weszłam do domu, rzuciłam torby na zimne kafelki, zdjęłam buty i pognałam do kuchni. dorwałam się do jajek i pomidorów, i zrobiłam sobie jajecznicę. była fenomenalna. nie mam pojęcia czy to za sprawą moich wciąż kuśtykających, przygłuchych i ślepych na lewe oko umiejętności kulinarnych, czy okrutnego głodu, który od kilku godzin męczył moje biedne wnętrzności, ale tak pysznej obiadokolacji nie miałam od dawna! jednego natomiast jestem pewna. 11 godzin poza domem, bez obiadu i ciągle w biegu - niesamowicie męczące. ale jak ja to kocham!nie lubię niejasnych sytuacji. bardzo nie lubię. ale często łapię się na tym, że na własne życzenie tkwię w nich po uszy. są jak ruchome piaski. im bardziej się szamoczesz, tym bardziej cię wciągają.
chciałabym mieć przed sobą czystą, ładną kartkę. tymczasem moja jest zamazana, w różnorakich kleksach, z zagiętymi rogami i lekko przedarta. ktoś nawet namalował na niej trupią czaszkę. i to tuż nad napisem 'spokój ducha'. 'cóż za zbieg okoliczności!' niemal krzyczę z wyrzutem... codziennie staram się coś wymazać, pozbyć się kleksa, wyprostować różek. i udaje się, nie mówię, że nie. ale niektórych plam nie potrafię wybielić. boję się za nie zabrać, bo wiem, że zniszczyłabym cudzą kartkę. dlatego tkwię sobie w brudnych, kłamliwych sytuacjach i pogrążam się z każdym dniem. 'brawo korybucie, brawo. lepiej udawać niż wyłożyć karty na stół. bardzo mądrze' - podświadomość nie daje mi spokoju. może czas wziąć się za siebie i w końcu zrobić coś, żeby 'spokój ducha' nie był dłużej przysłonięty przez skrzyżowane piszczele?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz