a co jeśli niepotrzebnie szamoczę się z życiem? jeśli walczę o coś, co wcale nie jest tego warte? jeśli dałam się zaślepić bezsensownym pragnieniom? co jeśli to wcale nie Ty jesteś spełnieniem marzeń?
może to głupota. może wystarczy przygarnąć coś pozornie mniejszego i mniej fascynującego, ale za to dobrego i pełnego ciepła. schować absurdalne wymagania do najgłębszej szuflady i pozwolić się zaskoczyć. przecież nie każde uczucie musi być szalone, porywające i tętniące namiętnością. przecież na początek wystarczy iskra. od niej zaczyna się wszystko. może po prostu wystarczy zaufać.
może. ale skąd wiedzieć czy na pewno?
przemyśleń ciąg dalszy i dalszy. mam wrażenie, że całe moje życie to jedna wielka rozterka miłosna.
wtorek, 23 czerwca 2015
piątek, 19 czerwca 2015
życie upierdliwie wywraca mi się do góry nogami. z całych sił, z wypiekami na pyzatych policzkach, próbuje utrzymać je w ryzach. na próżno. kotłuje się, wierci, obraca i zmienia. i stawia przede mną najtrudniejsze wybory. czuję się jak mała dziewczynka, samotna, w środku wielkiego lasu. stoję na rozdrożu i nie wiem, w którą stronę powinnam pójść. płaczę więcej niż zwykle, a przecież miałam być już duża i samodzielna. chowam się pod lekką kołdrą, z nadzieją, że nikt mnie tam nie znajdzie, a świat zwyczajnie zapomni o moim istnieniu. uciekam, ale ile da się tak żyć?
i najgorsza w tym wszystkim jest nieobecność.
wkraczanie w dorosłość jest trudniejsze niż myślałam. boję się zgłosić na miesięczny staż, o którym zawsze marzyłam, więc jak mogę podejmować decyzje o całej swojej przyszłości? i gdyby nie Ci wszyscy ludzie obok - już dawno postradałabym zmysły.
i najgorsza w tym wszystkim jest nieobecność.
wkraczanie w dorosłość jest trudniejsze niż myślałam. boję się zgłosić na miesięczny staż, o którym zawsze marzyłam, więc jak mogę podejmować decyzje o całej swojej przyszłości? i gdyby nie Ci wszyscy ludzie obok - już dawno postradałabym zmysły.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
ciąży mi na rozmarzonej głowie jedno, bardzo ważne, nurtujące pytanie. od dawna próbuję pojąć czym jest zakochanie. ten niemożebnie przyjemny stan odkąd pamiętam stanowi dla mnie zagadkę nie do odgadnięcia. na wątłym sercu i naiwnym umyśle prowadzę obserwacje - z marnym skutkiem. i wciąż nie wiem. bo czy jeśli, bez względu na to czy jest dobrze czy źle, myśli wciąż kradnie jedna osoba to już zakochanie? czy jeśli podświadomość kreuje zmyślne, ciepłe obrazy szczęśliwej przyszłości, właśnie z tym, a nie innym, to znaczy, że serce zajęło się uczuciem? czy jeśli patrząc na wspólne zdjęcie, oczy szklą się i mienią słonymi kroplami, a mięsień uwięziony między kruchymi żebrami szaleje z tęsknoty, to organizm zaraził się tą przedziwną emocją? czy gdy próbujesz ułożyć sobie życie, poznać kogoś nowego i naprawdę zacząć nowy rozdział, ale nie możesz, bo w pamięci wciąż pieszczotliwie obracasz obraz jego uśmiechu i dobrych oczu, to jest jeszcze jakaś szansa?
prawdopodobnie nie. prawdopodobnie chorujesz na zakochanie. nieodwzajemnione zacznie cię w końcu wyniszczać. drapać. gryźć. dusić. odbierze radość. przygniecie do ściany. zepchnie na margines. owszem, możesz walczyć. próbować. zdzierać knykcie. ale nikt, NIKT, nie da ci gwarancji, że się uda. nie martw się. uspokój. oddychaj. nie umrzesz. pewnie będzie bolało. długo i mocno. ale pewnego dnia obudzisz się zupełnie zdrowy. z największą miłością u swego boku. albo kolejny raz sam, silniejszy o kolejne pęknięcie serca. nie pierwsze i nie ostatnie.
i choć ogólny wydźwięk jest raczej smutny, to ma pokrzepiać. bo w myśl przysłowia - co nas nie zabije, to nas wzmocni. a przecież nie można umrzeć z miłości (chyba, że jest się Rojkiem w czystej postaci).
***
dziękuję M. chyba wróciłam na dobre.
***
perfect ruin
prawdopodobnie nie. prawdopodobnie chorujesz na zakochanie. nieodwzajemnione zacznie cię w końcu wyniszczać. drapać. gryźć. dusić. odbierze radość. przygniecie do ściany. zepchnie na margines. owszem, możesz walczyć. próbować. zdzierać knykcie. ale nikt, NIKT, nie da ci gwarancji, że się uda. nie martw się. uspokój. oddychaj. nie umrzesz. pewnie będzie bolało. długo i mocno. ale pewnego dnia obudzisz się zupełnie zdrowy. z największą miłością u swego boku. albo kolejny raz sam, silniejszy o kolejne pęknięcie serca. nie pierwsze i nie ostatnie.
i choć ogólny wydźwięk jest raczej smutny, to ma pokrzepiać. bo w myśl przysłowia - co nas nie zabije, to nas wzmocni. a przecież nie można umrzeć z miłości (chyba, że jest się Rojkiem w czystej postaci).
***
dziękuję M. chyba wróciłam na dobre.
***
perfect ruin
niedziela, 17 maja 2015
nie jest tak jak powinno być. wiele spraw wciąż stanowi zagadkę. wiele rzeczy spędza sen z lekkich powiek. i dużo zmartwień na ciężkiej głowie.
ale wciąż trzymam się myśli, że są jeszcze ciepli ludzie. dobre serca i otwarte dłonie. a wśród nich wciąż jesteś Ty.
bo mimo wszystko jesteś najlepszym co mnie dotychczas spotkało.
***
nie ubieram się w słowa tak pięknie jak kiedyś. mimo wszystko od dawna chciałam tu na chwilę wrócić. serce pękało mi z natłoku niewypowiedzianych słów.
ale wciąż trzymam się myśli, że są jeszcze ciepli ludzie. dobre serca i otwarte dłonie. a wśród nich wciąż jesteś Ty.
bo mimo wszystko jesteś najlepszym co mnie dotychczas spotkało.
***
nie ubieram się w słowa tak pięknie jak kiedyś. mimo wszystko od dawna chciałam tu na chwilę wrócić. serce pękało mi z natłoku niewypowiedzianych słów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)