sobota, 29 października 2011

spadła na mnie lodowata lawina słów. słów gorzkich, cierpkich, ostrych i nad wyraz nieprzyjemnych. tonę po końcówki rzęs w śniegu i nie mogę się wydostać. wołam o pomoc, ale nikt nie przychodzi. cierpię na ciele i na umyśle. słaniam się na guzowatych kolanach. modlę się o koniec tej katastrofy. koszmaru, z którego nie mogę się obudzić. błagam krzycząc przez łzy, ale nikt nie chce mnie wysłuchać. jakby cały świat uwziął się na mnie i tylko czekał na moją porażkę. 


zabolało mnie wszystko to co dzisiaj zobaczyłam, usłyszałam i poczułam. zabolała mnie świadomość, że nie wiem kim jesteś. zabolało mnie to, że pozwoliłeś mi wyjść. czy można stracić coś czego się nigdy nie miało?

środa, 26 października 2011

spala-lalala-m

spalam się. wypalam. gasnę. kurczę jak knot w wiśniowej świeczce. 
coraz mniej mam siebie w samej sobie.

wtorek, 25 października 2011

orzech.

bezkresny błękit i bursztynowe sentymenty znikają pod cienką warstwą orzechowych doznań. bardzo przyjemnych doznań, które za dnia dodają uroku smutnej jesieni, a w nocy skutecznie grzeją zmarznięte serca, oplatają zsiniałe wargi. pod grubą skorupą kryje się jakaś magia, która ledwo przebija się przez przypadkowe szczeliny. kusi mnie, żeby uwolnić ją i sprawdzić czy faktycznie jest tak niezwykła. mogłaby okazać się najcenniejszym skarbem. fascynującą błyskotką z grupy błyskotek nie-do-oddania. czymś co bierzesz w dłonie i delikatnie chowasz w kieszeni. ukrywasz pod sukienką w kwiatki. zasłaniasz kurtyną przesadnie wytuszowanych rzęs. nie chcesz by zabrano Ci źródło energii, szczęścia i niecodziennego poruszenia. nie chcesz znów stać się szarym człowiekiem, ledwo zauważalnym miedzy kroplami jesiennej mżawki. 
nie podejrzewałam się o zamiłowanie do orzechów. dotychczas nawet nie wiedziałam, że istnieją. przyjemne odkrycie. i tak upłynął mi wtorek...

niedziela, 23 października 2011

panistwórca.

masz rację. jestem naiwną, słabą suką, która potulnie ugina wątłe kolana i skamląc prosi choć o spojrzenie. o jakąkolwiek uwagę. wyjąc z bólu łapie za nogawkę i błaga byś wrócił. w całej swojej żałości grzebie własny honor, z premedytacją zabije dumę, wiesza na sznurze utkanym z wyrzutów sumienia całą godność. TYLKO po to żebyś był. TYLKO lub AŻ. spójrz w zielono-brązowe tęczówki. widzisz? tkwią za słoną szybą uśpione, martwe, wpatrzone w Ciebie. obudź je. przecież wiem, że cierpisz gdy widzisz je takimi. dlatego wciąż odwracasz głowę. dlatego uciekasz, biegniesz. stwarzasz pozory. udajesz, że wszystko jest w porządku. ale od środka płoniesz. spalasz się wraz z poczuciem winy. po co nam to wszystko, po co? byliśmy szczęśliwi. Ty i ja x2. Ty i ja x2.
podnieś mnie z podłogi, podrap za uchem. wyprowadź mnie na spacer, leżmy na łące i śmiejmy się z masek obracających się wśród chorych drwin. niech będzie jak wtedy, gdy wszystko było proste, a sam Bóg podawał nam na tacy odpowiedzi na najważniejsze pytania. przecież lubiliśmy ten czas...





nie możecie się tak po prostu odwrócić i odejść. nie możecie, bo to ja Was stworzyłam. wyciągnęłam z Was to co najlepsze. sprawiłam, że narodziliście się dla świata, o którym nie mieliście pojęcia. dlatego - nie możecie odejść, bo dzieło nigdy nie wyrzeka się swojego stwórcy. trwa przy swoim mistrzu i czeka na dalsze wskazówki. unoszę się dziś pychą, dlatego, że wiem jak wiele drzwi otworzyło się Wam dzięki mnie. niestosowne jest pozostawienie mnie teraz samej sobie, na pastwę losu. wysoce niestosowne.

wtorek, 11 października 2011

wszystko jest proste. niesamowicie jasne. nie będę płakać po nocach. nie będę wzdychać i całować uschniętych kwiatów, bo wszystko jest proste. już wszystko wiem. i rozumiem. a przede wszystkim wierze, że jeśli coś ma się wydarzyć to się wydarzy. dlatego będę czekać. miesiąc, dwa, może rok. wydziergam sobie szalik przekładając druty przez oczka w kolorze Twoich tęczówek i będę cierpliwa. nie można sobie zniszczyć całego życia przez jeden błąd. nie można. 


jednak umiem dojść do dobrych wniosków i uczyć się na błędach. zajmuje mi to dużo czasu, bardzo dużo i wiele mnie kosztuje ale potrafię. dzisiaj w końcu spokojnie położę głowę na poduszce i uśmiechnę się na myśl o tym wszystkim.