V
akceptacja
nagle wszystko staje się niezwykle oczywiste, jasne i proste. prawda spada na Ciebie jak grom z jasnego nieba. tym razem jednak nie ugina wątłych kolan. nie tłamsi zmysłów. nie burzy krwi w błękitnych żyłach. nie przysparza o palpitacje naiwnego serca. tym razem przyjmujesz ją ze spokojem godnym najwybitniejszego stoika. pochylasz czoło, marszczysz nieznacznie brwi. ale nie cierpisz. potrzebujesz teraz chwili spokoju i wytchnienia. chwili wolności od emocji i uczuć. przez moment potrzebujesz być prostym człowiekiem. potrzebujesz czasu na zebranie myśli. bo co dalej? jeśli zaakceptowałeś porażkę to czy jest sens brnąć dalej w twarde bruzdy życia i narażać się na następną? czy wystawienie samego siebie na kolejną próbę nie będzie samobójstwem? czy można z popiołów ulepić nowy dom? żadnej dobre odpowiedzi. dlatego żyj dalej. po prostu. żyj.
czasami pogodzenie się z przeszłością jest jedyną drogą do spokoju ducha.
a czasami to niezdolność zaakceptowania straty, wynikająca z szaleństwa, jest jedyną rzeczą, która trzyma nas przy życiu.
tak źle i tak niedobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz