sobota, 28 maja 2011
zaczyna brakować mi sił na dalsze stwarzanie pozorów. męczy mnie już to przedstawienie. męczy mnie udawanie, że jestem silna, że wszystko jest tak jak być powinno, że odpowiada mi to co się dzieje i że nie czekam na to, co dziać się nie chce. nie chcę już dłużej utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że potrafię wziąć wszystko w swoje małe dłonie, ustawić tak jak powinno było stać od dawna i utrzymać cały ciężar na słabych ramionach. kruszę się. powoli, małymi zachwianiami zbliżam się do zimnej posadzki. nie chcę upadać. dobrze czułam się unosząc stopy ponad chodnikami. lewitując w czasoprzestrzeni objęć. obracając się w ogniach spojrzeń. otulając się ciszą pocałunków. nie wierz mi kiedy patrząc Ci w oczy powiem, że za tym nie tęsknię, że tego nie potrzebuję. nie wierz, bo to będą nieprzyzwoite kłamstwa. nieprzyzwoite kłamstwa broniące mojej głupiej dumy. przecież nie mogę pokazać, że jestem słaba.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz