kolorowe kreskówki - wspomnienie z dzieciństwa. animowana miłość, naszkicowane pocałunki. pamiętam jak kochałam się w komediach romantycznych. wzdychałam wprost w szklane oko czarnej skrzynki. naiwność wylewała się ze mnie hektolitrami. i dobrze żyło mi się w tej powodzi. do czasu, aż pojawiłeś się pewnej zimy. przebiegunowane myśli pędziły przed siebie jak oszalałe. pod prąd, z prądem. i znów pod. nieprzerwanie, zmiennie. zachłysnęłam się uczuciem. i nagle dorosłam.
dorosłam i nie wierzę już w miłość.
przeraża mnie taka rzeczywistość.
zrób c o ś.
czekam.
niedziela, 22 stycznia 2012
środa, 11 stycznia 2012
naprawdę nie potrzebuję Twojej miłości. nie pragnę zapewnień. mogę żyć bez pocałunków i czułych słów. daj mi tylko garść uwagi, kilka ciepłych spojrzeń. pozwól upaść w silne ramiona. poświeć chwilę i posłuchaj moich historii. bądź ze mną tak jak byłeś dotychczas. tylko tyle.
pomimo tego kim się stałeś dalej nie potrafię zapomnieć. i wciąż walczę. nie umiem się poddać.
to bolesne gdy poznanie prawdy o przeszłości zmienia teraźniejszość.
pomimo tego kim się stałeś dalej nie potrafię zapomnieć. i wciąż walczę. nie umiem się poddać.
to bolesne gdy poznanie prawdy o przeszłości zmienia teraźniejszość.
piątek, 6 stycznia 2012
I lose my mind
zgubiłam się. nie wiem gdzie jestem. nie potrafię określić współrzędnych geograficznych kruchego serca. idę wąskimi uliczkami. zakręty nieznośnie mnożą się pod małymi stopami. i co dalej? prawo? lewo? wciąż przed siebie? on czy ona? osobno? razem? nic. po prostu się snuję. wciąż bez celu. twarze wyskakują zza rogu i wykrzywiają z prostacką ironią krzywe usta. uśmiecham się dla świętego spokoju. zanurzam się w brukowanych kostkach. coraz więcej dziur. coraz mniej miejsca. mniej powietrza. mniej życia. i ciemno. zapada zmrok. noc. ciemność. cisza. zapalam świeczkę.
nie ufam ostatnio swoim instynktom. zawodzą mnie zmysły i palpitacje serca. zawodzi mnie umysł.
a Ty? ufasz mi jeszcze?
nie ufam ostatnio swoim instynktom. zawodzą mnie zmysły i palpitacje serca. zawodzi mnie umysł.
a Ty? ufasz mi jeszcze?
wtorek, 3 stycznia 2012
pamiętam dzień, w którym zobaczyłam Cię przez judasz. stałeś trochę niepewnie, lekko zgarbiony. bezmyślnie pocierałeś dłonie. było niezwykle ciepło. pachniało kawą. i mnóstwo niepotrzebnych ludzi stało obok. tamtego dnia wpuściłam Cię do środka. nie wiedziałam czego chcesz i jak długo zostaniesz. ale otworzyłam Ci drzwi. wszedłeś. nie mówiłeś dużo. nie zdjąłeś kurtki. po prostu stałeś w przedpokoju. alogicznie złożone sylaby odbijały się od ścian. oblałeś moje policzki czekoladowym spojrzeniem i wyszedłeś. pojawiałeś się regularnie. pewnego dnia zdjąłeś buty. kolejnego na wieszaku zawisła kurtka. w końcu wszedłeś do kuchni i poprosiłeś o herbatę. sylaby w niewyjaśnionych okolicznościach zaczęły układać się w spójną całość. od tamtej pory spędzałeś u mnie każdy wieczór. w końcu uciekliśmy. na moment. na chwilę. na koniec świata. na miłość i na nie-miłość. na nieszczęście... sufit runął nam na głowy.
i nie było Cię. blakłeś. znikałeś. odszedłeś.
otworzyłam Ci wszystkie możliwe drzwi i czekam. rozczarowanie staje w progu i cynicznie wykrzywia skrwawione wargi.
nie lubię gdy tak nieznośnie Cię nie ma.
i nie było Cię. blakłeś. znikałeś. odszedłeś.
otworzyłam Ci wszystkie możliwe drzwi i czekam. rozczarowanie staje w progu i cynicznie wykrzywia skrwawione wargi.
nie lubię gdy tak nieznośnie Cię nie ma.
... na szczęście: czuje, że wracasz.
nowy rok, czyste sumienie, nowe możliwości i plany. nie zamierzam być milsza, mniej naiwna, bardziej odważna. pozostanę sobą. sezonowo piegowatym korybutem z głową nie-na-karku. z kieszeniami wypchanymi optymizmem. z przygryzionymi wargami i nieczytelnymi tęczówkami.
a sobie i wszystkim, którzy boją się ciemności życzę szczypty szczęścia i ciepła.
czwartek, 29 grudnia 2011
ryzykuj!
stajesz przed nią, twarzą w twarz. słodki zapach jej perfum paraliżuje nerwy. dostrzegasz swoje odbicie w mętnych tęczówkach. patrzysz na nią i wiesz czego chcesz. wiesz co musisz zrobić. zaciskasz pięści. wbijasz pięty w miękką ziemię. podejmujesz decyzje. tu i teraz. dla siebie. dla niej. serce szaleje pośród kruchych żeber. przez głowę przepływa rwący prąd wątpliwości. krew buzuje w żyłach. i choć twardo stoisz na ziemi - jesteś nieobecny. dryfujesz gdzieś między bytem a niebytem. obracasz się wśród ciał niebieskich. kalkulujesz zyski i straty. przeglądasz katalog konsekwencji. przypominasz sobie, że jesteś człowiekiem. musisz podejmować decyzje i stawiać czoła skutkom. wiesz co robić. klamka szczerości zapadła. na dobre. na amen. przełykasz więc ślinę, otwierasz usta. finezyjnie ułożone zdanie przeciska się przez wąskie kaniony kapilar prosto do strun głosowych. proste ale dosadne. ciepłe ale brutalne. oklepane i wciąż aktualne. znasz je dobrze. z uporem maniaka powtarzasz je co wieczór obracając w dłoniach szklany różaniec. jak pacierz na dobre sny.
zadrżała krtań. pierwsza spółgłoska głucho wyszła na świat. i nagle - odwracasz się. spuszczasz wzrok. zamykasz usta, przygryzasz wargi i znów mówisz o pogodzie. a ona gaśnie. jej smutne oczy stają za brudną szybą rozczarowania. nie widzisz tego. nie widzisz bo spuściłeś czarną kurtynę strachu. cegła po cegle układasz kłamstwa obok siebie. budujesz mur obojętności i tym razem nie myślisz o konsekwencjach. nie zdajesz sobie sprawy, że prędzej czy później będzie on dla niej za duża przeszkodą. a Ty zostaniesz sam. i udusisz się własną bezradnością. dlatego zaryzykuj, nie odwracaj się. nie obiecuję, że będzie dobrze. nie obiecuję, że nie upadniesz i nie połamiesz kości. nie obiecuję, że będziesz szczęśliwy. po prostu staw czoła życiu - zaryzykuj.
jedyna konkluzja kończącego się roku: ludzie za bardzo boją się mówić o uczuciach. a owy strach jest zarazą społeczeństwa.
i oby 2012 okazał się lepszy.
zadrżała krtań. pierwsza spółgłoska głucho wyszła na świat. i nagle - odwracasz się. spuszczasz wzrok. zamykasz usta, przygryzasz wargi i znów mówisz o pogodzie. a ona gaśnie. jej smutne oczy stają za brudną szybą rozczarowania. nie widzisz tego. nie widzisz bo spuściłeś czarną kurtynę strachu. cegła po cegle układasz kłamstwa obok siebie. budujesz mur obojętności i tym razem nie myślisz o konsekwencjach. nie zdajesz sobie sprawy, że prędzej czy później będzie on dla niej za duża przeszkodą. a Ty zostaniesz sam. i udusisz się własną bezradnością. dlatego zaryzykuj, nie odwracaj się. nie obiecuję, że będzie dobrze. nie obiecuję, że nie upadniesz i nie połamiesz kości. nie obiecuję, że będziesz szczęśliwy. po prostu staw czoła życiu - zaryzykuj.
jedyna konkluzja kończącego się roku: ludzie za bardzo boją się mówić o uczuciach. a owy strach jest zarazą społeczeństwa.
i oby 2012 okazał się lepszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)