piątek, 19 czerwca 2015

życie upierdliwie wywraca mi się do góry nogami. z całych sił, z wypiekami na pyzatych policzkach, próbuje utrzymać je w ryzach. na próżno. kotłuje się, wierci, obraca i zmienia. i stawia przede mną najtrudniejsze wybory. czuję się jak mała dziewczynka, samotna, w środku wielkiego lasu. stoję na rozdrożu i nie wiem, w którą stronę powinnam pójść. płaczę więcej niż zwykle, a przecież miałam być już duża i samodzielna. chowam się pod lekką kołdrą, z nadzieją, że nikt mnie tam nie znajdzie, a świat zwyczajnie zapomni o moim istnieniu. uciekam, ale ile da się tak żyć?
i najgorsza w tym wszystkim jest nieobecność.


wkraczanie w dorosłość jest trudniejsze niż myślałam. boję się zgłosić na miesięczny staż, o którym zawsze marzyłam, więc jak mogę podejmować decyzje o całej swojej przyszłości? i gdyby nie Ci wszyscy ludzie obok - już dawno postradałabym zmysły.

2 komentarze:

  1. też się tego boję, że nigdy nie będziemy dorośli, dojrzali czy chociaż trochę niepogubieni.
    ale wiesz, najłatwiej jest się poddać.
    walczmy o siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm. walczmy, ale nie zatraćmy całkowicie tego roztargnienia. mimo tego, że spędza sen z powiek i czasami zmusza nas do pójścia pod górkę - jest piękne. sprawia, że nie jesteśmy ułożonymi pod linijkę, znudzonymi życiem perfekcjonistami. poza tym, tak sobie myślę, że czasami gubiąc się i błądząc, mimo wszystko można spotkać na swojej drodze coś bardzo pięknego :)

    OdpowiedzUsuń