mam wadę wymowy. mówię za dużo, za często i zbyt impulsywnie. próbuję sznurować wargi, zaciskać zęby. wbijam sobie w dłoń czekoladowe paznokcie. tylko, żeby nie pisnąć słówka. a język uciążliwie, nieznośnie wije się w moich ustach. cofa się do przełyku, ociera o kły, miażdży podniebienie. nagle znajduje szparę i wydobywa się na zewnątrz. i wtedy wylewa się ze mnie rzeka słów. mówię, mówię, mówię - mówię wszystko co sprawia, że boli, że kuje, że uszczęśliwia, że ręka, noga, że noc, że księżyc, że sen, że miłość, że Ty, że ja, że oni, że świat.
mówię i boje się skutków. boję się, że pewnego dnia powiem za dużo. że runie wszystko, bo jedno słowo okaże się zbyt silne. a jeśli to będą dwa słowa? co wtedy?
mówię i boje się skutków. boję się, że pewnego dnia powiem za dużo. że runie wszystko, bo jedno słowo okaże się zbyt silne. a jeśli to będą dwa słowa? co wtedy?
nawet nie wiesz jak to lubię. ja też nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz