zwymiotowałam serce. biło, słabo, słabo, coraz słabiej, ale wciąż biło. lewy przedsionek ociągając się kurczył się rytmicznie. wzięłam je do ręki i rzuciłam nim o ścianę.
słońce nieśmiało wdzierało się przez niedociągnięte rolety. pies szczekał na jakiegoś przechodnia. pościel wciąż była ciepła. komoda stała pod ścianą. wasze zdjęcia wisiały tam gdzie ostatniego wieczoru. i nawet zadzwonił budzik.
***
znów wchodzisz we mnie drgawką
a serce więzione w przyciasnej
klatce żeber - martwieje.
znów ostrzem twardej mowy
ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie
twą wrażliwość - boleśnie.
(z szymborskiej na nosowską. chwilowo)
cztery i pół objęcia na metr kwadratowy.
a serce więzione w przyciasnej
klatce żeber - martwieje.
znów ostrzem twardej mowy
ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie
twą wrażliwość - boleśnie.
(z szymborskiej na nosowską. chwilowo)
cztery i pół objęcia na metr kwadratowy.