wtorek, 10 maja 2011

a po nocy przychodzi dzień.

znów zaczynają mnie nękać dawne koszmary. przychodzą i zaciskają chude, długie palce na moich wystających kostkach. wiem, że nie ma sensu się wyrywać. przecież każdy sen, dobry i zły, rodzi się w mojej głowie. jestem jego panią i rodzicielką. a to, że nie potrafię nad nim zapanować to już wyłącznie moja wina. dlatego boję się, bardzo się boję. drżę na samą myśl o tym, że może wrócić wszystko to co od dawna chce wrzucić do pudełka 'wspomnienia'. najbardziej przeraża mnie to, że znów nieświadomie rzuciłeś kamień, który pociągnie za sobą lawinę. nie lubię naszej historii.

środa, 4 maja 2011

tak więc postanowiłeś odwiedzać mnie też w snach? to do Ciebie niepodobne, ale niech będzie. zgoda. masz do nich wstęp. tylko dlaczego wybierasz akurat te najbardziej niepoprawne i szalone? 
w sumie nie powinno mnie to dziwić, przecież lubisz zaskakiwać. wyskakiwać zza rogu moich myśli w najbardziej  nieoczekiwanym momencie. a ja lubię udawać zaskoczoną, tak jakbym wcale na to nie czekała. jak dużo musimy się jeszcze o sobie nauczyć mój drogi, jak dużo. ale spokojnie, powoli, mamy czas. przed nami całe życie.

niedziela, 1 maja 2011

król pik.

nastały ciężkie czasy dla mojej chorej podświadomości. nie potrafię ubrać w słowa tego co we mnie siedzi. nie umiem wyrazić uczuć. balansuje na krawędzi słów niskich i wysokich i nadal nie wiem, na którą stronę chcę spaść. a dzieje się mnóstwo. obawiam się, że jeśli nie uszyję sobie sukienki z pstrych wyrazów ostatnich wydarzeń to eksploduję. wybuchnę i pozostawię po sobie głuchą pustkę, bezbarwną i nijaką. taki prywatny koniec świata. nie powiem, bardzo wygodny. bez łez, bez pogrzebów, bez białych kwiatów. jednak mimo wszystko, zostało kilka spraw, które kurczowo trzymają mnie na tym świecie i szybko z niego nie puszczą. bądź co bądź, jestem im za to bardzo wdzięczna. dlatego wspomogę je i spróbuję pobawić się w krawca. może jutro pokaże się w nowej, słownej sukience?

***
lubię wracać do naszej historii. wiele się z niej nauczyłam. jest dla mnie swojego rodzaju lekcją. bolesną, ale pouczającą. i lubię też wymyślać jej koniec. zawsze jest romantyczny, ciepły i szczęśliwy. ale przy tym tak niesamowicie nierealny, że aż wstydzę się o nim myśleć. oblewam policzki purpurą i schodzę z delikatnych obłoków na twardy beton. ale wystarczyła mi jedna rozmowa, by zmienić zakończenie. dopisałeś do naszej historii kolejny rozdział. pozwoliłeś odkryć się na nowo jak świeżo wytasowany król pik. wciąż zaskoczona, z uśmiechem na nieidealnych ustach, trzymam Cię w zmarzniętych dłoniach i wpatruję się w błękitne tęczówki. i znów myślę o zakończeniu. tym razem wydaję się być realne. mogę uwierzyć, że ma szanse stać się rzeczywistością. tylko zastanawiam się czy nadal tego chce. dwa słowa, które wyrzuciłeś z siebie, jakbyś dusił je od dawna, wywołały we mnie burzę. pomyśl jaki skutek przyniosłaby lawina Twoich słów. boję się tego, jaki masz na mnie wpływ. dlatego zabierz ode mnie moje zakończenie. niech wspomnienia pozostaną wspomnieniami.


***
więc z ramion ramę złóż
opraw ten
wyblakły mocno akt
opraw mnie

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

usiadłam na miękkim łóżku, pod brązowym kocem. w dłoniach trzymałam biały kubek. wiśniowa herbata parowała przyjemnie pod piegowatym nosem. zielono-brązowe tęczówki wpatrywały się w szklany ekran, a źle skrojone usta wykrzywiał uśmiech wywołany przez komiczne postacie z kreskówek. i mimo śmiechu w środku kuła mnie świadomość, że brakuje obok drugiego kubka. drugiego białego kubka z parującą herbatą. zdałam sobie sprawę, że oczami wyobraźni widzę go w dłoniach kogoś, kogo dotychczas nie podejrzewałam o odwiedzanie mojej podświadomości. znowu czuje na plecach dreszcz strachu. dość już złamanych serc.

sobota, 23 kwietnia 2011

spowiedzi,

mam ochotę stanąć przed Tobą i   n i e    patrząc Ci w oczy powiedzieć prawdę. jak na spowiedzi. wyznać wszystkie grzechy, których byłeś powodem. wszystkie nieczystości, których dopuszczał się mój umysł pod Twoim wpływem. byłabym w końcu czysta. czysta i wolna. bo stałeś się moją kulą u nogi. ciężką, żelazną, sprawiającą ból kulą u nogi mojego niepełnosprawnego serca. zrobiłeś ze mnie kalekę, wrak człowieka. i nawet nie chcesz ponieść za to odpowiedzialności. umyłeś od tego ręce jeszcze tego wieczoru, gdy z takim zapałem opowiadałeś mi o gwiazdach. pamiętasz jeszcze ten wieczór?