kolejny rok łaskocze mnie po łydkach. skończył się jeden z rozdziałów. nie potrafię ocenić czy był dobry, czy też zły. po prostu był, a ja byłam w nim. koegzystencja idealna. teraz staje w obliczu nowych szans. nie wiem czy jestem mądrzejsza, dojrzalsza i mniej naiwna. nie wiem czy uda mi się stracić na wadze, zdecydować się na odważną fryzurę i czy będę kochać się na białym fortepianie. niepewna jest także ilość błędów jakie popełnię w nowym roku. a popełnię na pewno, bo przecież inaczej się nie da. nie mam nawet pewności czy nie umrę z miłości. wiem jedynie, że nieustannie idę do przodu. wszystko wokół mnie się zmienia. być może ludzie pozostają Ci sami, ale relacje ewoluują. przekształcają się i zaskakują. i nigdy nie wiadomo co nowego wniosą w nasze życie. a zmiany są dobre, każde. będę je akceptować z pokorą i walczyć tylko wówczas, gdy gra będzie toczyła się o życie. moje, Twojej, jej czy jego. nie ważne. i będę cierpliwa. skażone szukanie kogoś, kto podwaja świat odstawię za szklaną szybkę. pozwolę sobie odetchnąć. i wciąż będę piegowatą, analogową sentymentalistką ze starą duszą i nieprzyzwoitym rumieńcem na policzkach.
a postanowienia? tylko jedno - nie dać się zwariować. na wszystko przecież przyjdzie czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz