niedziela, 3 kwietnia 2011

far, far away.

czasami lubię odwrócić głowę i spojrzeć za siebie. zobaczyć wszystko z perspektywy nowych doświadczeń i emocji. różowe wspomnienia nie raz i nie dwa okazują się miotać między czernią i bielą. ludzie, którzy stanowili cały mój świat są tak mali, że aż dziwię się, że nie podeptałam ich w życiowym pośpiechu. niejedno gwałtowne bicie serca okazuje się strachem a nie miłością.
i dopiero gdy spoglądam przez ramię widzę, jak bardzo lubię być naiwna. jak często zachowuje się jak mała dziewczynka, która z uporem maniaka wierzy, że wszystko zawsze się ułoży. że będzie lepiej. że wszyscy będziemy szczęśliwi. ja, ty i On. nie ważne - razem czy osobno. po prostu szczęśliwi. i wiesz co? czasami patrząc za siebie czuję to ukłucie w żołądku. zazwyczaj w momencie kiedy dociera do mnie, że naiwność to głupota. a rozczarowania bolą, cholernie bolą.
chyba uodparniam się na ten ból...

***
ciesze się Waszym szczęściem. ciesze się, że w końcu się udaje. i nadal (być może naiwnie) wierzę, że będzie dobrze, a może nawet lepiej niż dobrze. i że to szczęście uśmiechnie się w końcu też do mnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz