
***
nie ubieram się w słowa tak pięknie jak kiedyś. mimo wszystko od dawna chciałam tu na chwilę wrócić. serce pękało mi z natłoku niewypowiedzianych słów.
sobota, 24 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
przychodzi taki dzień kiedy szczęścia i nieszczęścia Twoich bliskich spadają na Twoje kruche barki. i wiele jest takich dni. zazwyczaj przyjmujesz je z pokorą i albo cieszysz się w rytm ich uśmiechów, albo ocierasz gorzkie łzy powtarzając ciche 'będzie dobrze'. to Twoi ludzie, nie chcesz zostawiać ich samych sobie. potrzebują Cię, więc jesteś. słusznie.
ale ilu z nich spytało co u Ciebie? zauważyło zaszklone oczy? dostrzegło bledszy niż zazwyczaj uśmiech i wygniecione spojrzenie? ilu z nich wie, że nie masz już ochoty słuchać o wszystkich miłościach - szczęśliwych czy też nie - kiedy Twoja własna wciąż nie przychodzi. kiedy wieczorami zostajesz sam ze swoim pustym życiem, a w głuchocie uczuć huczy tylko mruczenie rudego kota. kiedy masz ochotę płakać i krzyczeć, że o kant rozbić to całe ich szczęście. ilu z tych ludzi, którzy na co dzień oddają Ci swoje radości i smutki wie, że wcale nie jesteś szczęśliwym człowiekiem?
otóż - nikt. nie mówisz o tym, nie poruszasz trudnych tematów - nie ma problemu. nie trzeba się interesować. i tak, to Twoja wina. bo o smutku trzeba mówić, wylewać. i pod żadnym pozorem nie dusić w kruchym sercu. nikt na siłe nie będzie go w Tobie szukał. nikt.
***
ludzie przychodzą i odchodzą. zdecydowane więcej jest tych drugich. ciężko znosi się takie nieme, angielskie ucieczki. i ciężko żyje się z myślą, że coraz mniej mamy obok siebie oddanych przyjaciół. kilka zim temu wierzyłam, że przyjaźń to najtrwalsze spoiwo. trwalsze nawet od miłości. jak bardzo potrafię się mylić...
***
jeszcze dwa miesiące i moje magiczne 21 wzrośnie o kolejny rok. i pierwszy raz od tych 21 lat nie mam ochoty obchodzić swoich urodzin. kolejny rok wszyscy - szczerze lub niekoniecznie - będą życzyć mi szczęścia i miłości. a ja kolejny raz grzecznie podziękuję. i może nawet naiwnie uwierzę, że coś się spełni. a potem kolejny raz życie sprowadzi mnie brutalnie na ziemię. dziękuję, postoję.
***
taką ponurą mam dziś głowę. podnieś mnie, podnieś. bo życie kolejny raz udowadnia mi, że można upaść jeszcze niżej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)