niedziela, 26 września 2010

bzdura jak mało która.

'dlaczego mi to robisz? dlaczego po raz kolejny wchodzisz bez pytania do mojej świadomości i niszczysz wszystko, co tak zgrabnie w niej poukładałam? dlaczego, kurwa?! no pytam się?!'
tak. dokładnie takie pytania chciałabym móc teraz zadać panu M. wiem nawet jaka byłaby odpowiedź. uśmiechnąłby się. tak jak zawsze. w ten rozbrajający mnie sposób. jak ja tego nienawidzę. nienawidzę i uwielbiam jednocześnie. cóż za absurd!
podyskutujmy dalej. 'masz zamiar coś z tym zrobić? chociaż mi to wyjaśnić? czy miałam być tylko zabawką, chwilową zachcianką, alkoholowym 'widzimisię'?". chyba trochę zbiłabym go z tropu. dotąd nie odkrywałam kart. 'spokojnie' odpowiedziałby zmieszany. 'tylko tyle? nie stać cię na nic więcej? jedno 'spokojnie' za wywrócenie mojego świata do góry nogami. no pięknie. wiedziałam, że na tobie zawsze można polegać. powiedz, żebym się odpierdoliła i dała ci w końcu święty spokój. a i proszę, nie dzwoń już do mnie. nie mam czasu na zabawy w chowanego. ja tak nie potrafię. a ty w końcu dorośnij i wyjdź z piaskownicy!'. odwróciłabym się ze łzami w oczach i odeszła. tak wlaśnie rozmowa przerodziłaby się w dość żenujący monodram zdesperowanej kobiety.
i teraz miałby do wyboru dwie opcje. cieszyć się, że pozbył się problemu. albo złapać mnie za rękę i... no właśnie. i co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz