nie podejrzewałam się o zamiłowanie do orzechów. dotychczas nawet nie wiedziałam, że istnieją. przyjemne odkrycie. i tak upłynął mi wtorek...
wtorek, 25 października 2011
orzech.
bezkresny błękit i bursztynowe sentymenty znikają pod cienką warstwą orzechowych doznań. bardzo przyjemnych doznań, które za dnia dodają uroku smutnej jesieni, a w nocy skutecznie grzeją zmarznięte serca, oplatają zsiniałe wargi. pod grubą skorupą kryje się jakaś magia, która ledwo przebija się przez przypadkowe szczeliny. kusi mnie, żeby uwolnić ją i sprawdzić czy faktycznie jest tak niezwykła. mogłaby okazać się najcenniejszym skarbem. fascynującą błyskotką z grupy błyskotek nie-do-oddania. czymś co bierzesz w dłonie i delikatnie chowasz w kieszeni. ukrywasz pod sukienką w kwiatki. zasłaniasz kurtyną przesadnie wytuszowanych rzęs. nie chcesz by zabrano Ci źródło energii, szczęścia i niecodziennego poruszenia. nie chcesz znów stać się szarym człowiekiem, ledwo zauważalnym miedzy kroplami jesiennej mżawki.
niedziela, 23 października 2011
panistwórca.
masz rację. jestem naiwną, słabą suką, która potulnie ugina wątłe kolana i skamląc prosi choć o spojrzenie. o jakąkolwiek uwagę. wyjąc z bólu łapie za nogawkę i błaga byś wrócił. w całej swojej żałości grzebie własny honor, z premedytacją zabije dumę, wiesza na sznurze utkanym z wyrzutów sumienia całą godność. TYLKO po to żebyś był. TYLKO lub AŻ. spójrz w zielono-brązowe tęczówki. widzisz? tkwią za słoną szybą uśpione, martwe, wpatrzone w Ciebie. obudź je. przecież wiem, że cierpisz gdy widzisz je takimi. dlatego wciąż odwracasz głowę. dlatego uciekasz, biegniesz. stwarzasz pozory. udajesz, że wszystko jest w porządku. ale od środka płoniesz. spalasz się wraz z poczuciem winy. po co nam to wszystko, po co? byliśmy szczęśliwi. Ty i ja x2. Ty i ja x2.
podnieś mnie z podłogi, podrap za uchem. wyprowadź mnie na spacer, leżmy na łące i śmiejmy się z masek obracających się wśród chorych drwin. niech będzie jak wtedy, gdy wszystko było proste, a sam Bóg podawał nam na tacy odpowiedzi na najważniejsze pytania. przecież lubiliśmy ten czas...
nie możecie się tak po prostu odwrócić i odejść. nie możecie, bo to ja Was stworzyłam. wyciągnęłam z Was to co najlepsze. sprawiłam, że narodziliście się dla świata, o którym nie mieliście pojęcia. dlatego - nie możecie odejść, bo dzieło nigdy nie wyrzeka się swojego stwórcy. trwa przy swoim mistrzu i czeka na dalsze wskazówki. unoszę się dziś pychą, dlatego, że wiem jak wiele drzwi otworzyło się Wam dzięki mnie. niestosowne jest pozostawienie mnie teraz samej sobie, na pastwę losu. wysoce niestosowne.
podnieś mnie z podłogi, podrap za uchem. wyprowadź mnie na spacer, leżmy na łące i śmiejmy się z masek obracających się wśród chorych drwin. niech będzie jak wtedy, gdy wszystko było proste, a sam Bóg podawał nam na tacy odpowiedzi na najważniejsze pytania. przecież lubiliśmy ten czas...
nie możecie się tak po prostu odwrócić i odejść. nie możecie, bo to ja Was stworzyłam. wyciągnęłam z Was to co najlepsze. sprawiłam, że narodziliście się dla świata, o którym nie mieliście pojęcia. dlatego - nie możecie odejść, bo dzieło nigdy nie wyrzeka się swojego stwórcy. trwa przy swoim mistrzu i czeka na dalsze wskazówki. unoszę się dziś pychą, dlatego, że wiem jak wiele drzwi otworzyło się Wam dzięki mnie. niestosowne jest pozostawienie mnie teraz samej sobie, na pastwę losu. wysoce niestosowne.
wtorek, 11 października 2011
wszystko jest proste. niesamowicie jasne. nie będę płakać po nocach. nie będę wzdychać i całować uschniętych kwiatów, bo wszystko jest proste. już wszystko wiem. i rozumiem. a przede wszystkim wierze, że jeśli coś ma się wydarzyć to się wydarzy. dlatego będę czekać. miesiąc, dwa, może rok. wydziergam sobie szalik przekładając druty przez oczka w kolorze Twoich tęczówek i będę cierpliwa. nie można sobie zniszczyć całego życia przez jeden błąd. nie można.
jednak umiem dojść do dobrych wniosków i uczyć się na błędach. zajmuje mi to dużo czasu, bardzo dużo i wiele mnie kosztuje ale potrafię. dzisiaj w końcu spokojnie położę głowę na poduszce i uśmiechnę się na myśl o tym wszystkim.
jednak umiem dojść do dobrych wniosków i uczyć się na błędach. zajmuje mi to dużo czasu, bardzo dużo i wiele mnie kosztuje ale potrafię. dzisiaj w końcu spokojnie położę głowę na poduszce i uśmiechnę się na myśl o tym wszystkim.
sobota, 8 października 2011
Ojcze nasz.
Ojcze nasz, któryś jest w Niebie...
bardzo nie lubię tych czasów. nie lubię siedzieć bezczynnie na zimnym betonie i smakować słonych łez. nie lubię gdy jest we mnie pustka, której nijak nie umiem wypełnić. nie lubię gdy zabierasz mi coś bez czego już nie potrafię żyć. naprawdę, nie lubię tych czasów. są obce, pełne lęku i nie ma w nich krzty nadziei. chce wierzyć, że gdy wyjadę - będę miała gdzie wrócić. że nie będę musiała sama stać w deszczu. że będzie jak kiedyś. dlatego proszę. nie pozwól mi więcej cierpieć. nie mam siły wciąż o to wszystko walczyć. w końcu upadnę i boję się, że nie będzie obok nikogo kto mnie podniesie.
módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. amen.
bardzo nie lubię tych czasów. nie lubię siedzieć bezczynnie na zimnym betonie i smakować słonych łez. nie lubię gdy jest we mnie pustka, której nijak nie umiem wypełnić. nie lubię gdy zabierasz mi coś bez czego już nie potrafię żyć. naprawdę, nie lubię tych czasów. są obce, pełne lęku i nie ma w nich krzty nadziei. chce wierzyć, że gdy wyjadę - będę miała gdzie wrócić. że nie będę musiała sama stać w deszczu. że będzie jak kiedyś. dlatego proszę. nie pozwól mi więcej cierpieć. nie mam siły wciąż o to wszystko walczyć. w końcu upadnę i boję się, że nie będzie obok nikogo kto mnie podniesie.
módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. amen.
piątek, 7 października 2011
zabrakło słów. zapewnień. deklaracji. prymitywnego papierka w głupim urzędzie. taka błahostka, takie nic. nic, które zbudowało wysoki mur. w dodatku zakończony drutem kolczastym. bez możliwości ucieczki. mogliśmy uderzać w ściany, zdzierać skórę z zaciśniętych pięści. łamać paznokcie wydrapując cegły. rozbijać głowę o czerwono-bursztynowe sentymenty. to takie zabawne kiedy patrzy się na to z perspektywy czasu i widzi się, że to wszystko poszło na marne. nie miało sensu. bo potrzebne były słowa. lawiny, potoki i rwące strumienie słów. błędem było zawzięte uprawianie ciszy.
dzisiaj śmieję się z naiwności, która wtedy górowała nad horyzontem. śmieję się przez łzy. bo wolałabym, żeby zamiast niej wzeszło słońce.
myślę o tym wszystkim a Ty uparcie starasz mi się udowodnić, że nie kochałam. bo nie było troski, bo nie było poczucia odpowiedzialności, zabrakło poszanowania i poznania. ale tak naprawdę nie wiesz o czym mówisz. nie możesz nic na ten temat wiedzieć bo nie jesteś mną, a ja nigdy nie będę Tobą. za to On ma rację mówiąc, że wszystko przez białe przepaście. bo gdybyś coś naprawdę kochał lub był przywiązany - naprawdę : nie byłoby ich. więc to jednak nie-naprawdę? kochał czy był przywiązany? tak czy nie? a może gra toczy się o to nieszczęsne 'lub'?
nie mam już siły. istny harmider.
dzisiaj śmieję się z naiwności, która wtedy górowała nad horyzontem. śmieję się przez łzy. bo wolałabym, żeby zamiast niej wzeszło słońce.
myślę o tym wszystkim a Ty uparcie starasz mi się udowodnić, że nie kochałam. bo nie było troski, bo nie było poczucia odpowiedzialności, zabrakło poszanowania i poznania. ale tak naprawdę nie wiesz o czym mówisz. nie możesz nic na ten temat wiedzieć bo nie jesteś mną, a ja nigdy nie będę Tobą. za to On ma rację mówiąc, że wszystko przez białe przepaście. bo gdybyś coś naprawdę kochał lub był przywiązany - naprawdę : nie byłoby ich. więc to jednak nie-naprawdę? kochał czy był przywiązany? tak czy nie? a może gra toczy się o to nieszczęsne 'lub'?
nie mam już siły. istny harmider.
Subskrybuj:
Posty (Atom)