czwartek, 10 lutego 2011

repertuar kina sumienie.

słabo mi. kręci mi się w głowie. jakaś siła napiera mi na skronie. zaraz rozsadzi mi czaszkę. przed oczami ciemno. nic, tylko czerń. nieznośna i jakże uboga w swojej prostocie. dławię się własną śliną. to śmieszne, wytwór mojego ciała próbuje mnie zabić, unicestwić. od środka coś napiera na klatkę piersiową. słyszysz jak trzeszczą mi żebra? pękają. pękają jedno po drugim a ja... a ja zaszywam usta, zamykam umysł i boję się spytać 'czy to wyrzuty sumienia?'.
zwymiotowałam serce. biło,
słabo, słabo, coraz słabiej, ale wciąż biło. lewy przedsionek ociągając się kurczył s rytmicznie. wzięłam je do ręki i rzuciłam nim o ścianę.
słońce nieśmiało wdzierało się przez niedociągnięte rolety. pies szczekał na jakiegoś przechodnia. pościel wciąż była ciepła. komoda stała pod ścianą. wasze zdjęcia wisiały tam gdzie ostatniego wieczoru. i nawet zadzwonił budzik.

***
znów wchodzisz we mnie drgawką
a serce więzione w przyciasnej
klatce żeber - martwieje.
znów ostrzem twardej mowy
ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie
twą wrażliwość - boleśnie.

(z szymborskiej na nosowską. chwilowo)



cztery i pół objęcia na metr kwadratowy.

poniedziałek, 7 lutego 2011

cichaj.

czasami człowiek znajduje się w stanie, którego nigdy wcześniej nie znał. stąpa wąskimi ścieżkami po nowym lądzie i bacznie obserwuje jak zmienia się wszystko wokół. poznaje każdy zakamarek, odkrywa nowe smaki, zapachy. zachłannie wciąga powietrze. chce zapamiętać ten świat jak najdłużej, już zawsze mieć go w pamięci. 'powoli, spokojnie, nie tak szybko, bo jeszcze się udusisz!' jakiś głos krzyczy w mojej głowie. siadam w turkusowym fotelu, biorę do ręki kubek z wiśniową herbatą i oddycham. wdech i wydech. wdech i wydech. wdech i wydech... 'udusisz' dudni mi ciągle w uszach.

naprawdę dawno nie było we mnie tyle szczęścia. odkrywam powoli coś, z czego zdefiniowaniem zawsze miałam mnóstwo kłopotów.
tylko jak długo uda mi się zdusić w sobie to dudnienie?

czwartek, 27 stycznia 2011

only. ONly.

pamiętasz?
była wiosna. śnieg topniał, rodziło się życie.
pamiętasz?
było lato. słońce świeciło, morze szumiało.
pamiętasz?
była jesień. liście spadały, padał deszcz.
pamiętasz?
zima też była. było zimno, przed domem stał bałwan.
pamiętasz? nie pamiętasz.
nie pamiętasz.
siedziałam na werandzie, noce były już ciepłe. naiwnie uśmiechałam się do gwiazd.
nie pamiętasz.
leżeliśmy na plaży. robiłeś zdjęcia. jedno stoi na komodzie... lubię na nie patrzeć.
nie pamiętasz.
lało jak z cebra. wbiegłam mokra do Twojego mieszkania. nie odróżniłeś łez od kropli deszczu.
nie pamiętasz.
zmroziłeś serce i usta. moje serce i moje usta. pstryknąłeś palcami i już Cię nie było.
ale przecież Ty niczego nie pamiętasz.
będę pamiętać za nas dwoje, nie martw się.

***
właściwie to korybut miał wyjechać z niejaką Niewielką na urlop nad morze, ale ciężko się nam rozstać. i mimo, że znów zaczynam sobie układać życie, zawsze wpadnę z jakimś słowem. może nawet dwoma?

sobota, 22 stycznia 2011

wiesz cukierku, czasami się boję, że gdy na Ciebie spojrzę, będę musiała rozpocząć walkę z samą sobą. a przecież lubię na Ciebie patrzeć...

czwartek, 20 stycznia 2011

again and again

świat zatańczył na rzęsach. siedzieli obok siebie. zgrabnie obrócił się w perfekcyjnym piruecie. drżała a on nerwowo pocierał dłonie. potknął się, zachwiał. łzy zaszkliły jej oczy. upadł. starannie ważyła każde słowo. jednak szybko się podniósł i znów tańczył w całej swej okazałości. nie chciała powiedzieć za dużo...

... jednak słowa same wyrywały się z gardła. mówiła i mówiła a on słuchał i wszystko jej tłumaczył. znów doszli do porozumienia. 'zagrajmy w naszą grę według nowych zasad'. i poszli, bo przecież nie mogła spóźnić się na autobus.
ah, jaki to był piękny taniec.


poczułam dzisiaj ulgę. ulgę, której potrzebowałam od kilku miesięcy. nareszcie mogę powiedzieć, że jest dobrze!

***
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.