pół minuty. 30 sekund. nic. a trwało niemal wieczność. przez ułamek tej wieczności byliśmy obok. spłynął na mnie bursztynowy sentyment i całą dobę kojąco lepi się do zmarzniętego ciała. nie jest mi źle. nie mruczę też z rozkoszy. to swojego rodzaju łaska. oczyszczenie. przebaczenie? być może. gdybym tylko wiedziała co schowałeś za bursztynową kurtyną. żal? smutek? złość? tęsknotę? spotkamy się kiedyś w jednej z tych kawiarni, w których nigdy nie piliśmy kawy i opowiesz mi co tkwiło wówczas w Twojej podświadomości. i może znów będzie padał deszcz. kto wie.
ale teraz proszę. nie wracaj, po prostu nie wracaj. nie potrzebuję znów równoczesnego spełnienia marzeń i urzeczywistnienia koszmarów. nie teraz. nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz