sobota, 28 stycznia 2012

ciepło. niezliczone pokłady ciepła. kojąca zmysły woń. białe stoki. dwie doliny... nie, właściwie cztery. bezkresne niebo rozświetlone przez przebrane gwiazdy. szczypta szarości dla smaku. i dwa porcelanowe kubki na brzozowej komodzie. 
wszystko na wyciągnięcie ręki, bliżej niż dotychczas. może bliżej niż kiedykolwiek? korciło. wierciło dziurę w brzuchu. w umyśle również. szeptało nieprzyzwoitości do naiwnego ucha. szarpałam się z ustami, które wyprzedzały myśli. o włos, o krok od błędu. i wygrałam. wygrałam spokój. nie znany dotąd spokój. jakby nie było się czego bać. jakby wszystko się uspokoiło. cisza po burzy. jakbym oddała się w bezpieczne ręce. silne dłonie, które nigdy nie pozwolą mi upaść. cud czy przekleństwo? nie wiem. ale niech trwa. niech trwa jak najdłużej. 

niedziela, 22 stycznia 2012

kolorowe kreskówki - wspomnienie z dzieciństwa. animowana miłość, naszkicowane pocałunki. pamiętam jak kochałam się w komediach romantycznych. wzdychałam wprost w szklane oko czarnej skrzynki. naiwność wylewała się ze mnie hektolitrami. i dobrze żyło mi się w tej powodzi. do czasu, aż pojawiłeś się pewnej zimy. przebiegunowane myśli pędziły przed siebie jak oszalałe. pod prąd, z prądem. i znów pod. nieprzerwanie, zmiennie. zachłysnęłam się uczuciem. i nagle dorosłam. 
dorosłam i nie wierzę już w miłość.
przeraża mnie taka rzeczywistość. 
zrób  c  o  ś.
czekam.

środa, 11 stycznia 2012

naprawdę nie potrzebuję Twojej miłości. nie pragnę zapewnień. mogę żyć bez pocałunków i czułych słów. daj mi tylko garść uwagi, kilka ciepłych spojrzeń. pozwól upaść w silne ramiona. poświeć chwilę i posłuchaj moich historii. bądź ze mną tak jak byłeś dotychczas. tylko tyle.


pomimo tego kim się stałeś dalej nie potrafię zapomnieć. i wciąż walczę. nie umiem się poddać.
to bolesne gdy poznanie prawdy o przeszłości zmienia teraźniejszość.

piątek, 6 stycznia 2012

I lose my mind

zgubiłam się. nie wiem gdzie jestem. nie potrafię określić współrzędnych geograficznych kruchego serca. idę wąskimi uliczkami. zakręty nieznośnie mnożą się pod małymi stopami. i co dalej? prawo? lewo? wciąż przed siebie? on czy ona? osobno? razem? nic. po prostu się snuję. wciąż bez celu. twarze wyskakują zza rogu i wykrzywiają z prostacką ironią krzywe usta. uśmiecham się dla świętego spokoju. zanurzam się w brukowanych kostkach. coraz więcej dziur. coraz mniej miejsca. mniej powietrza. mniej życia. i ciemno. zapada zmrok. noc. ciemność. cisza. zapalam świeczkę.


nie ufam ostatnio swoim instynktom. zawodzą mnie zmysły i palpitacje serca. zawodzi mnie umysł.
a Ty? ufasz mi jeszcze?

wtorek, 3 stycznia 2012

pamiętam dzień, w którym zobaczyłam Cię przez judasz. stałeś trochę niepewnie, lekko zgarbiony. bezmyślnie pocierałeś dłonie. było niezwykle ciepło. pachniało kawą. i mnóstwo niepotrzebnych ludzi stało obok. tamtego dnia wpuściłam Cię do środka. nie wiedziałam czego chcesz i jak długo zostaniesz. ale otworzyłam Ci drzwi. wszedłeś. nie mówiłeś dużo. nie zdjąłeś kurtki. po prostu stałeś w przedpokoju. alogicznie złożone sylaby odbijały się od ścian. oblałeś moje policzki czekoladowym spojrzeniem i wyszedłeś. pojawiałeś się regularnie. pewnego dnia zdjąłeś buty. kolejnego na wieszaku zawisła kurtka. w końcu wszedłeś do kuchni i poprosiłeś o herbatę. sylaby w niewyjaśnionych okolicznościach zaczęły układać się w spójną całość. od tamtej pory spędzałeś u mnie każdy wieczór. w końcu uciekliśmy. na moment. na chwilę. na koniec świata. na miłość i na nie-miłość. na nieszczęście...  sufit runął nam na głowy.
i nie było Cię. blakłeś. znikałeś. odszedłeś.
otworzyłam Ci wszystkie możliwe drzwi i czekam. rozczarowanie staje w progu i cynicznie wykrzywia skrwawione wargi. 
nie lubię gdy tak nieznośnie Cię nie ma. 


... na szczęście: czuje, że wracasz.




nowy rok, czyste sumienie, nowe możliwości i plany. nie zamierzam być milsza, mniej naiwna, bardziej odważna. pozostanę sobą. sezonowo piegowatym korybutem z głową nie-na-karku. z kieszeniami wypchanymi optymizmem. z przygryzionymi wargami i nieczytelnymi tęczówkami.
a sobie i wszystkim, którzy boją się ciemności życzę szczypty szczęścia i ciepła.