zawzięcie próbuję trzymać Cię w zmarzniętych dłoniach. skrupulatnie zaciskam drobne palce - najmniejsza luka mogłaby być katastrofą. ale gdzieś w środku, między sercem a żołądkiem, nieprzyjemne ukłucie budzi świadomość, że w końcu trafisz na szczelinę i uciekniesz. przelejesz mi się przez palce i znikniesz. i będzie bolało. wysuszone ciało, niemal martwe, zapadnie się w miękki materac, otuli kojącą muzyką i wbije mętne oczy w biały sufit. szpital psychiatryczny dla złamanych serc...
ale nawet najcięższe przypadki mają szanse. trzeba tylko wierzyć. bardzo mocno wierzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz