
analogowe aparaty to jedne z tych przedmiotów, które są najzdolniejszymi artystami we współczesnym świecie. zwykła poza, codzienna mina, proste kolory - wszystko nabiera dzięki nim wyrazu. zdjęcia wyglądają tak, jakby posiadały dusze. jakby chciały nam opowiedzieć swoją historię, zaczynając od słów 'dawno temu, pewnego deszczowego dnia...'. lubię ich słuchać. siadamy razem w wygodnym fotelu, przy filiżance herbaty i przenosimy się w przeszłość. nie mówią o księżniczkach i walecznych rycerzach. opowiadają o ludziach, prostych ludziach. ale robią to w tak magiczny sposób, że każdy z nich staję się bohaterem baśni. swojej własnej baśni.
mówienie 'do widzenia' wychodzi mi równie dobrze co mówienie 'dzień dobry'. z tą różnicą, że mówienie 'do widzenia' cholernie boli, nawet jeśli wiem, że tak trzeba. czekam wciąż na osobę, której będę mogła powiedzieć 'witaj' bez strachu, że za chwilę będę musiała skierować w jej stronę 'żegnaj'. czekam już bardzo długo, kończą mi się pokłady cierpliwości, a horyzont nadal pozostaje nietkniętą prostą. żadnego punktu, żadnej plamki. prosta, równa, jakże wkurwiająca krecha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz