wtorek, 25 października 2011

orzech.

bezkresny błękit i bursztynowe sentymenty znikają pod cienką warstwą orzechowych doznań. bardzo przyjemnych doznań, które za dnia dodają uroku smutnej jesieni, a w nocy skutecznie grzeją zmarznięte serca, oplatają zsiniałe wargi. pod grubą skorupą kryje się jakaś magia, która ledwo przebija się przez przypadkowe szczeliny. kusi mnie, żeby uwolnić ją i sprawdzić czy faktycznie jest tak niezwykła. mogłaby okazać się najcenniejszym skarbem. fascynującą błyskotką z grupy błyskotek nie-do-oddania. czymś co bierzesz w dłonie i delikatnie chowasz w kieszeni. ukrywasz pod sukienką w kwiatki. zasłaniasz kurtyną przesadnie wytuszowanych rzęs. nie chcesz by zabrano Ci źródło energii, szczęścia i niecodziennego poruszenia. nie chcesz znów stać się szarym człowiekiem, ledwo zauważalnym miedzy kroplami jesiennej mżawki. 
nie podejrzewałam się o zamiłowanie do orzechów. dotychczas nawet nie wiedziałam, że istnieją. przyjemne odkrycie. i tak upłynął mi wtorek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz